Posts tagged ‘nauka’

Kwiecień 13, 2013

Świat nie jest prosty, czyli syndrom drwala

Stare przysłowie mówi: „Im dalej w las, tym więcej drzew”. I to prawda. Powiedzenie nie wartościuje jednak drzew. Co z tego, że więcej, skoro ich jakość mocno wątpliwa. Z biegiem lat i nabywanym doświadczeniem wobec pojawiających się ciągle „drzew” można przyjąć jedynie postawę ograniczonego zaufania – jak do innego kierowcy na drodze. Sprawdzić, o ile się da, jego wiarygodność i albo zostawić „drzewo”, żeby rosło, albo wyciąć!

Sprawdzanie wiarygodności jest ciekawe z wielu powodów. Przynosi intrygujące doświadczenia, na wiele spraw otwiera oczy, pozwala się dziwić albo powoduje, że od odkrywanych informacji puchnie głowa, a „las” znacznie się przerzedza. W końcu okazuje się, że człowiek znajduje się na polanie pełnej pniaków i suchych karp. W oddali, na bezdrożach majaczy drzewo, biegniemy pełni nadziei i niestety… znowu łapiemy za siekierę. Sytuacja ta, bez względu na dziedzinę, dotyczy jedynie pewnej części ludzkości, ponieważ druga część pląsa w uniesieniu po lesie wierząc, że jest on zielony, spokojny i radosny jak w programach przyrodniczych. Nic bardziej błędnego.

Konstrukcja psychiczna człowieka wymaga zaspokojenia podstawowych potrzeb i potrzeb wyższych. Dlatego od wieków istota żyjąca na Ziemi nie zadowala się zastanym porządkiem, ale zadaje pytania i usiłuje rozwiązać zagadki dotyczące różnych spraw. Kim jesteśmy, po co żyjemy, dlaczego umieramy… Będąc osobnikiem społecznym, żyjącym w stadzie, człowiek uczy się więc od najbliższych, bliższych, dalszych lub całkiem dalekich tego, czego oni sami się nauczyli i realizuje swój własny plan.

Mając kilka lat człowiek posiada już parę drzew – rodzinę, kolegów, nauczycieli, zainteresowania, religię… Potrafi rozróżnić także podstawowe pojęcia abstrakcyjne jak: miłość, nienawiść, dobro czy zło.  Nie ma więc żadnego problemu, kiedy las funkcjonuje zgodnie z zasadami i wszyscy ich przestrzegają, cenione i szanowane są wysokie wartości moralne, etyczne czy religijne. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy rodzina żyje w niezgodzie, ojciec bije matkę, wujek dotyka intymnych miejsc, kolega z podwórka zastraszając inne dzieci wyłudza od nich pieniądze, nauczyciel zdradza żonę, a wychowawca religijny, głosząc ubóstwo, jeździ luksusowym autem.

No to co jest nie tak? Uczą mnie zupełnie czego innego i postępują inaczej? Hej! Widzę was! Dlaczego mam być inny niż wy? Dlaczego mam być lepszy? Uczyć się dobrze, zachowywać się dobrze, stać prosto i  udawać, że jestem ślepy?!

Potem jest już tylko gorzej. Drzew przybywa, las staje się gęsty, splątany, ciemny i straszny.

Syndrom drwala

lumberjack_chopping_at_tree_hg_clr

Szukamy więc wyjścia. Jeśli nie funkcjonuje rodzina, uciekamy do grupy rówieśników, jeśli tam jest kiepsko, staramy się szukać pomocy w organizacjach duchowych, jak trafimy na kłamstwo, sfrustrowani szukamy dalej, gdzie indziej… Przerabiamy katolicyzm czy buddyzm, inne organizacje duchowe, idziemy do Hare Kriszna, Zielonoświątkowców, Wieczerników, Świadków Jehowy, Scjentologów albo samodzielnych proroków. Wyjeżdżamy do indyjskich guru, uczestniczymy w zebraniach, mszach, medytacjach,  dawnych i współczesnych organizacji duchowych… Nie, to nie to, więc trzeba iść dalej. Łapiemy się za racjonalizm, albo systemy filozoficzne, starsze i nowsze, sprawdzamy fizykę kwantową, świętą geometrię albo satanizm, New Age, hunę, kalendarz Majów, towarzystwa psychotroniczne, tarota, astrologię, TAO, runy, jasnowidzenie, OBE, NLP, channelingi, różdżkarstwo, metodę Silvy, rebirthing…. Cokolwiek i w dowolnej kolejności.

Po latach jesteśmy zdruzgotani, zamęt w umyśle jest większy niż można by się spodziewać i nadajemy się jedynie do leczenia psychiatrycznego. STOP! Wcale nie trzeba się leczyć.Wystarczy wyciągnąć wnioski.

Otóż… Wszędzie chodzi TYLKO o „rząd dusz”. Jednak nie dla duszy jesteśmy potrzebni naszym przewodnikom, kimkolwiek by byli. Jesteśmy potrzebni jako uzależnieni i ogłupieni niewolnicy, do pracy i płacenia haraczu, który był kiedyś dziesięciną, ale w miarę rozwoju ‘cywilizacji’ skoczył do jakichś 60-70%. Jesteśmy niezbędni jako głosiciele wybranego systemu, żeby zwiększać jego popularność. I cała ta sytuacja nie ma nic wspólnego z tym, żeby nam dać „coś dobrego”, żeby nam pomóc, czegoś wartościowego nauczyć, żeby było nam lepiej…

W obliczu takiego postrzegania „lasu” nie mamy praktycznie żadnej możliwości, by być ludźmi wolnymi i za cokolwiek odpowiadać. Całe to „uwolnienie” od niewiedzy na temat zasad obowiązujących w lesie jest więc stanem sprawiającym tylko kłopot i uwierającym jak kamień w bucie. Prowadzi nieubłaganie do wniosku, że nie ma lekarstwa ani pocieszenia, a samotne życie na polanie z siekierą w ręku to nie to, o czym marzyliśmy.

Co można zrobić?

Niewłaściwe pytanie. Należałoby rozpocząć od „Czy można coś zrobić?” a „co” pozostaje do rozstrzygnięcia w drugiej kolejności.

Odpowiedź na pierwsze pytanie zasadnicze brzmi: można, a na drugie, pozostaje kwestią wyboru. Ja  wybrałam dowiadywanie się i łączenie faktów. Dowiadywanie się nie jest jednak wiedzą sensu stricte i nie jest sprawą łatwą. Wiedza bowiem to pewien dawno ułożony obrazek, który nie dopuszcza świeżego powietrza w obawie przed jego szkodliwym działaniem. Broni schematu i odrzuca wszystko, co do obrazka nie pasuje. Dowiadywanie się zaś stanowi proces ciągły i nieustający, zakłada ono również, że to, co wiem dzisiaj, jutro może już być nieaktualne.

Nikomu niczego nie zamierzam udowadniać, nikogo do niczego przekonywać, wydaje się jednak dość naciągane, by wierzyć w pewne teorie, jak na przykład, że pewien osobnik rodzaju męskiego nazywany różne, ale przeważnie Bogiem, w ciągu siedmiu dni stworzył świat. Bardziej skłonna jestem „uwierzyć”, że stworzył człowieka „na obraz i podobieństwo swoje”, mocno niedoskonałego, z całym zestawem wad, z którymi musi się zmagać przez całe życie, nie potrafiącego nawet tak prostej rzeczy, jak zrozumienie, by nie czynić drugiemu, co jemu samemu niemiłe.

Każdy jednak może wybrać, co mu pasuje.

Opcje do wyboru

Niemal od pierwszej chwili, kiedy w szkole zaczęto uczyć mnie historii, geografii i biologii, a potem, kiedy zakres nauczania rozszerzył się, wydawało mi się niepokojące, że nie istnieje żadna zbieżność z tym, czego próbowano nauczać mnie na lekcjach religii. Z czasem te trzy dziedziny stały mi się bardzo bliskie, najbardziej jednak pasjonujące okazały się historia starożytna i archeologia. Jak gąbka wchłaniałam wszystko z zakresu tego tematu, który był o wiele ciekawszy od religii, choć tak samo bajkowy i odległy.

creation of earth

źródło: internet

Właśnie! Czy nikt z religijnych nauczycieli nie zauważył, że przez wieki ludzie zmienili się tak bardzo, że należałoby tę dziedzinę nieco uatrakcyjnić? Oddaję ten pomysł za darmo – skorzystajcie, bo inaczej cały tłum wiernych wyślizgnie wam się z rąk i odfrunie bezpowrotnie, jak stada gęsi znad Dunaju.

Nie jestem filozofem ani teologiem i nie zamierzam tracić czasu na bajdurzenie o ideach. Żyję wystarczająco długo, żeby z całym przekonaniem stwierdzić, że nikt taki jak religijny Bóg nie istnieje. Nie podam dowodów na jego nieistnienie, tak samo jak nikt na świecie nie będzie w stanie podać mi dowodów na jego istnienie. Chyba że zaczniemy rozmawiać o „cudach”, które w rzeczywistości są również tylko kwestią wiary.

Jest rok 2013, a w kościołach wielu wyznań nadal modlą się ludzie, nadal oddają tam część swoich dochodów, spowiadają się, biją w piersi, całują po rękach duchownych, doznają ekstaz i opętań, w imię religii zabijali, palili na stosach i nadal gotowi są to robić… Zgrabnie wymyślone.

Według Biblii mamy teraz rok 5774 od stworzenia świata!

Przepraszam, ale to chyba żart?

Datę stworzenia Świata próbowali ustalić zarówno żydzi, jak i chrześcijanie. Z obliczeń chrześcijańskich i żydowskich badaczy Biblii wynikało, że Ziemia została stworzona około 4000 r. p.n.e., przy czym podawano różne daty. Według zgodnych obliczeń żydowskich autorytetów religijnych wydarzenie to nastąpiło w 3761 r. p.n.e. (od tej daty liczą się lata w kalendarzu żydowskim), natomiast chrześcijańscy uczeni nie byli w tej materii jednomyślni i podawali rozmaite daty tego wydarzenia. Jedną z popularniejszych wersji był rok np. 4004 r. p.n.e., ustalony przez anglikańskiego arcybiskupa Jamesa Usshera. Inną, wcześniejszą i jakoby dokładniejszą datą, jest rok 4173 r. p.n.e. Bizantyjczycy, a w ślad za nimi m.in. Rusini, przyjmowali za datę stworzenia świata rok 5509 r. p.n.e., który stał się datą początkową rachuby lat w kalendarzu bizantyjskim. Wyznający własną wersję judaizmu Samarytanie za datę stworzenia świata przyjmują rok 4439 p.n.e…

Z danych wynika więc, że istniejemy mniej więcej około 6 do 7,5 tysiąca lat, ale nawet w średniowieczu rabin Izaak z Akko, czołowy trzynastowieczny kabalista, oceniał wiek wszechświata na ok. 15 miliardów lat! Zupełnie tak samo jak nauka współczesna…

Ostatnie odkrycia na ten temat pochodzą z Europejskiej Agencji Kosmicznej, która opublikowała wyniki badań Misji Planck. Brian Green profesor fizyki z Uniwersytetu Columbia w NY powiedział, że satelita przez kilka lat mierzył promieniowanie powstałe w wyniku Wielkiego Wybuchu. Dzięki danym można było sporządzić coś na kształt fotografii bardzo młodego wszechświata. Z analizy danych wynika że wszechświat jest starszy o około 80 milionów lat niż zakładano. Wielki Wybuch miał miejsce 13 mld 810 mln lat temu i jest to najbardziej prawdopodobny początek wszechświata. Dzięki satelicie udało się uzyskać najbardziej precyzyjną mapę promieniowania elektromagnetycznego we wszechświecie – powiedział Green.

Planet-Forming Disk Around a Baby Star

źródło: internet

Około 4 mld lat temu pojawiły się pierwsze organizmy jednokomórkowe

Około milarda lat temu powstały organizmy wielokomórkowe

Około 525 mln lat temu rosła już roślinność

Około 250 mln lat temu pojawiły się dinozaury

Około 50 milionów lat temu powstały Himalaje

Około 6 milionów lat temu powstał Wielki Kanion

Około 250 tys. lat temu pojawił się człowiek

Około 40 tys. lat temu Aborygeni zasiedlili Australię

Około 14 tys. lat temu zakończyła się ostatnia epoka lodowcowa

Około 4,5 tys. lat temu zbudowano egipskie piramidy (źródła podają różny czas powstania Wielkiej Piramidy – oficjalnie powstała w 2551 r p.n.e. ale nieoficjalnie nawet 7,5 tys. lat wcześniej)

Egipt „przed powstaniem świata”?

Według Biblii Egipt predynastyczny ok. 6000–3100 p.n.e. musiałby w zasadzie zostać stworzony razem ze światem, a nawet nieco wcześniej. A inne cywilizacje, które zgodnie z naukami kościołów są po prostu źle datowane? To naprawdę może wkurzyć.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy pierwsi ludzie zasiedlili Dolinę Nilu, ani ile czasu to trwało. Nie zajmę się nudnym wymienianiem okresów i kultur żyjących na terenie Egiptu około 100 tys. lat temu i ich datowaniem. Postaram się przedstawić ich z perspektywy ludzkiej.

Początki cywilizacji Doliny Nilu
okres 700.000-6000 r. p.n.e

Na początku zasiedlano tereny wzdłuż rzeki. Ludzie byli myśliwymi i rolnikami, posługiwali się łukiem, który wynaleźli, polowali na zwierzęta, poławiali ryby, uprawiali ziemię, zbudowali pierwszą łódź – z pęku trzciny usztywnionej i związanej w formie spłaszczonego snopa. Około 10.000 lat p.n.e. uprawiano głównie jęczmień, ale też pszenicę, powstały narzędzia do spulchniania gleby, znano sposoby przechowywania wody pitnej.

Neolit
10.000-6000 lat p.n.e

W tym okresie rozwijało się rolnictwo i hodowla – kozy, owce, świnie i bydło rogate, powstały pierwsze techniki tkackie i garncarskie z czasem udoskonalane z elementami barwienia, jak również plecionkarstwo wiklinowe. W wykopaliskach są groty strzał z polerowanego krzemienia, kościane harpuny do połowu ryb. Znano sposoby przechowywania zbóż w silosach, zaczęto tkać len i obrabiać skóry. Pochówki stopniowo oddalają się od osad. Zmarły chowany jest w pozycji skurczonej na boku. Otrzymuje też na ostatnią drogę ofiary z żywności, broń i przedmioty codziennego użytku. Na północy (Fajum i okolice Kairu) odkryto wyższe techniki obróbki kamienia, broni krzemiennej, jak i naczyń kamiennych, Południe zaś specjalizowało się w ceramice inkrustowanej i barwionej. Społeczeństwo składało się z kast, ale wojownicy nie zajmowali się ani uprawą roli, ani hodowlą.

Wczesny okres predynastyczny
6000-4500 lat p.n.e

nabta-playa-calendar

źródło: internet

Megality z Nabta Playa – najstarszy na świecie kamienny kalendarz słoneczny (ok. 5500-4500 p.n.e) służący do oznaczania północy i wschodu słońca w dniu przesilenia letniego (obecnie przeniesiony do muzeum w Asuanie), jest to krąg o średnicy ok. 5 m utworzony z niewielkich głazów. Wiele elementów sakralnych Nabta Playa wskazuje, że właśnie tu rodziła się najwcześniejsza religia starożytnego Egiptu. Zmarli przykrywani są  do pochówku skórami zwierzęcymi, a ich groby coraz bardziej przypominają budynki. W odżywianiu nadal dominuje łowiectwo i rybołówstwo, choć wyraźniej już można zaobserwować wpływ rolnictwa. Oprócz zbóż rozwija się uprawa warzyw. Rozwój rękodzielnictwa i rzemiosła – wyroby z kości (również słoniowej) – grzebienie, spinki do włosów z kości, drewna i miedzi, mamy polerowane noże, kultowe figurki z wyraźnie podkreślonymi cechami płciowymi. Pojawia się pierwsza biżuteria – klejnoty, bransolety i zdobione amulety, jak również ozdobna ceramika naścienna. Na Płaskowyżu Libijskim powierzchniowo wydobywa się wapień. Istnieją też wyraźne ślady używania drewna, które jednak w Dolinie Nilu niemal nie występuje, co oznacza, że mógł rozwijać się także handel z plemionami południa i Synaju. Powstają pierwsze kanały nawadniające pola i prawdopodobnie pierwsze próby przewidywania wylewów Nilu. Wskazuje na to grafika nagrobna z tego okresu. Niewątpliwie istnieje w tym czasie już kasta kapłanów, którzy posiadali wiedzę z zakresu astronomii, inżynierii i medycyny.

Starszy okres predynastyczny
4500-3500 lat p.n.e

W tym okresie nie zanotowano gwałtownych zmian kulturowych, w dalszym ciągu rozwija się produkcja ceramiki zdobionej motywami zwierzęcymi i roślinnymi, malowanymi lub rytymi. Niektóre naczynia przybierają kształty zwierząt. Kamień jest wykorzystywany do dekoracji – początki rzeźby – pojawiają się figurki kobiecie – muzeum w Brooklynie posiada egzemplarz tancerki o wzniesionych ramionach wykonany z malowanej terkoty.

PredynasticFemaleFigurine_BrooklynMuseum

źródło: internet

Rozwija się handel. Z Nubii sprowadza się miedź i złoto, znad Morza Czerwonego ołów, cynę, niewielkie ilości złota, także szmaragdy, z Synaju kamienie półszlachetne – turkus, malachit, jaspis, z terenów na południe od Esna – piaskowiec, a w Fajum rozpoczęto wydobycie alabastru. Powstają też budynki i miasta z nie wypalanej cegły. Doskonalone są techniki nawadniania pól i przechowywania plonów.

waza-nagada-kaczka

źródło: internet

Okres Gerzeński
3500-3150 lat. p.n.e

Jest to czas bezpośrednio poprzedzający zjednoczenie Egiptu, nazwany okresem gerzeńskim od nazwy kultury z El-Grzela. Rozwój ceramiki – pojawiają się palety do rozcierania szminek i barwników do ciała, również tatuażu. Ceramika zdobiona jest motywami geometrycznymi, zwierzęcymi i roślinnymi – strusie, gazele, antylopy, rzeczne barki, postacie ludzi, sceny myśliwskie. Artyści nie skupiali się jednak na logice czy perspektywie. Na jednym z odkrytych naczyń gazele skaczą po dachach „kabin” łodzi, a palmy wyrastają z ich dna. Zaspokojenie potrzeb żywieniowych w dalszym ciągu należało do myślistwa i rolnictwa, udoskonalono przechowywania plonów, wprowadzając spichlerze budowane z gliny. Ciała zmarłych składano w wiklinowych trumnach, z bogatszym wyposażeniem w przedmioty osobistego użytku. W grobach można znaleźć amulety lub figurki zwierząt – lwy, hipopotamy, sokoły, byki, a więc wizerunki bogów.

Istnieją silne dowody na kontakt z Mezopotamią. Kamienny nóż z Gebel el-Arak (przechowywany w Luwrze), którego mezopotamska dekoracja jest przedstawia człowieka ubranego w mezopotamski strój poskramiającego dwa lwy. Poniżej widnieją sceny polowania.

400px-gebel_el-arak_knife_mp3h8783

źródło: internet

Wydaje się, że w tym okresie powstało pismo. Jest ono początkowo piktograficzne – rysunek  przedstawia konkretny element rzeczywistości – symbolizuje przedmiot, zwierzę, osobę. Metoda ta jednak uniemożliwiała zapis czynności czy imion i dlatego pismo to uległo przekształceniu w pismo ideograficzne – hieroglify. Pismo piktograficzne było w Egipcie stosowane do rycia w kamieniu, znajdujemy je jako napisy świątynne, na wotach i ścianach budowli, pismo hieroglificzne służyło natomiast do pisania atramentem na drewnianych sarkofagach i papirusach grobowych. Mogło powstać w Mezopotamii, do której prowadzi większość śladów, lub w Egipcie. Prawdopodobnie przenoszone ono było między cywilizacjami przez kapłanów, którzy znając pismo gromadzili wiedzę, a zatem posiadali władzę. Kapłani egipscy z okresu gerzeńskiego potrafili przewidzieć wylewy Nilu, znali astronomię, medycynę również w zakresie chirurgii. Najstarsze przykłady pisanego języka egipskiego pochodzą z 3250 r. p.n.e. Język ten skończył swój żywot wraz z cywilizacją egipską i został zastąpiony w Egipcie językiem arabskim.

Po zjednoczeniu Górnego i Dolnego Egiptu w roku 3150 p.n.e. mamy już do czynienia z silnie rozwiniętym gospodarczo i sprawnym administracyjnie państwem.

Wszystko działo się wtedy, kiedy według ustaleń religijnych właśnie został stworzony świat, a nawet nieco wcześniej…

Program nauczania historii w liceum i technikum
KSZTAŁCENIE W ZAKRESIE PODSTAWOWYM
(fragment)

Treści kształcenia i wychowania

Wprowadzenie: historia – periodyzacja, źródła. Pojęcia „historia” i „prehistoria”. Podział dziejów na epoki. Źródła historyczne i ich badanie.

I Pradzieje i powstanie cywilizacji starożytnego Wschodu
1. Najdawniejsze dzieje człowieka
Pochodzenie człowieka. Osiągnięcia epoki paleolitu. Początki hodowli i rolnictwa. Życie ludzi w epoce neolitu. Podziały językowe (ludy semickie i indoeuropejskie).

2. Starożytna cywilizacja Mezopotamii i pierwsze imperia
Narodziny cywilizacji: Sumerowie – miasto i pismo. Przeobrażenia polityczne na Bliskim Wschodzie – główne ośrodki państwowe i pierwsze imperia (do połowy VI w. p.n.e.). Osiągnięcia kulturowe Mezopotamii. Imperium perskie.

3. Egipt faraonów
Położenie i warunki naturalne. Egipt faraonów jako przykład despocji teokratycznej. Podziały społeczne a wierzenia i kultura Egiptu.

4. Starożytny Izrael
Najdawniejsze dzieje Izraela. Królestwo Dawida i dalsze losy Żydów (do podboju rzymskiego). Diaspora. Religia Izraela. Biblia – język, etapy powstawania, struktura, znaczenie.

5. Starożytne cywilizacje Indii i Chin
Najstarsza cywilizacja doliny Indusu. Ariowie w Indiach i ich cywilizacja. Religie starożytnych Indii. Narodziny chińskiej państwowości. Cywilizacja starożytnych Chin – pismo, systemy etyczne. Europa a Wschód w starożytności.

Zastanawia mnie, jak to możliwe, żeby w jednych drzwiach uczyć czego innego, a w drugich zupełnie czego innego. Młodzież idąca z lekcji historii na lekcję religii musi czuć się sfrustrowana takimi rewelacjami. Jeśli w szkołach uczy się o epoce paleolitu, która rozpoczęła się mniej więcej 2,5 mln lat temu, co zrobić z religijnymi kwiatkami o powstaniu świata w roku 3761, 4004, 4173, czy nawet 5509 p.n.e. Sytuacja jest mocno niezręczna i szczerze współczuję, jednocześnie nie posiadam się z radości, że ukończyłam edukację w czasach znacznie mniej absurdalnych.

Marzec 11, 2013

Skąd się biorą „lemmingi”?

Bardzo dawno temu na świecie powstały mitologie. Nie wiadomo bliżej, kto je stworzył (wygląda na to, że jednak kosmici), przekazywano je „z ust do ust”, jako tradycję i dobro narodowe, czyli kulturę. Jedni w nie wierzyli, inni nie, ogólnie jednak można przyjąć, że lud czuł respekt przed „gromowładnymi”. Lud był ciemny i nic nie wiedział, nic wiedzieć nie powinien. Przed ludem ukrywano fakty lub odkrycia naukowe w „trosce”, by lud nie wystraszył się prawdy lub tworzono pasujące do „obrazka” teorie, by w odpowiedni sposób ludem manipulować.

Ostatnio pewien dziennikarz sportowy przyznał, że nie wie, kto jest premierem Izraela, ale wie, z kim kto w Polsce sypia… Oskarżył przy tym chyba media (system), że go ogłupiły i „jest idiotą”.

http://www.weszlo.com/news/13302-Oglupiali_mnie_dlugo_i_-_o_zgrozo_-_skutecznie_Jestem_idiota

Panie Dziennikarzu, owszem, media (system) ogłupiają, ale tylko tego, kto na to POZWALA. Rozumiem, że to odkrycie jest w pewnym sensie przenośnią, ALE. Skonstatowałam ze zdziwieniem, że nie tylko wiem, kto jest premierem Izraela, ale także nie sprawia mi większej trudności wymienienie jego kilku poprzedników. Więc jak to jest z tym ogłupianiem? Jeśli wybieram, czy zjem schabowego czy homara, to mogę chyba wybierać, czego słucham, co oglądam i w co wierzę… W tym kontekście zwierzenie Pana Dziennikarza jest niepoważne albo jego celem jest zrzucanie odpowiedzialności za swój umysłowy ”esemes” na czynniki „obiektywne”. Żeby się dowiedzieć, wystarczy chcieć.  Ignorancja nie polega na tym, że się nie wie, ale na tym, że wiedzieć się nie chce.

them_mmaa_prof_6

Mit pierwszy – CYWILIZACJA

Kiedy mówi się o cywilizacji, roztacza się przed słuchaczem/widzem wachlarz totalnej ciemoty i zagubienia, którym „światłe umysły” nadały obecny kształt. Gloryfikuje się artystów, filozofów, przywódców religijnych i świeckich, naukowców, nie pozostawiając cienia wątpliwości, iż byli WIELCY.  Ustawiamy na półkach ich dzieła i bijemy przed nimi czołem. Więcej niż pięć razy dziennie.

Starożytne ruiny informują nas nie tylko o  „wysokich kulturach”, ale także o przemocy, dzięki której w gruncie rzeczy powstały. Tego już nikt pod uwagę nie bierze. Ich twórcy, choćby byli najgorszymi kreaturami, są wynoszeni pod niebiosa, bo napisali coś, co przypadkiem przetrwało do dzisiaj lub stworzyli coś w 3D, co także przypadkiem nie zostało zburzone. Twórcy teorii są wielcy, bo wygrali z innymi twórami niekoniecznie z powodów merytorycznych czy estetycznych i nie dali sobie odebrać palmy pierwszeństwa. O ile w przeszłości tych „wybitnych” było jak na lekarstwo, o tyle obecnie nastąpił ich gwałtowny wysyp. Niestety ilość nie idzie w parze z jakością.

Jeden z przykładów (można znaleźć nieskończoną ich liczbę)

mit osiągnięć architektonicznych, czyli 11 najpiękniejszych (!) domów w Polsce

http://bryla.gazetadom.pl/bryla/56,85301,12784993,Najpiekniejsze_domy_w_Polsce.html

Za cywilizację uznajemy omyłkowo zbiorowisko teorii i materialnych artefaktów stworzonych przez człowieka (czy tylko?) i gadżety technologiczne, które wykorzystujemy na co dzień. O teoriach i artefaktach wiemy tyle, ile nam powiedziano, nie wiemy zaś tego, co ukryto, ale to nam wcale nie przeszkadza. Nie interesuje nas dochodzenie do prawdy, wolimy poczytać, kto z kim śpi. Cywilizacja to wygodny tryb życia, który wiedziemy i estetyczny design, który nas otacza.  To wszystko, co możemy kupić.

I bez względu na dziedzinę, z której pochodzi, przyjmujemy ten bełkot na wiarę, choćbyśmy byli najbardziej zatwardziałymi ateistami na świecie. To dla mnie najbardziej niezrozumiałe. Ludzie wierzący bezgranicznie.

Mądrzy ludzie rozumieją się bez słów, głupim nie wystarczą ich tysiące.
/mądrość wschodnia/

stefan-themerson 1

Stefan Themerson, źródło: internet

Nie tylko Orwell

Napisany w  latach  1942—1943 (!) „Wykład profesora Mmaa” to pierwsza powieść Stefana Themersona. Przedstawia ona społeczeństwo termitów zamieszkujące całkowicie pod ziemią, stanowiące karykaturę świata ludzkiego, funkcjonującego w niedorzecznych schematach, gdzie wiedzę zdobywa się „metodą horyzontalnego pożerania napotkanych arkuszy celulozy przy równoczesnym notowaniu w pamięci przeszkód smakowych, znajdujących się na obu powierzchniach każdego arkusza.”

Problemem niezwyklerozwiniętegospołeczeństwaspołeczeństwatermitów, oprócz innych wielu, jest nieumiejętność samodzielnego odżywiania się.

Tuż pod ich nosem rozwija się w olbrzymim tempie nauka, która krocząc swymi zaiste siedmiocentymetrowymi krokami, wyprzedziła ich o całe setki decymetrów. … Nauka, już w dzisiejszym stadium swego rozwoju, potrafiłaby zapewnić wszystkim termitom na świecie życie w szczęściu i dobrobycie. Panowie Abdomenowcy! Dzięki nauce potrafimy wkrótce po prostu odcinać nasze abdomeny od reszty ciała i sadzić je wprost w ziemi, gdzie będą rosły, kwitły i wydawały specyficzne owoce. Taka będzie prawdziwa naukowa rewolucja. Rozła-mującetermickośćzagadnienie: czy hodować protozoa w abdomenach, czy poza abdomenami – utraci wszelki sens z chwilą, w której zaczniemy hodować abdomeny poza termitami.

Potrafiłaby, ale… nie potrafi.

Wielka, prawdziwa, naukowa rewolucja stworzy z jednej strony olbrzymie plantacje abdomenów, które wykarmić potrafią nas wszystkich; z drugiej zaś strony stworzy ona nowy, wyższy typ termita, składającego się z dwóch części jedynie, mianowicie: z głowy i thoraxu!

– Przepraszam – wtrącił prof. Mmaa – czy nie sądzi pan jednak, że plantacje abdomenów stworzą potrzebę polimorficznego hodowania nowej, niewolniczej klasy termitów, specjalnie przystosowanych do podlewania i okopywania?”

Więc co to za nauka, która tworzy i propaguje tylko megalomańskie teorie?

Co to za nauka, która jest kompletnie nieprzydatna?

Młodzież po lewej stronie audytorium zdawała sobie sprawę, że powiększenie polimorficznej hodowli halabardników, nie umiejących się samodzielnie odżywiać, doprowadzi do dalszego wyciskania robotnic-mamek, wywołując niezadowolenie w tej warstwie, którą młodzież na lewicy uważa za swoją bazę; że w następstwie trzeba będzie powiększyć liczbę konstabli wewnętrznych, którzy także nie umieją odżywiać się sami, zmuszą więc znowu mamki do zwiększonej pracy, a liczebniejsi niż dotąd, jeszcze baczniejszą będą mogli uwagę zwracać na młodzież skupioną na lewicy, która bardzo tego nie lubi.

I tak w kółko, od początku do końca świata…

Uwagę pisarza skupia się w tej niezwykłej powieści na świecie myśli, idei i doktryn filozoficznych. Themerson – racjonalista i sceptyk – wyszydza systemy, których reprezentanci głoszą, że posiedli monopol na prawdę. Wyszydza doktrynerów, arogantów, nieuków.

Uwaga Drugiego Asystenta prof. Ducha o „ostatnich zarządzeniach” zaprowadziła nas na manowce, w które wleźć łatwo, ale z których wydostać się tym trudniej, im bliżej jesteśmy prawdy. Nie dlatego, by prawda była non imprimatur, lecz dlatego, iż prawdy nie ma, ponieważ, jak to odkrył przed paru pokoleniami niejaki Chegel, prawdą jest, że prawdy nie ma, ale się staje. Kto przypomina sobie bliżej stosunki panujące w Osiedlu w owych czasach, zorientuje się od razu, jakie skutki pociągnąć za sobą musiało takie twierdzenie. Wynikało z niego przecież niedwuznacznie, że jeśli prawda, to i rzeczywistość, i wiara, i ideały, administracja i wszelkie instytucje nie są absolutne, nie są ostateczne, a jedynie stają się. Nie ma królowej, składającej jaja, królowa staje się. Nie ma abdomenowców, mamek, halabardników – wszyscy oni stają się. Nie ma obiadów ze strawionej celulozy, obiady ze strawionej celulozy stają się. Stają się dzięki tym, którzy je tworzą, a więc mogą być zmienione przez tych, którzy je tworzą. I nagle antenki głowy społeczeństwa zatrzepotały niespokojnie, thorax zadrżał na swych nogach thoraxycznych i, w owym rozbiciu absolutu, jedynie abdomen poczuł pod stopami rodzaj absolutnego oparcia.

Komuś z innego świata wydać się może dziwne, że pewna spekulacja metafizyczna, że pewna kombinacja słów nie oznaczających niczego konkretnego, a wymyślonych, mogła mieć wpływ na materialne zachowanie się owych hexapoda. Ktoś z innego świata powinien dowiedzieć się zatem, że mieszkańcy Osiedla hodowali w swych głowach, thoraxach i abdomenach pewne kolonie bakterii zwanych – słusznie czy nie – bakteriami sumienia, które kazały im racjonalizować ich czyny, czyli wymyślać przyczyny po dokonaniu faktów. Gdzie zaś lepiej znaleźć można wytłumaczenie swych czynów, jeśli nie w kombinacjach słów, tworzących takie czy inne rozgrzeszające filozofie.

„Wykład profesora Mmaa” ujęty jest w konwencję powiastki filozoficznej. Podstawową kwestią staje się tu wybór między doświadczeniem naukowym i filozoficznym a zastaną rzeczywistością. Konfrontacja poglądów filozoficznych i naukowych utrwalonych w systemie z codziennością dezawuuje profesorów, doktorów, filozofów i ich zwolenników, sprowadzając efekty ich działań do rzeczy całkowicie bezużytecznej.

Jako filozoficzna groteska „Wykład” przedstawia żyjącą w kopcu termitów komiczną menażerię ludzkich odpowiedników, ziemskich spraw i wydarzeń. Termity badają homo, dokładnie tak, jak homo bada inne gatunki. Określają daty, metody badawcze, spierają się, wierzą w autorytety, przemilczają fakty. W poszukiwaniu prawdy – „błędów, fałszów i fantazji” w swojej Akademii czują na plecach oddech robotnika-constabla, uprawnionego do zrewidowania ich zawartości umysłowej. Miłość, tęsknota lub względność, wsączone w społeczeństwo, podważają autorytety i są bardziej niż niebezpieczne. „Cywilizowany”, wykształcony człowiek w obliczu zmiennej, zaskakującej, nieznanej rzeczywistości, nad którą – mimo odwiecznych marzeń i dążeń nie jest w stanie zapanować, staje się  bezsilny, a „policja myśli” to opcja niezbędna do zapanowania nad chaosem.

Społeczeństwo termitów zostało wzięte pod lupę i pokazane w wykrzywionym zwierciadle z najdrobniejszymi szczegółami, ze wszystkimi ludzkimi wadami i z całą niemocą wielowiekowego doświadczenia cywilizacji, nauki, technologii. Odnajdujemy w powieści dobrze znane nam realia – represyjny rząd, z jego reżimowymi metodami sprawowania władzy i przerażone społeczeństwo, z wyhodowanymi w swoich głowach, thoraxach (klatkach piersiowych, tułowiach), abdomenach (brzuchach) bakteriami sumienia, które „bezstronny kronikarz” uznaje za bakterie hipokryzji. Świat zaludniony funkcjonariuszami, halabardnikami, strażnikami i konstablami bez twarzy, nie jest ani przyjazny ani normalny. Jest światem kontrolowanym.

Jak pisze Themerson, rząd termitów zamyka ludzi (50 mamek) czyniąc z tego tajemnicę, o której społeczeństwo dowiaduje się z plotek. Nie wytacza procesu, prawdopodobnie z braku podstaw lub dowodów, a pobudki tegoż rządu wydają się jednoznaczne. Tajemnica jest narzędziem zastraszania, może też wynikać z obawy przed reakcją społeczną. Represje skierowane przeciw społeczeństwu są jednak oznaką słabości „Macek Rządzących”.

W tym świecie istniają najgłębsze kazamaty, „o których na samą myśl dreszcz wstrząsa thoraxem i abdomen kurczy się boleśnie”, gdzie „zamkniętych zostało na podstawie ostatniego zarządzenia pięćdziesiąt mamek.” Początkowo panował zwyczaj zamurowywania w nich buntowników z kromką celulozy, przez co umierali z powodu uduszenia. Sytuacja zmieniła się po sforsowaniu kazamatów i uwolnieniu przez buntowników skazańca, który doszedł do władzy i „ztermityzował” karę, zamieniając ją na karę zamorzenia głodem.

Themerson poruszając się po tym świecie jak Guliwer, „odkrywa” go przed nami. Jest podróżnikiem, który stawia po raz pierwszy stopę na dziewiczym lądzie. Opisuje dzikie plemiona, ilustrując swoją historię rysunkami, budzącymi w nas rozbawienie, przerażenie lub zdziwienie. Nic w tym zaskakującego, gdyby nie to, że żyjemy w tym świecie od zawsze.

Młodzież na prawicy falowała z zadowoleniem antenkami i to uspokoiło Drugiego asystenta prof. Ducha. Na młodzieży na prawicy można było polegać. Lubiła ona te zwroty o nieprzejednanych, odwiecznych, trójmilionoletnich, barbarzyńskich wrogach. Domagała się nie tylko obrony przed napastliwymi grabieżcami, ale i odwetu. Żądała nie tylko powiększenia polimorficznej hodowli żołnierzy o opancerzonych głowach, obdarzonych przepiękną atrofią instynktu samozachowawczego, co zwało się krótko: poświęceniem i pogardą śmierci; żądała więcej, żądała stworzenia nowej polimorficznej metody hodowania takich osobników, które byłyby zdolne do ataku. Młodzież na prawicy biła brawo.

To zadziwiające streszczenie procesu manipulacji społeczeństwem przez totalitaryzm, wykorzystywane do pogłębiania podziałów, podsycania nienawiści i w rezultacie prowadzenia nie kończacych się wojen Themerson ujmuje w jednym akapicie. Można je uznać za wzór któregokolwiek z „izmów”, tym bardziej przerażający, że wykorzystywany od od początków cywilizacji w nie zmienionej formie.

… zdobyliśmy paragraf zapewniający nam Wolność i Równość, zdobyliśmy ustawy dające nam Prawo do Życia, Prawo do Odżywiania Się, Prawo do Szkółki, Prawo do Śpiewu Chóralnego, Prawo do Ochrony Pracy, Prawo do Szpitala, Prawo do Śmierci Naturalnej ze Starości…

– Cóż to jest prawo do wolności, na przykład – odrzekł prof. Mmaa – bez zakazu łamania wolności? Cóż to jest prawo do szkoły bez nakazu uczenia? Cóż to jest prawo do leczenia się bez obowiązku leczenia?

Właśnie tym są „prawa”, które „zdobyliśmy”. Społeczeństwo termitów bardzo z nich dumne nie dostrzega oczywistości – to tylko kolejny element kontroli.

Drugi Asystent profesora Ducha tworzy donos, na który niecierpliwie czeka komisarz Putidus Nos. Tworzenie donosów jest według niego dbaniem o własne dobro i karierę w oczekiwaniu na awans. Zupełnie inaczej reaguje Dr Brillat-Ćwierciakiewicz, który chce zostać aresztowany, żeby stać się bohaterem i w ten sposób zapewnić sobie nieśmiertelność na kartach historii. Te postawy są karykaturami zachowań żywcem wyjętych z systemów politycznych, istnieją do dzisiaj i do dzisiaj są wykorzystywane w budowaniu życiorysów, legend, mitów lub etosów.

W rozmowie o biciu profesora Mmaa i doktora Durchfreuda dowiadujemy się, o czym marzą wykształcone termity. Otóż te nieszczęsne istoty marzą o normalności, o tym, aby nie bić i nie być bitym, żeby normalnie pracować, szukać prawdy i żyć… Profesor Mmaa wymienia nazwę kraju, który odpowiada podobnym wymaganiom i okazuje się, że jest to… Utopia.

Świat przedstawiony w „Wykładzie” jest niebezpieczny. Pozornie ułożony i znany, realnie nieprzewidywalny. Naukowa rewolucja, której tak bardzo pragniemy, przekształca się, jak wszystko, w broń obosieczną. Nie jest niestety poza „dobrem i złem”, jest jednocześnie zbawienna i destrukcyjna. Może spowodować wykształcenie społeczeństwa jeszcze bardziej podzielonego, w którym na najniższym szczeblu, jak w dawnych cywilizacjach, znajdzie się niewolnik, zaś naukowiec lub głowa państwa osiągną status Wszechwiedzącego.

Także religijność, towarzysząca ludzkości od zarania dziejów, w oczach Themersona nie wydaje się niestety najwyższym dobrem. Ponieważ Prajajo, z którego wylęgły się termity, zostało poczęte w grzechu, termit powinien być nieszczęśliwy, żeby stać się jednostką cnotliwą. Obietnica życia wiecznego za poniesione trudy i akceptacja grzechu pierworodnego czyni z termita indywiduum skazane na brak wyboru. Wiara, w wykładni termita-proroka, to dogmaty wyznaczające miejsce w szeregu. Nie ma ucieczki, a droga prowadzi tylko w jedną stronę. Do piekła.

Szanowni Państwo

Zwykle właśnie takimi słowami rozpoczyna się wykład. Profesor Mmaa, bohater powieści Themersona, jako człowiek o refleksyjnej osobowości, zadaje sobie więc pytanie, kim są owi Szanowni Państwo. Z obserwacji wynika, że mało interesują się wykładem, nie zwracają zbytniej uwagi na jego obecność, że są podzieleni, gestykulują lub zwyczajnie się kłócą. Profesor Mmaa odkrył również, że tak było zawsze.

I cóż ta Historia napisze o nas? Że w czasach, w których działy się rzeczy wielkie, że w czasach, w których działy się rzeczy decydujące, że w czasach, w których życie tworzyło sobie nowe, większe formy istnienia, że w tych czasach przełomowych dla globu ziemskiego, my, jego elita, młodzież naukowa, siedzieliśmy głusi, ślepi na powierzchni rozszalałego wulkanu i słuchaliśmy – czego? Wezwania do czynu? Do działania? Wezwania do bohaterstwa? Do walki o walkę z rozkładem? Nie! Słuchaliśmy oderwanego od żywej, dziejącej się rzeczywistości, abstrakcyjnego wykładu profesora Mmaa.

Odpowiedź na postawione pytanie nie zmierza do określenia roli społeczeństwa w antyutopijnej rzeczywistości  daje szanse, bo nie wszystkie role są z góry określone i nic nie jest przesądzone. Możliwe więc, że coś jednak zależy od nas.

Gdybyśmy z całej powieści usunęli językowe łamigłówki i filozoficzno-naukowe wywody Themersona, można by powiedzieć: „Król jest nagi”. W ubraniu pozostałby tylko Napoleon Tytus Habakkuk Mmaa. Termit nauki, termit czynu. Uparty, konsekwentny, gotowy do najwyższego poświęcenia, który „nie myślał pozwolić komukolwiek dmuchać sobie w humus”. Ale także samotny i bezradny wobec rzeczywistości. Jak my wszyscy.

Napisany 70 lat temu Wykład profesora Mmaa jest powieścią świeżą. Koncept, który wybrał Themerson jako formę przekazania prawdy o człowieku i zajmowanym przez niego miejscu we wszechświecie, bawi, ale jednocześnie skłania do zastanowienia. Tak, to nasz świat, to my. Dręczymy się wzajemnie, zajmujemy się rzeczami zbędnymi, uprawiamy sztukę dla sztuki, pozwalamy innym podejmować za nas decyzje, cierpimy na niemoc czynu i nie dostrzegamy ani swojej śmieszności, ani głupoty. Jesteśmy lemmingami. O, przepraszam, termitami. Wszystko jedno. Tworzymy reżim razem z tymi, na których chcemy się skarżyć. Z powodu wychowania, edukacji, wiary, lenistwa, przyzwyczajenia…

Zakończeniem historii jest nabój dynamitowy wetknięty w kopiec termitów.

Wykład profesora Mmaa polecam ciepło Panu Dziennikarzowi,  by mógł zabłysnąć mówiąc: „nie wiem kto jest premierem Izraela, ale wiem kim jest Profesor Mmaa”; polecam także Wszystkim, którzy nie boją się czytać,  myśleć i dociekać. 

Cytaty z „Wykładu Profesora Mmaa” Stefana Themersona w przekładzie Magdaleny Słysz

%d bloggers like this: