Archive for Kwiecień, 2013

Kwiecień 13, 2013

Świat nie jest prosty, czyli syndrom drwala

Stare przysłowie mówi: „Im dalej w las, tym więcej drzew”. I to prawda. Powiedzenie nie wartościuje jednak drzew. Co z tego, że więcej, skoro ich jakość mocno wątpliwa. Z biegiem lat i nabywanym doświadczeniem wobec pojawiających się ciągle „drzew” można przyjąć jedynie postawę ograniczonego zaufania – jak do innego kierowcy na drodze. Sprawdzić, o ile się da, jego wiarygodność i albo zostawić „drzewo”, żeby rosło, albo wyciąć!

Sprawdzanie wiarygodności jest ciekawe z wielu powodów. Przynosi intrygujące doświadczenia, na wiele spraw otwiera oczy, pozwala się dziwić albo powoduje, że od odkrywanych informacji puchnie głowa, a „las” znacznie się przerzedza. W końcu okazuje się, że człowiek znajduje się na polanie pełnej pniaków i suchych karp. W oddali, na bezdrożach majaczy drzewo, biegniemy pełni nadziei i niestety… znowu łapiemy za siekierę. Sytuacja ta, bez względu na dziedzinę, dotyczy jedynie pewnej części ludzkości, ponieważ druga część pląsa w uniesieniu po lesie wierząc, że jest on zielony, spokojny i radosny jak w programach przyrodniczych. Nic bardziej błędnego.

Konstrukcja psychiczna człowieka wymaga zaspokojenia podstawowych potrzeb i potrzeb wyższych. Dlatego od wieków istota żyjąca na Ziemi nie zadowala się zastanym porządkiem, ale zadaje pytania i usiłuje rozwiązać zagadki dotyczące różnych spraw. Kim jesteśmy, po co żyjemy, dlaczego umieramy… Będąc osobnikiem społecznym, żyjącym w stadzie, człowiek uczy się więc od najbliższych, bliższych, dalszych lub całkiem dalekich tego, czego oni sami się nauczyli i realizuje swój własny plan.

Mając kilka lat człowiek posiada już parę drzew – rodzinę, kolegów, nauczycieli, zainteresowania, religię… Potrafi rozróżnić także podstawowe pojęcia abstrakcyjne jak: miłość, nienawiść, dobro czy zło.  Nie ma więc żadnego problemu, kiedy las funkcjonuje zgodnie z zasadami i wszyscy ich przestrzegają, cenione i szanowane są wysokie wartości moralne, etyczne czy religijne. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy rodzina żyje w niezgodzie, ojciec bije matkę, wujek dotyka intymnych miejsc, kolega z podwórka zastraszając inne dzieci wyłudza od nich pieniądze, nauczyciel zdradza żonę, a wychowawca religijny, głosząc ubóstwo, jeździ luksusowym autem.

No to co jest nie tak? Uczą mnie zupełnie czego innego i postępują inaczej? Hej! Widzę was! Dlaczego mam być inny niż wy? Dlaczego mam być lepszy? Uczyć się dobrze, zachowywać się dobrze, stać prosto i  udawać, że jestem ślepy?!

Potem jest już tylko gorzej. Drzew przybywa, las staje się gęsty, splątany, ciemny i straszny.

Syndrom drwala

lumberjack_chopping_at_tree_hg_clr

Szukamy więc wyjścia. Jeśli nie funkcjonuje rodzina, uciekamy do grupy rówieśników, jeśli tam jest kiepsko, staramy się szukać pomocy w organizacjach duchowych, jak trafimy na kłamstwo, sfrustrowani szukamy dalej, gdzie indziej… Przerabiamy katolicyzm czy buddyzm, inne organizacje duchowe, idziemy do Hare Kriszna, Zielonoświątkowców, Wieczerników, Świadków Jehowy, Scjentologów albo samodzielnych proroków. Wyjeżdżamy do indyjskich guru, uczestniczymy w zebraniach, mszach, medytacjach,  dawnych i współczesnych organizacji duchowych… Nie, to nie to, więc trzeba iść dalej. Łapiemy się za racjonalizm, albo systemy filozoficzne, starsze i nowsze, sprawdzamy fizykę kwantową, świętą geometrię albo satanizm, New Age, hunę, kalendarz Majów, towarzystwa psychotroniczne, tarota, astrologię, TAO, runy, jasnowidzenie, OBE, NLP, channelingi, różdżkarstwo, metodę Silvy, rebirthing…. Cokolwiek i w dowolnej kolejności.

Po latach jesteśmy zdruzgotani, zamęt w umyśle jest większy niż można by się spodziewać i nadajemy się jedynie do leczenia psychiatrycznego. STOP! Wcale nie trzeba się leczyć.Wystarczy wyciągnąć wnioski.

Otóż… Wszędzie chodzi TYLKO o „rząd dusz”. Jednak nie dla duszy jesteśmy potrzebni naszym przewodnikom, kimkolwiek by byli. Jesteśmy potrzebni jako uzależnieni i ogłupieni niewolnicy, do pracy i płacenia haraczu, który był kiedyś dziesięciną, ale w miarę rozwoju ‘cywilizacji’ skoczył do jakichś 60-70%. Jesteśmy niezbędni jako głosiciele wybranego systemu, żeby zwiększać jego popularność. I cała ta sytuacja nie ma nic wspólnego z tym, żeby nam dać „coś dobrego”, żeby nam pomóc, czegoś wartościowego nauczyć, żeby było nam lepiej…

W obliczu takiego postrzegania „lasu” nie mamy praktycznie żadnej możliwości, by być ludźmi wolnymi i za cokolwiek odpowiadać. Całe to „uwolnienie” od niewiedzy na temat zasad obowiązujących w lesie jest więc stanem sprawiającym tylko kłopot i uwierającym jak kamień w bucie. Prowadzi nieubłaganie do wniosku, że nie ma lekarstwa ani pocieszenia, a samotne życie na polanie z siekierą w ręku to nie to, o czym marzyliśmy.

Co można zrobić?

Niewłaściwe pytanie. Należałoby rozpocząć od „Czy można coś zrobić?” a „co” pozostaje do rozstrzygnięcia w drugiej kolejności.

Odpowiedź na pierwsze pytanie zasadnicze brzmi: można, a na drugie, pozostaje kwestią wyboru. Ja  wybrałam dowiadywanie się i łączenie faktów. Dowiadywanie się nie jest jednak wiedzą sensu stricte i nie jest sprawą łatwą. Wiedza bowiem to pewien dawno ułożony obrazek, który nie dopuszcza świeżego powietrza w obawie przed jego szkodliwym działaniem. Broni schematu i odrzuca wszystko, co do obrazka nie pasuje. Dowiadywanie się zaś stanowi proces ciągły i nieustający, zakłada ono również, że to, co wiem dzisiaj, jutro może już być nieaktualne.

Nikomu niczego nie zamierzam udowadniać, nikogo do niczego przekonywać, wydaje się jednak dość naciągane, by wierzyć w pewne teorie, jak na przykład, że pewien osobnik rodzaju męskiego nazywany różne, ale przeważnie Bogiem, w ciągu siedmiu dni stworzył świat. Bardziej skłonna jestem „uwierzyć”, że stworzył człowieka „na obraz i podobieństwo swoje”, mocno niedoskonałego, z całym zestawem wad, z którymi musi się zmagać przez całe życie, nie potrafiącego nawet tak prostej rzeczy, jak zrozumienie, by nie czynić drugiemu, co jemu samemu niemiłe.

Każdy jednak może wybrać, co mu pasuje.

Opcje do wyboru

Niemal od pierwszej chwili, kiedy w szkole zaczęto uczyć mnie historii, geografii i biologii, a potem, kiedy zakres nauczania rozszerzył się, wydawało mi się niepokojące, że nie istnieje żadna zbieżność z tym, czego próbowano nauczać mnie na lekcjach religii. Z czasem te trzy dziedziny stały mi się bardzo bliskie, najbardziej jednak pasjonujące okazały się historia starożytna i archeologia. Jak gąbka wchłaniałam wszystko z zakresu tego tematu, który był o wiele ciekawszy od religii, choć tak samo bajkowy i odległy.

creation of earth

źródło: internet

Właśnie! Czy nikt z religijnych nauczycieli nie zauważył, że przez wieki ludzie zmienili się tak bardzo, że należałoby tę dziedzinę nieco uatrakcyjnić? Oddaję ten pomysł za darmo – skorzystajcie, bo inaczej cały tłum wiernych wyślizgnie wam się z rąk i odfrunie bezpowrotnie, jak stada gęsi znad Dunaju.

Nie jestem filozofem ani teologiem i nie zamierzam tracić czasu na bajdurzenie o ideach. Żyję wystarczająco długo, żeby z całym przekonaniem stwierdzić, że nikt taki jak religijny Bóg nie istnieje. Nie podam dowodów na jego nieistnienie, tak samo jak nikt na świecie nie będzie w stanie podać mi dowodów na jego istnienie. Chyba że zaczniemy rozmawiać o „cudach”, które w rzeczywistości są również tylko kwestią wiary.

Jest rok 2013, a w kościołach wielu wyznań nadal modlą się ludzie, nadal oddają tam część swoich dochodów, spowiadają się, biją w piersi, całują po rękach duchownych, doznają ekstaz i opętań, w imię religii zabijali, palili na stosach i nadal gotowi są to robić… Zgrabnie wymyślone.

Według Biblii mamy teraz rok 5774 od stworzenia świata!

Przepraszam, ale to chyba żart?

Datę stworzenia Świata próbowali ustalić zarówno żydzi, jak i chrześcijanie. Z obliczeń chrześcijańskich i żydowskich badaczy Biblii wynikało, że Ziemia została stworzona około 4000 r. p.n.e., przy czym podawano różne daty. Według zgodnych obliczeń żydowskich autorytetów religijnych wydarzenie to nastąpiło w 3761 r. p.n.e. (od tej daty liczą się lata w kalendarzu żydowskim), natomiast chrześcijańscy uczeni nie byli w tej materii jednomyślni i podawali rozmaite daty tego wydarzenia. Jedną z popularniejszych wersji był rok np. 4004 r. p.n.e., ustalony przez anglikańskiego arcybiskupa Jamesa Usshera. Inną, wcześniejszą i jakoby dokładniejszą datą, jest rok 4173 r. p.n.e. Bizantyjczycy, a w ślad za nimi m.in. Rusini, przyjmowali za datę stworzenia świata rok 5509 r. p.n.e., który stał się datą początkową rachuby lat w kalendarzu bizantyjskim. Wyznający własną wersję judaizmu Samarytanie za datę stworzenia świata przyjmują rok 4439 p.n.e…

Z danych wynika więc, że istniejemy mniej więcej około 6 do 7,5 tysiąca lat, ale nawet w średniowieczu rabin Izaak z Akko, czołowy trzynastowieczny kabalista, oceniał wiek wszechświata na ok. 15 miliardów lat! Zupełnie tak samo jak nauka współczesna…

Ostatnie odkrycia na ten temat pochodzą z Europejskiej Agencji Kosmicznej, która opublikowała wyniki badań Misji Planck. Brian Green profesor fizyki z Uniwersytetu Columbia w NY powiedział, że satelita przez kilka lat mierzył promieniowanie powstałe w wyniku Wielkiego Wybuchu. Dzięki danym można było sporządzić coś na kształt fotografii bardzo młodego wszechświata. Z analizy danych wynika że wszechświat jest starszy o około 80 milionów lat niż zakładano. Wielki Wybuch miał miejsce 13 mld 810 mln lat temu i jest to najbardziej prawdopodobny początek wszechświata. Dzięki satelicie udało się uzyskać najbardziej precyzyjną mapę promieniowania elektromagnetycznego we wszechświecie – powiedział Green.

Planet-Forming Disk Around a Baby Star

źródło: internet

Około 4 mld lat temu pojawiły się pierwsze organizmy jednokomórkowe

Około milarda lat temu powstały organizmy wielokomórkowe

Około 525 mln lat temu rosła już roślinność

Około 250 mln lat temu pojawiły się dinozaury

Około 50 milionów lat temu powstały Himalaje

Około 6 milionów lat temu powstał Wielki Kanion

Około 250 tys. lat temu pojawił się człowiek

Około 40 tys. lat temu Aborygeni zasiedlili Australię

Około 14 tys. lat temu zakończyła się ostatnia epoka lodowcowa

Około 4,5 tys. lat temu zbudowano egipskie piramidy (źródła podają różny czas powstania Wielkiej Piramidy – oficjalnie powstała w 2551 r p.n.e. ale nieoficjalnie nawet 7,5 tys. lat wcześniej)

Egipt „przed powstaniem świata”?

Według Biblii Egipt predynastyczny ok. 6000–3100 p.n.e. musiałby w zasadzie zostać stworzony razem ze światem, a nawet nieco wcześniej. A inne cywilizacje, które zgodnie z naukami kościołów są po prostu źle datowane? To naprawdę może wkurzyć.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy pierwsi ludzie zasiedlili Dolinę Nilu, ani ile czasu to trwało. Nie zajmę się nudnym wymienianiem okresów i kultur żyjących na terenie Egiptu około 100 tys. lat temu i ich datowaniem. Postaram się przedstawić ich z perspektywy ludzkiej.

Początki cywilizacji Doliny Nilu
okres 700.000-6000 r. p.n.e

Na początku zasiedlano tereny wzdłuż rzeki. Ludzie byli myśliwymi i rolnikami, posługiwali się łukiem, który wynaleźli, polowali na zwierzęta, poławiali ryby, uprawiali ziemię, zbudowali pierwszą łódź – z pęku trzciny usztywnionej i związanej w formie spłaszczonego snopa. Około 10.000 lat p.n.e. uprawiano głównie jęczmień, ale też pszenicę, powstały narzędzia do spulchniania gleby, znano sposoby przechowywania wody pitnej.

Neolit
10.000-6000 lat p.n.e

W tym okresie rozwijało się rolnictwo i hodowla – kozy, owce, świnie i bydło rogate, powstały pierwsze techniki tkackie i garncarskie z czasem udoskonalane z elementami barwienia, jak również plecionkarstwo wiklinowe. W wykopaliskach są groty strzał z polerowanego krzemienia, kościane harpuny do połowu ryb. Znano sposoby przechowywania zbóż w silosach, zaczęto tkać len i obrabiać skóry. Pochówki stopniowo oddalają się od osad. Zmarły chowany jest w pozycji skurczonej na boku. Otrzymuje też na ostatnią drogę ofiary z żywności, broń i przedmioty codziennego użytku. Na północy (Fajum i okolice Kairu) odkryto wyższe techniki obróbki kamienia, broni krzemiennej, jak i naczyń kamiennych, Południe zaś specjalizowało się w ceramice inkrustowanej i barwionej. Społeczeństwo składało się z kast, ale wojownicy nie zajmowali się ani uprawą roli, ani hodowlą.

Wczesny okres predynastyczny
6000-4500 lat p.n.e

nabta-playa-calendar

źródło: internet

Megality z Nabta Playa – najstarszy na świecie kamienny kalendarz słoneczny (ok. 5500-4500 p.n.e) służący do oznaczania północy i wschodu słońca w dniu przesilenia letniego (obecnie przeniesiony do muzeum w Asuanie), jest to krąg o średnicy ok. 5 m utworzony z niewielkich głazów. Wiele elementów sakralnych Nabta Playa wskazuje, że właśnie tu rodziła się najwcześniejsza religia starożytnego Egiptu. Zmarli przykrywani są  do pochówku skórami zwierzęcymi, a ich groby coraz bardziej przypominają budynki. W odżywianiu nadal dominuje łowiectwo i rybołówstwo, choć wyraźniej już można zaobserwować wpływ rolnictwa. Oprócz zbóż rozwija się uprawa warzyw. Rozwój rękodzielnictwa i rzemiosła – wyroby z kości (również słoniowej) – grzebienie, spinki do włosów z kości, drewna i miedzi, mamy polerowane noże, kultowe figurki z wyraźnie podkreślonymi cechami płciowymi. Pojawia się pierwsza biżuteria – klejnoty, bransolety i zdobione amulety, jak również ozdobna ceramika naścienna. Na Płaskowyżu Libijskim powierzchniowo wydobywa się wapień. Istnieją też wyraźne ślady używania drewna, które jednak w Dolinie Nilu niemal nie występuje, co oznacza, że mógł rozwijać się także handel z plemionami południa i Synaju. Powstają pierwsze kanały nawadniające pola i prawdopodobnie pierwsze próby przewidywania wylewów Nilu. Wskazuje na to grafika nagrobna z tego okresu. Niewątpliwie istnieje w tym czasie już kasta kapłanów, którzy posiadali wiedzę z zakresu astronomii, inżynierii i medycyny.

Starszy okres predynastyczny
4500-3500 lat p.n.e

W tym okresie nie zanotowano gwałtownych zmian kulturowych, w dalszym ciągu rozwija się produkcja ceramiki zdobionej motywami zwierzęcymi i roślinnymi, malowanymi lub rytymi. Niektóre naczynia przybierają kształty zwierząt. Kamień jest wykorzystywany do dekoracji – początki rzeźby – pojawiają się figurki kobiecie – muzeum w Brooklynie posiada egzemplarz tancerki o wzniesionych ramionach wykonany z malowanej terkoty.

PredynasticFemaleFigurine_BrooklynMuseum

źródło: internet

Rozwija się handel. Z Nubii sprowadza się miedź i złoto, znad Morza Czerwonego ołów, cynę, niewielkie ilości złota, także szmaragdy, z Synaju kamienie półszlachetne – turkus, malachit, jaspis, z terenów na południe od Esna – piaskowiec, a w Fajum rozpoczęto wydobycie alabastru. Powstają też budynki i miasta z nie wypalanej cegły. Doskonalone są techniki nawadniania pól i przechowywania plonów.

waza-nagada-kaczka

źródło: internet

Okres Gerzeński
3500-3150 lat. p.n.e

Jest to czas bezpośrednio poprzedzający zjednoczenie Egiptu, nazwany okresem gerzeńskim od nazwy kultury z El-Grzela. Rozwój ceramiki – pojawiają się palety do rozcierania szminek i barwników do ciała, również tatuażu. Ceramika zdobiona jest motywami geometrycznymi, zwierzęcymi i roślinnymi – strusie, gazele, antylopy, rzeczne barki, postacie ludzi, sceny myśliwskie. Artyści nie skupiali się jednak na logice czy perspektywie. Na jednym z odkrytych naczyń gazele skaczą po dachach „kabin” łodzi, a palmy wyrastają z ich dna. Zaspokojenie potrzeb żywieniowych w dalszym ciągu należało do myślistwa i rolnictwa, udoskonalono przechowywania plonów, wprowadzając spichlerze budowane z gliny. Ciała zmarłych składano w wiklinowych trumnach, z bogatszym wyposażeniem w przedmioty osobistego użytku. W grobach można znaleźć amulety lub figurki zwierząt – lwy, hipopotamy, sokoły, byki, a więc wizerunki bogów.

Istnieją silne dowody na kontakt z Mezopotamią. Kamienny nóż z Gebel el-Arak (przechowywany w Luwrze), którego mezopotamska dekoracja jest przedstawia człowieka ubranego w mezopotamski strój poskramiającego dwa lwy. Poniżej widnieją sceny polowania.

400px-gebel_el-arak_knife_mp3h8783

źródło: internet

Wydaje się, że w tym okresie powstało pismo. Jest ono początkowo piktograficzne – rysunek  przedstawia konkretny element rzeczywistości – symbolizuje przedmiot, zwierzę, osobę. Metoda ta jednak uniemożliwiała zapis czynności czy imion i dlatego pismo to uległo przekształceniu w pismo ideograficzne – hieroglify. Pismo piktograficzne było w Egipcie stosowane do rycia w kamieniu, znajdujemy je jako napisy świątynne, na wotach i ścianach budowli, pismo hieroglificzne służyło natomiast do pisania atramentem na drewnianych sarkofagach i papirusach grobowych. Mogło powstać w Mezopotamii, do której prowadzi większość śladów, lub w Egipcie. Prawdopodobnie przenoszone ono było między cywilizacjami przez kapłanów, którzy znając pismo gromadzili wiedzę, a zatem posiadali władzę. Kapłani egipscy z okresu gerzeńskiego potrafili przewidzieć wylewy Nilu, znali astronomię, medycynę również w zakresie chirurgii. Najstarsze przykłady pisanego języka egipskiego pochodzą z 3250 r. p.n.e. Język ten skończył swój żywot wraz z cywilizacją egipską i został zastąpiony w Egipcie językiem arabskim.

Po zjednoczeniu Górnego i Dolnego Egiptu w roku 3150 p.n.e. mamy już do czynienia z silnie rozwiniętym gospodarczo i sprawnym administracyjnie państwem.

Wszystko działo się wtedy, kiedy według ustaleń religijnych właśnie został stworzony świat, a nawet nieco wcześniej…

Program nauczania historii w liceum i technikum
KSZTAŁCENIE W ZAKRESIE PODSTAWOWYM
(fragment)

Treści kształcenia i wychowania

Wprowadzenie: historia – periodyzacja, źródła. Pojęcia „historia” i „prehistoria”. Podział dziejów na epoki. Źródła historyczne i ich badanie.

I Pradzieje i powstanie cywilizacji starożytnego Wschodu
1. Najdawniejsze dzieje człowieka
Pochodzenie człowieka. Osiągnięcia epoki paleolitu. Początki hodowli i rolnictwa. Życie ludzi w epoce neolitu. Podziały językowe (ludy semickie i indoeuropejskie).

2. Starożytna cywilizacja Mezopotamii i pierwsze imperia
Narodziny cywilizacji: Sumerowie – miasto i pismo. Przeobrażenia polityczne na Bliskim Wschodzie – główne ośrodki państwowe i pierwsze imperia (do połowy VI w. p.n.e.). Osiągnięcia kulturowe Mezopotamii. Imperium perskie.

3. Egipt faraonów
Położenie i warunki naturalne. Egipt faraonów jako przykład despocji teokratycznej. Podziały społeczne a wierzenia i kultura Egiptu.

4. Starożytny Izrael
Najdawniejsze dzieje Izraela. Królestwo Dawida i dalsze losy Żydów (do podboju rzymskiego). Diaspora. Religia Izraela. Biblia – język, etapy powstawania, struktura, znaczenie.

5. Starożytne cywilizacje Indii i Chin
Najstarsza cywilizacja doliny Indusu. Ariowie w Indiach i ich cywilizacja. Religie starożytnych Indii. Narodziny chińskiej państwowości. Cywilizacja starożytnych Chin – pismo, systemy etyczne. Europa a Wschód w starożytności.

Zastanawia mnie, jak to możliwe, żeby w jednych drzwiach uczyć czego innego, a w drugich zupełnie czego innego. Młodzież idąca z lekcji historii na lekcję religii musi czuć się sfrustrowana takimi rewelacjami. Jeśli w szkołach uczy się o epoce paleolitu, która rozpoczęła się mniej więcej 2,5 mln lat temu, co zrobić z religijnymi kwiatkami o powstaniu świata w roku 3761, 4004, 4173, czy nawet 5509 p.n.e. Sytuacja jest mocno niezręczna i szczerze współczuję, jednocześnie nie posiadam się z radości, że ukończyłam edukację w czasach znacznie mniej absurdalnych.

Kwiecień 3, 2013

„Nie ma zmiłuj”

Ten post skasowano z WordPressa. Nie został po nim żaden ślad, nawet w koszu, nie znajdował się nawet na liście wpisów jako nieopublikowany. NIKT nie podał mi żadnych powodów dla których mój post usunięto, a uważam, że NIE było takich powodów. Post NIE zawiera żadnych nazw, nikogo nie obraża, jest zbiorem obserwacji i wniosków własnych. Być może więc prawdziwych.

11

CO ŁYKASZ NA ŚNIADANIE?

Atrakcyjny, Doskonały, Ekskluzywny, Elegancki, Elitarny, Egzotyczny, Fantastyczny, Kreatywny, Spektakularny, Wymagający, Wytworny, Wyrafinowany… Uważajcie na te słowa, one nic nie znaczą. Są wykorzystywane w reklamach w celu manipulowania świadomością nabywców. Ostatnio na topie jest też słówko „mega” łączone z innym dowolnym wyrazem.

Słowa te mają za zadanie sprawić, żebyśmy uwierzyli, że jesteśmy właśnie tacy, bez względu na to, jak daleko rzeczywistość odbiega od kreowanego wizerunku. Słów można by wymienić znacznie więcej, tych już wytartych i nowych, które za chwilę się pojawią, kiedy „Ktoś” uzna, że „Coś” jest „Jakieś” i tak długo będzie wbijał nam to o głowy, aż w końcu uwierzymy. Obowiązuje tylko jedna zasada – wszelka dowolność.

Przypomnijmy, że hasło „1000 kalorii” ma znaczenie zarówno pogrubiające jak i wyszczuplające, co zależy od kampanii, w której jest używane.

Nie zamierzam wymieniać tryliardów sloganów, a nazw wiodących mega-manipulantów nie mogę, groziłyby mi za to poważne sankcje. Ograniczę się więc tylko do luźnych uwag na temat, z którym musimy radzić sobie każdego dnia w sklepach, przed tv, włączając radio czy internet lub otwierając w dowolnym miejscu gazetą…

Zalało nas szambo i… nie ma dokąd uciekać.

CENA WIARY

Człek myślący się wścieka, niemyślący łyka wszystko, jak najnowsze placebo na dziurę w skarpecie albo inną absurdalną właśniewymyślonąprzedchwiląchorobę i idzie dalej z dumie podniesionym czołem do bankomatu, banku, salonu telefonii, albo skór, instytutu paznokcia, wizażu, agencji towarzyskiej albo leasingowej, hipermarketu, innego dowolnego miejsca… Są przecież miejsca, do których człek nawet myślący iść musi, jak praca czy toaleta, ale są i takie, do których, wydaje mu się, chce iść. Nic bardziej mylnego.  Jego „chcę” jest zaprogramowane w najdrobniejszych szczegółach i realizowane z godną podziwu starannością. Jeden z ‘genialnych’ programów to GALERIA. I nie mam na myśli tej, w której prezentowana jest sztuka.

2

Wczoraj usłyszałam od znajomego: – A, wiesz… życie towarzyskie przeniosło się do galerii. Przesłuchujemy płyty, kupujemy książki, buty, ubrania, żywność, potem czas na ciastko, lody i kawę w towarzystwie napotkanych czy umówionych znajomych. Na luzie, kiedy siaty tkwią już w bagażniku, oddajemy się usatysfakcjonowani życiu towarzyskiemu, bo przecież ‘jesteśmy tego warci’. Zanim się zorientujemy, jest 20.30. Wracamy więc do domu, który zaczyna być powoli niepotrzebny i z którego uciekamy do „ludzi”, z nabożeństwem rozpakowujemy zakupy, które miały nas uszczęśliwić… Realizujemy program z przytupem. Auta kupujemy, kredyty bierzemy, płacimy za metki. – To X, to Y, a to Z! – znajomy dumnie wymienia nazwy firm, zachwalając spodnie, buty i kapelusz co najmniej pięciokrotnie droższe niż ich realna wartość. Słucham i uszom nie wierzę. Wmontowany w program wykonał normę, ale po tygodniu psioczy nieprogramowo, że buty się rozlazły, spodnie obszarpały, a kapelusz odkształcił…

Nikomu nie przemknie przez myśl zabawa słowem i pewne narzucające się skojarzenie, że kiedyś istnieli przecież galernicy. Och, przepraszam, dziś mamy galerianki i galernik nie pochodzi wcale od galerii… Wiem, wiem, niemniej zaskakująca zbieżność każe mi się przynajmniej uśmiechnąć. Dzikie tłumy „obsługujące” molocha w pełnej krasie i blasku tysięcy świateł na każdym poziomie, naprawdę przywodzą na myśl niewolników u wioseł na tych starożytnych statkach…

ŻÓŁTY, NIEBIESKI, CZERWONY…

– Płaszczyk z przeceny tylko za 1000 !!! –  trąbi od progu koleżanka i prezentuje się przed lustrem, obracając w prawo i lewo. Uhhh… I cóż… Szczęśliwsza? Ładniejsza? Mądrzejsza? Bogatsza albo bardziej kocha czy jest kochana? Nic z tych rzeczy. W płaszczyku z przeceny (poprzednio 1600) jest dokładnie taka sama jak… bez niego. Możliwości osiągnięcia lepszego samopoczucia jest miriady (co najmniej), ale rzadko kto pochyla się nad refleksją, że wybór to iluzja. Mój wywód filozoficzny koleżanka kwituje: – No tak, wiem, ale przecież nie mamy na to wpływu. Więc znowu usiłuję kopać się z koniem? Nie, nie usiłuję, nie kopię się, po prostu widzę to, czego inni albo nie widzą albo wiedzieć nie chcą. Jak to nie mam wyboru? Mam! Mogę TO ukrócić, wyłączyć, olać, chrzanić. Pieprzyć TO! – Nie… Nie tędy droga – peroruje koleżanka. Trzeba korzystać, brać, kupować, wymieniać, wstawiać nowe, tapicerować, przestawiać, dbać. O co? Na pewno nie o rozwój, nie o wiedzę czy naukę języków, realizację celów… Trzeba dbać o mieszkanie, wygląd, paznokcie, włosy, o siebie! Czy aby na pewno?

Jak to się stało, że pustota zastąpiła człowieka i nikt tego nie zauważa? Upośledzenie postrzegania nie jest spowodowane chorobą psychiczną, na którą jednocześnie zapadło całe społeczeństwo. Jego przyczyna tkwi w przystosowaniu się jednostki do społeczeństwa kształtowanego współcześnie jako jednolita docelowa grupa odbiorców. Jeśli jedna osoba zostanie zmanipulowana, prawdopodobne, że ktoś do niej dołączy. Rozprzestrzenienie się wirusa programu jest tylko kwestią czasu. Można oczywiście liczyć na to, że świadoma część się nie ugnie i nie podda, a inna część świadomość zyska. Pociecha to jednak marna, trudno bowiem stawiać płonące barykady przed… galeriami.

Niemniej trzeba sobie powiedzieć jasno i zapamiętać: mamy tylko trzy kolory: żółty, niebieski i czerwony. Z nich powstają inne barwy i tego nikt nie przeskoczy, a jeśli ktokolwiek stara się nam wmówić, że jest inaczej, możemy z góry założyć że nami manipuluje. Powinniśmy założyć. Musimy.

SIDŁA

„Poligon marketingu zła” wykorzystuje do swoich celów autorytety i idoli, którym z reguły ufamy, jak własnej matce. Oni zaś przekonani mamoną, zawierają lukratywne kontrakty. Gaża wpływa na konto, a autorytet czy idol serwuje nam w spocie reklamowym cokolwiek, bez zastanawiania się na tym, że może sprzedaje najgorszy bubel. Jak pewien znany aktor i bardzo znana aktorka, którzy wciskają ludności ‘produkty finansowe’. A ludność potulnie grzeje do reklamowanych firm i „kupuje”, choć są i tacy, którym od widoku pracujących artystów robi się mdło. Czy ktoś jeszcze komuś tu wierzy? Że zapach gwiazdy zrobi z ciebie gwiazdę, albo że ten kredyt jest leszy niż inny? Nie ma dobrych kredytów! Zawsze wygrywają bank i kasyno, i nie ma nic za darmo, a słynne perfumy powstają dzisiaj z… gówna (do sprawdzenia w internecie). Luksus jest przywilejem mniejszości. Im wcześniej nastąpi przebudzenie, tym lepiej, gorzej kiedy nie następuje. Skołowani i usidleni, gorączkowo poszukując jakiegoś punktu oparcia, jesteśmy naprawdę łatwą zdobyczą. Oprawcy czekają na nas przy swoich wnykach, wpadamy w ich sidła słabi, odarci z godności z poczuciem winy i jednym tylko pragnieniem: uwolnić się! Pomoc nadchodzi w postaci… nowej, lepszej oferty. Uhfff, co za ulga.

POLOWANIE NA… MUCHY

Odhumanizowany marketing, dla którego jesteśmy poligonem doświadczalnym, trenuje na nas działanie archetypów, słów, obrazów, odwołuje się do świadomości czy nieświadomości zbiorowej i jednostkowej, emocji, seksu, miłości, ciepła rodzinnego. HUMANIZUJE, sprzedając coraz to nowe potrzeby, których… nie potrzebujemy. W reklamach jest wyłożony sens życia: weź kredyt i zbuduj dom, kup samochód, posmaruj sobie cokolwiek naszym produktem, jedź na wakacje… itp. Będziesz wspaniały, piękny, szczęśliwy. Z reklamy nigdy nie schodzi uśmiech. Cokolwiek ona reklamuje, ma być uśmiechnięta, nieść pozytywne przesłanie i nade wszytko sprzedać. Uśmiech stał się więc we współczesnym świecie najbardziej kluczowym produktem i jednocześnie elementem najohydniejszej manipulacji.

W pewnym programie marketingowym znanym w Polsce od wczesnych lat dziewięćdziesiątych, jedną z głównych zasad było: „Daj coś miłego na powitanie”. Znająca tę regułę pewna panienka zmierzyła mnie kiedyś uważnie i wyrecytowała z uśmiechem: – Masz ładne rajstopy. Nie wiedziałam, czy wybuchnąć śmiechem, czy zbesztać ją za idiotyzm, czy raczej powiedzieć, że znam tę zasadę. Nie zrobiłam nic. Szkoda. Proszę zwrócić uwagę, że „miłego” w tym kontekście = „dobrego”. Zarówno uśmiech, jak i „miłe”, i „dobre” zostały więc wykorzystane do manipulacji. Dzisiaj wytarte i sprane brzmią tak samo fałszywie jak tandetnie. Ale my na to jak na lato. Jak muchy do lepu, albo pszczoły do miodu. Kupieni.

Wszelkie działania marketingowe w każdej dziedzinie zmierzają, mówiąc metaforycznie, do sprzedania nam bomby w kolorowym złotku i sprawienia, żeby wyglądała jak bombka na choinkę. Wtedy nikt się nie przyczepi, a jak dodamy do bombki np. dłonie dorosłego i dziecka, to już naprawdę będzie cacy. Taka ckliwa misja zawsze spełni swoją rolę. Kupimy.

3

ŻADNYCH OGRANICZEŃ

Poziom techniczny urządzeń wykorzystywanych do tworzenia reklam jest dzisiaj naprawdę wysoki i daje niemal nieograniczone możliwości. Modelki są retuszowane nie tylko przy pomocy starego przyjaciela photoshopa na zdjęciach w magazynach, ale także w ruchu na videoclipach. Pewnego razu oniemiałam. Na przykładzie teledysku dość dziobatego rapera pokazany był krok po kroku retusz i przeobrażenie tegoż w gładkoskórego seksownego macho, a średnio apetycznej tancerki w tle w urzekającą laskę z płaskim brzuchem. Reklama kosztuje dużo, ale dlatego, że potrawę przyrządza się z najlepszych składników, które jednak w efekcie szkodzą. Studia reklamowe posiadają sprzęt i ludzi najwyżej jakości… technicznej. Klient dostanie więc wszystko, czego chce, a element docelowy łyknie każdą złotą rybkę jak młody pelikan. I nieważne, że odbije mu się plastikiem.

Zawsze jest niestandarowo i niepowtarzalnie. Krem, zegarek, samochód, perfumy, patelnia. Bez znaczenia. I już nie wystarczają tylko polskie słowa. Anglosaski żargon wkręca się w nasze mózgi jak trepan. Nie ma kup, sprzedaj, promocja, są za to dobry deal, sales manager, unisex, friendly… Za chwilę trzeba będzie stworzyć słownik dla poprzedniej generacji, żeby zrozumiała reklamową hipernowomowę, którą ma przymusowo na wizji i fonii średnio co kwadrans.

STRATEGIA

A na szczycie tej piramidy stoją korporacje i koncerny, nierzadko balansujące na granicy… Nikt jednak się tym nie przejmuje. Są olbrzymami darzonymi szacunkiem i zaufaniem. Nie szkodzi, że wręczają zatrudnianym śmieciowe umowy, albo w ogóle nie płacą, albo płacą najniższą krajową, nieważne, że uprawiają najbardziej dochodowy sport ekstremalny – współczesne niewolnictwo i nie tylko w krajach trzeciego świata. Muszą być przecież warci swojej ceny, skoro stworzyli coś tak niezwykłego jak Religia Rynku.

Czy wiecie, jak wygląda barokowe jabłuszko? To symbol przepychu. Z wierzchu lśniące, kolorowe i przebogate, aż ślinka cieknie. Kiedy jednak dobrze się przyjrzeć, można zauważyć ledwie dostrzegalną plamkę. Po rozkrojeniu okazuje się, że w sczerniałym i wyżartym wnętrzu panuje zgnilizna, a jabłuszko toczy obrzydliwa zaraza.

Żeby nam wcisnąć barokowe jabłuszko, zastępy pracowników różnych szczebli harują w strukturach gigantów od świtu do nocy w pocie czoła. Realna cena produktu jest zwykle bardzo niska, ale za to opakowanie kosztowne. Cena marki to lunche i branche, służbowe kolacje, telefony, samochody, mieszkania, szkolenia na rajskich wyspach, prywatne śmigłowce, jachty, wynajmy biur, łapówki, pensje zarządów, dyrektorów, wykonawców… Odbiorca przekonuje się o tym, kiedy rozkroi barokowe jabłuszko, ale wtedy jest już za późno. Strona, której udało się produkt sprzedać, świętuje sukces podczas drogiej kolacji, a nabywca boryka się z rozczarowaniem i sfrustrowany przeklina własną naiwność. Czy idzie po rozum do głowy? Nie. Po wielokroć powtarza swój błąd, obdarzając zaufaniem kolejnych speców od manipulacji. Jest omotany i otumaniony, a na dodatek obwinia siebie za brak ostrożności. Ale tak właśnie miało być. To strategia.

NIE MA ZMIŁUJ

Na końcu wszystkich marketingowych dokumentów, drobnym drukiem, dowolną czcionką o rozmiarze między 4 a 6 pkt., umieszcza się disclaimer. O, przepraszam – zapis, którego nikt nie czyta i którego celem jest wyłączenie przez autora części lub całości odpowiedzialności cywilnoprawnej związanej z korzystaniem ze świadczonych przez niego usług. Czyli inskrypcja o niebraniu odpowiedzialności za konsekwencje „decyzji” klienta.

Przykład: „Promocja dotyczy kompletnych wniosków o kredyt xxx złożonych w oddziałach Banku XXX w terminie do xxx. Szczegółowe informacje znajdują się w Regulaminie naszej Promocji dostępnym w oddziałach Banku XXX i na http://www.xxx.pl. Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie reklamowy i informacyjny oraz nie stanowi oferty w rozumieniu Ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny.

Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania?

Nie ma zmiłuj. I żadnych pretensji.

Kwiecień 2, 2013

‚Nie ma zmiłuj!’

11

Źródło wszystkich zdjęć: Internet

Atrakcyjny, Doskonały, Ekskluzywny, Elegancki, Elitarny, Egzotyczny, Fantastyczny, Kreatywny, Spektakularny, Wymagający, Wytworny, Wyrafinowany…

Uważajcie na te słowa, one nic nie znaczą. Są wykorzystywane w reklamach w celu manipulowania świadomością nabywców. Ostatnio na topie jest też słówko „mega” łączone z innym dowolnym wyrazem.

Słowa te mają za zadanie sprawić, żebyśmy uwierzyli, że jesteśmy właśnie tacy, bez względu na to, jak daleko rzeczywistość odbiega od kreowanego wizerunku. Słów można by wymienić znacznie więcej, tych już wytartych i nowych, które za chwilę się pojawią, kiedy „Ktoś” uzna, że „Coś” jest „Jakieś” i tak długo będzie wbijał nam to o głowy, aż w końcu uwierzymy. Obowiązuje tylko jedna zasada – wszelka dowolność. Przypomnijmy, że hasło „1000 kalorii” ma znaczenie zarówno pogrubiające jak i wyszczuplające, co zależy od kampanii, w której jest używane.

Nie zamierzam wymieniać tryliardów sloganów, a nazw wiodących mega-manipulantów nie mogę, groziłyby mi za to poważne sankcje. Ograniczę się więc tylko do luźnych uwag na temat, z którym musimy radzić sobie każdego dnia w sklepach, przed tv, włączając radio czy internet lub otwierając w dowolnym miejscu gazetą…

Zalało nas szambo i… nie ma dokąd uciekać.

2

Cena wiary

Człek myślący się wścieka, niemyślący łyka wszystko, jak najnowsze placebo na dziurę w skarpecie albo inną absurdalną właśniewymyślonąprzedchwiląchorobę i idzie dalej z dumie podniesionym czołem do bankomatu, banku, salonu telefonii, albo skór, instytutu paznokcia, wizażu, agencji towarzyskiej albo leasingowej, hipermarketu, innego dowolnego miejsca… Są przecież miejsca, do których człek nawet myślący iść musi, jak praca czy toaleta, ale są i takie, do których, wydaje mu się, chce iść. Nic bardziej mylnego.  Jego „chce” jest zaprogramowane w najdrobniejszych szczegółach i realizowane z godną podziwu starannością. Jeden z ‘genialnych’ programów to GALERIA. I nie mam na myśli tej, w której prezentowana jest sztuka.

Wczoraj usłyszałam od znajomego: – A, wiesz… życie towarzyskie przeniosło się do galerii. Przesłuchujemy płyty, kupujemy książki, buty, ubrania, żywność, potem czas na ciastko, lody i kawę w towarzystwie napotkanych czy umówionych znajomych. Na luzie, kiedy siaty tkwią już w bagażniku, oddajemy się usatysfakcjonowani życiu towarzyskiemu, bo przecież ‘jesteśmy tego warci’. Zanim się zorientujemy, jest 20.30. Wracamy więc do domu, który zaczyna być powoli niepotrzebny i z którego uciekamy do „ludzi”, z nabożeństwem rozpakowujemy zakupy, które miały nas uszczęśliwić… Realizujemy program z przytupem. Auta kupujemy, kredyty bierzemy, płacimy za metki. – To X, to Y, a to Z! – znajomy dumnie wymienia nazwy firm, zachwalając spodnie, buty i kapelusz co najmniej pięciokrotnie droższe niż ich realna wartość. Słucham i uszom nie wierzę. Wmontowany w program wykonał normę, ale po tygodniu psioczy nieprogramowo, że buty się rozlazły, spodnie obszarpały, a kapelusz odkształcił…

Nikomu nie przemknie przez myśl zabawa słowem i pewne narzucające się skojarzenie, że kiedyś istnieli przecież galernicy. Och, przepraszam, dziś mamy galerianki i galernik nie pochodzi wcale od galerii… Wiem, wiem, niemniej zaskakująca zbieżność każe mi się przynajmniej uśmiechnąć. Dzikie tłumy „obsługujące” molocha w pełnej krasie i blasku tysięcy świateł na każdym poziomie, naprawdę przywodzą na myśl niewolników u wioseł na tych starożytnych statkach…

Żółty, niebieski, czerwony

– Płaszczyk z przeceny tylko za 1000 !!! –  trąbi od progu koleżanka i prezentuje się przed lustrem, obracając w prawo i lewo. Uhhh… I cóż… Szczęśliwsza? Ładniejsza? Mądrzejsza? Bogatsza albo bardziej kocha czy jest kochana? Nic z tych rzeczy. W płaszczyku z przeceny (poprzednio 1600) jest dokładnie taka sama jak… bez niego. Możliwości osiągnięcia lepszego samopoczucia jest miriady (co najmniej), ale rzadko kto pochyla się nad refleksją, że wybór to iluzja. Mój wywód filozoficzny koleżanka kwituje: – No tak, wiem, ale przecież nie mamy na to wpływu. Więc znowu usiłuję kopać się z koniem? Nie, nie usiłuję, nie kopię się, po prostu widzę to, czego inni albi nie widzą albo wiedzieć nie chcą. Jak to nie mam wyboru? Mam! Mogę TO ukrócić, wyłączyć, olać, chrzanić. Pieprzyć TO! – Nie… Nie tędy droga – peroruje koleżanka. Trzeba korzystać, brać, kupować, wymieniać, wstawiać nowe, tapicerować, przestawiać, dbać. O co? Na pewno nie o rozwój, nie o wiedzę czy naukę języków, realizację celów… Trzeba dbać o mieszkanie, wygląd, paznokcie, włosy, o siebie! Czy aby na pewno?

Jak to się stało, że pustota zastąpiła człowieka i nikt tego nie zauważa? Upośledzenie postrzegania nie jest spowodowane chorobą psychiczną, na którą jednocześnie zapadło całe społeczeństwo. Jego przyczyna tkwi w przystosowaniu się jednostki do społeczeństwa kształtowanego współcześnie jako jednolita docelowa grupa odbiorców. Jeśli jedna osoba zostanie zmanipulowana, prawdopodobne, że ktoś do niej dołączy. Rozprzestrzenienie się wirusa programu jest tylko kwestią czasu. Można oczywiście liczyć na to, że świadoma część się nie ugnie i nie podda, a inna część świadomość zyska. Pociecha to jednak marna, trudno bowiem stawiać płonące barykady przed… galeriami.

Niemniej trzeba sobie powiedzieć jasno i zapamiętać: mamy tylko trzy kolory: żółty, niebieski i czerwony. Z nich powstają inne barwy i tego nikt nie przeskoczy, a jeśli ktokolwiek stara się nam wmówić, że jest inaczej, możemy z góry założyć że nami manipuluje. Powinniśmy założyć. Musimy

3

Sidła

„Poligon marketingu zła” wykorzystuje do swoich celów autorytety i idoli, którym z reguły ufamy, jak własnej matce. Oni zaś przekonani mamoną, zawierają lukratywne kontrakty. Gaża wpływa na konto, a autorytet czy idol serwuje nam w spocie reklamowym cokolwiek, bez zastanawiania się na tym, że może sprzedaje najgorszy bubel. Jak pewien znany aktor i bardzo znana aktorka, którzy wciskają ludności ‘produkty finansowe’. A ludność potulnie grzeje do reklamowanych firm i „kupuje”, choć są i tacy, którym od widoku pracujących artystów robi się mdło. Czy ktoś jeszcze komuś tu wierzy? Że zapach gwiazdy zrobi z ciebie gwiazdę, albo że ten kredyt jest leszy niż inny? Nie ma dobrych kredytów! Zawsze wygrywają bank i kasyno, i nie ma nic za darmo, a słynne perfumy powstają dzisiaj z… gówna (do sprawdzenia w internecie). Luksus jest przywilejem mniejszości. Im wcześniej nastąpi przebudzenie, tym lepiej, gorzej kiedy nie następuje. Skołowani i usidleni, gorączkowo poszukując jakiegoś punktu oparcia, jesteśmy naprawdę łatwą zdobyczą. Oprawcy czekają na nas przy swoich wnykach, wpadamy w ich sidła słabi, odarci z godności z poczuciem winy i jednym tylko pragnieniem: uwolnić się! Pomoc nadchodzi w postaci… nowej, lepszej oferty. Uhfff, co za ulga.

Polowanie… na muchy

Odhumanizowany marketing, dla którego jesteśmy poligonem doświadczalnym, trenuje na nas działanie archetypów, słów, obrazów, odwołuje się do świadomości czy nieświadomości zbiorowej i jednostkowej, emocji, seksu, miłości, ciepła rodzinnego. HUMANIZUJE, sprzedając coraz to nowe potrzeby, których… nie potrzebujemy. W reklamach jest wyłożony sens życia: weź kredyt i zbuduj dom, kup samochód, posmaruj sobie cokolwiek naszym produktem, jedź na wakacje… itp. Będziesz wspaniały, piękny, szczęśliwy. Z reklamy nigdy nie schodzi uśmiech. Cokolwiek ona reklamuje, ma być uśmiechnięta, nieść pozytywne przesłanie i nade wszytko sprzedać. Uśmiech stał się więc we współczesnym świecie najbardziej kluczowym produktem i jednocześnie elementem najohydniejszej manipulacji.

W pewnym programie marketingowym znanym w Polsce od wczesnych lat dziewięćdziesiątych, jedną z głównych zasad było: „Daj coś miłego na powitanie”. Znająca tę regułę pewna panienka zmierzyła mnie kiedyś uważnie i wyrecytowała z uśmiechem: – Masz ładne rajstopy. Nie wiedziałam, czy wybuchnąć śmiechem, czy zbesztać ją za idiotyzm, czy raczej powiedzieć, że znam tę zasadę. Nie zrobiłam nic. Szkoda. Proszę zwrócić uwagę, że „miłego” w tym kontekście = „dobrego”. Zarówno uśmiech, jak i „miłe”, i „dobre” zostały więc wykorzystane do manipulacji. Dzisiaj wytarte i sprane brzmią tak samo fałszywie jak tandetnie. Ale my na to jak na lato. Jak muchy do lepu, albo pszczoły do miodu. Kupieni.

Wszelkie działania marketingowe w każdej dziedzinie zmierzają, mówiąc metaforycznie, do sprzedania nam bomby w kolorowym złotku i sprawienia, żeby wyglądała jak bombka na choinkę. Wtedy nikt się nie przyczepi, a jak dodamy do bombki np. dłonie dorosłego i dziecka, to już naprawdę będzie cacy. Taka ckliwa misja zawsze spełni swoją rolę. Kupimy.

Żadnych ograniczeń

Poziom techniczny urządzeń wykorzystywanych do tworzenia reklam jest dzisiaj naprawdę wysoki i daje niemal nieograniczone możliwości. Modelki są retuszowane nie tylko przy pomocy starego przyjaciela photoshopa na zdjęciach w magazynach, ale także w ruchu na videoclipach. Pewnego razu oniemiałam. Na przykładzie teledysku dość dziobatego rapera pokazany był krok po kroku retusz i przeobrażenie tegoż w gładkoskórego seksownego macho, a średnio apetycznej tancerki w tle w urzekającą laskę z płaskim brzuchem. Reklama kosztuje dużo, ale dlatego, że potrawę przyrządza się z najlepszych składników, które jednak w efekcie szkodzą. Studia reklamowe posiadają sprzęt i ludzi najwyżej jakości… technicznej. Klient dostanie więc wszystko, czego chce, a element docelowy łyknie każdą złotą rybkę jak młody pelikan. I nieważne, że odbije mu się plastikiem.

Zawsze jest niestandarowo i niepowtarzalnie. Krem, zegarek, samochód, perfumy, patelnia. Bez znaczenia. I już nie wystarczają tylko polskie słowa. Anglosaski żargon wkręca się w nasze mózgi jak trepan. Nie ma kup, sprzedaj, promocja, są za to dobry deal, sales manager, unisex, friendly… Za chwilę trzeba będzie stworzyć słownik dla poprzedniej generacji, żeby zrozumiała reklamową hipernowomowę, którą ma przymusowo na wizji i fonii średnio co kwadrans.

1

Strategia

A na szczycie tej piramidy stoją korporacje i koncerny, nierzadko balansujące na granicy… Nikt jednak się tym nie przejmuje. Są olbrzymami darzonymi szacunkiem i zaufaniem. Nie szkodzi, że wręczają zatrudnianym śmieciowe umowy, albo w ogóle nie płacą, albo płacą najniższą krajową, nieważne, że uprawiają najbardziej dochodowy sport ekstremalny – współczesne niewolnictwo i nie tylko w krajach trzeciego świata. Muszą być przecież warci swojej ceny, skoro stworzyli coś tak niezwykłego jak Religia Rynku.

Czy wiecie, jak wygląda barokowe jabłuszko? To symbol przepychu. Z wierzchu lśniące, kolorowe i przebogate, aż ślinka cieknie. Kiedy jednak dobrze się przyjrzeć, można zauważyć ledwie dostrzegalną plamkę. Po rozkrojeniu okazuje się, że w sczerniałym i wyżartym wnętrzu panuje zgnilizna, a jabłuszko toczy obrzydliwa zaraza.

Żeby nam wcisnąć barokowe jabłuszko, zastępy pracowników różnych szczebli harują w strukturach gigantów od świtu do nocy w pocie czoła. Realna cena produktu jest zwykle bardzo niska, ale za to opakowanie kosztowne. Cena marki to lunche i branche, służbowe kolacje, telefony, samochody, mieszkania, szkolenia na rajskich wyspach, prywatne śmigłowce, jachty, wynajmy biur, łapówki, pensje zarządów, dyrektorów, wykonawców… Odbiorca przekonuje się o tym, kiedy rozkroi barokowe jabłuszko, ale wtedy jest już za późno. Strona, której udało się produkt sprzedać, świętuje sukces podczas drogiej kolacji, a nabywca boryka się z rozczarowaniem i sfrustrowany przeklina własną naiwność. Czy idzie po rozum do głowy? Nie. Po wielokroć powtarza swój błąd, obdarzając zaufaniem kolejnych speców od manipulacji. Jest omotany i otumaniony, a na dodatek obwinia siebie za brak ostrożności. Ale tak właśnie miało być. To strategia.

Nie ma zmiłuj

Na końcu wszystkich marketingowych dokumentów, drobnym drukiem, dowolną czcionką o rozmiarze między 4 a 6 pkt., umieszcza się disclaimer. O, przepraszam – zapis, którego nikt nie czyta i którego celem jest wyłączenie przez autora części lub całości odpowiedzialności cywilnoprawnej związanej z korzystaniem ze świadczonych przez niego usług. Czyli inskrypcja o niebraniu odpowiedzialności za konsekwencje „decyzji” klienta.

Przykład: „Promocja dotyczy kompletnych wniosków o kredyt xxx złożonych w oddziałach Banku XXX w terminie do xxx. Szczegółowe informacje znajdują się w Regulaminie naszej Promocji dostępnym w oddziałach Banku XXX i na http://www.xxx.pl. Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie reklamowy i informacyjny oraz nie stanowi oferty w rozumieniu Ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny.

Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania?

Nie ma zmiłuj. I żadnych pretensji.

Kwiecień 1, 2013

Inwazja na Panamę, czyli na którym poziomie gry jesteś?

Większość (nie sądzę, żeby wszyscy) oglądała kiedyś zapewne film amerykański z Jimem Carreyem, zatytułowany „Truman show”, w którym została pokazana tylko jednostopniowa manipulacja społeczeństwem. Żyjący w idealnym świecie mają wszystko idealne i niestety… papierowe niebo.  Jak w kasynach Las Vegas czy w Bollywood. Do złudzenia przypominające prawdziwe, z chmurami, niemal identyczne. I wszyscy, poza głównym bohaterem, dają się na to nabrać.

Prostota tego ujawnionego w filmie pomysłu jest jednak z punktu widzenia dzisiejszego żarłocznego marketingu zła dość prymitywna. Dostajemy bowiem komunikat: O.K. żyjecie w matrixie, macie to, co widać i to co przed wami ukryte. Ale to dopiero pierwszy poziom gry. Czy ktoś uwierzy, że można rozwiązać zagadkę współczesności tak łatwo? No, nie. Skłaniam się ku teorii ‘ruskiej babuszki’. Gra ma o wiele więcej poziomów, komplikacje na wyższych są dość wyrafinowane i nikt nie zawraca sobie głowy gawiedzią, która trawiąc podane na deserowym talerzyku informacje, jest zadowolona, że wie, „co się za tym wszystkim kryje”. A guzik.

Sytuacja wygląda nieco inaczej. Powiedziałabym nawet, że NIKT nie wie, ile dokładnie jest poziomów gry.  Czyste science-fiction, z przewagą ‘science’ i niemal zupełnym wykluczeniem ‘fiction’.

Jak powstaje informacja?

Według Orwella, i nie tylko, każda krytyczna myśl w oczach panującego systemu władzy jest przestępstwem. Niepotrzebne jest społeczeństwo, którego członkowie,  prawdziwie wykształceni, będą umiejętnie łączyć fakty i wyciągać wnioski. Społeczeństwo, przede wszystkim,  ma być podatne na dowolną manipulację systemu władzy.  Dlatego media kreują informacje i określony punkt widzenia i przekazują je społeczeństwu, kontrolując  tym samym zasób jego ‘wiedzy’ i kształtując konkretny sposób myślenia. Dla wszystkich ten sam. W mediach nie istnieje obiektywizm.

Jeśli „wszyscy coś wiedzą”, wcale nie oznacza to, że to, co wiedzą,  jest prawdą, czy wiarygodną informacją. To, że „wszyscy coś wiedzą”wynika najczęściej z pracowitego utrwalania informacji w naszej świadomości przez „powtarzaczy”.

Codziennie jeden drugiemu nieustannie powtarzamy – przekazujemy jakieś informacje. Sąsiadka powtarza sąsiadce, co usłyszała od innej sąsiadki, lekarz powtarza pacjentowi to, czego dowiedział się na swojej akademii i to, co powiedziały mu firmy farmaceutyczne, nauczyciel powtarza uczniowi to, czego dowiedział się na swojej uczelni, a dziennikarz powtarza to, co rzekomo dzieje się na świecie, czego na własne oczy jednak nie widział ani tego nie sprawdził, ale dowiedział się z agencji prasowych… Cały problem tkwi w tym, że nikt naprawdę nie wie, czy to, co nieustannie powtarza, jest prawdą lub przynajmniej się do niej zbliża. Przekazywanie informacji – powtarzanie polega więc jedynie na ‘zaufaniu’ do tych, od których informacja pochodzi. Zaufanie jednak, proszę wybaczyć, jest dzisiaj słowem archaicznym, a sytuacja, którą definiuje, we współczesnym świecie stanowi endemit. ‘Zaufanie’ do źródła to naprawdę za mało, żeby na tej tylko podstawie potarzać informacje.

Najświeższe dziennikarskie informacje nie są więc rzetelnie zweryfikowane, ale stworzone. Codziennie dziennikarze wysłuchują tego, co ktoś im powie, a potem powtarzają to nam. Jak można świadomie przekazywać nie sprawdzone informacje, wyłącznie zasłyszane  od innych dziennikarzy, agencji prasowych czy rzeczników prasowych organizacji i partii politycznych, którzy informacje stwarzają – fabrykują zgodnie z własnymi potrzebami i interesami.  Informacja w tym kontekście to propaganda!

Wniosek: „rzetelne informacje” są więc tylko tym, co powtórzono nam, słysząc to uprzednio od kogoś innego, kto również usłyszał to od koś innego…  „Ruska babuszka’?  Wiemy dokładnie tylko tyle, ile media nam przekażą i ile przed nami zatają. Media prezentują więc tylko  określony punkt widzenia.

Jak można być świadomie wierzącym w „rzetelne informacje” medialne, skoro niemal wszystkie media są w rękach tych samych ludzi…

MURDOCH MEDIA 1MURDOCH MEDIA 2 MURDOCH MEDIA 3

http://www.bbc.co.uk/blogs/adamcurtis/2011/01/rupert_murdoch_-_a_portrait_of.html

http://www.currentissues.tv/Rupert%20Murdoch.html

http://www.wargs.com/other/murdoch.html

GRA

POZIOM 1

Problem: schwytać Noriegę = groźny dyktator, handlarz narkotyków

Przedstawienie problemu:  zastrzelenie amerykańskiego żołnierza stacjonującego w strefie Kanału oraz inne dwa incydenty, które nastąpiły na krótko przed operacją (wymienione przez prezydenta Busha jako główny powód do inwazji)

Uzasadnienie problemu: ochrona życia obywateli amerykańskich w Panamie; obrona demokracji i praw człowieka w Panamie

Reakcja opinii publicznej: ‘zróbcie coś z tym!’

Rozwiązanie: 20 grudnia 1989 r., inwazja na Panamę, kryptonim operacji „W Słusznej Sprawie”

POZIOM 2

Kanał Panamski  – inwazja odbywa się na dziesięć lat przed przekazaniem jurysdykcji nad Kanałem Panamskim Republice Panamy. Podczas trwania operacji, po zajęciu przez wojska USA kluczowych pozycji, Panamskie Siły Zbrojne złożyły broń. Jednym z głównych celów inwazji było przywrócenie status quo USA w rejonie kanału.

Manuel Noriega – oskarżenie o udział w handlu narkotykami, nadużycia, fałszerstwa wyborcze, zaaranżowanie śmierci poprzedniego prezydenta Omara Torrijosa, a także o zabójstwo Hugo Spadafory Franco, który ujawnił jego narkotykowe interesy i handel bronią…

Inwazja – w operacji wzięły udział wojska Wojsk Lądowych Stanów Zjednoczonych, Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, US Navy oraz Korpusu Piechoty Morskiej. Początek 20 grudnia 1989 roku (4 dni przed Wigilią), o pierwszej w nocy czasu lokalnego. Zaatakowano jednocześnie 27 celów! W operacji udział miało brać 57.684 (26.000) żołnierzy USA oraz ponad 300 samolotów. Panamskie Siły Zbrojne (PDF) liczyły około 46.000 ludzi.

Operacja rozpoczęła się od ataku na strategiczne instalacje, takie jak lotnisko Punta Paitilla w Panamie, garnizon PDF i lotnisko w Rio Hato, gdzie Noriega posiadał swoją rezydencję oraz kilka innych ośrodków wojskowych na terenie całego kraju. Atak na centralną siedzibę PDF (zwaną La Comandancia), wywołał kilka pożarów, z których jeden zniszczył gęsto zaludnioną dzielnicę El Chorrillo w centrum Panamy (spłonęło 400 domów liczba ofiar nie jest znana). Panowała blokada informacji – nikt na świecie nie wiedział co dzieje się w Panamie!

Amerykanie szerzej wprowadzają techniki blokowania informacji i manipulowania przekazem medialnym, wyciągając wnioski z propagandowej porażki podczas wojny w Wietnamie. Do wachlarza metod należą m.in. konfiskowanie dziennikarskich zdjęć, czy zabójstwa niewygodnych dziennikarzy. Posunięcia te pozwoliły udoskonalić strategie i techniki,stosowane podczas przyszłych agresji w świecie arabskim.

Noriega – ukrył się u jednej z kochanek, wyznaczono za jego ujęcie nagrodę 1.000.000 dolarów;  schronił się w ambasadzie Watykanu, licząc na azyl dyplomatyczny; 23 grudnia Amerykanie dowiedzieli się o miejscu jego schronienia;  zastosowano nacisk psychologiczny, odtwarzając pod murami ambasady dzień i noc muzykę rockową grupy Van Halen (Noriega był znany jako wielbiciel muzyki poważnej); w raporcie dla Kolegium Połączonych Szefów Sztabów stwierdzono, że muzyka była wykorzystywana do zagłuszania mikrofonów kierunkowych mogących posłużyć do podsłuchiwania negocjacji, a nie jako broń psychologiczna oparta na wstręcie Noriegi do muzyki rockowej. Noriega oddał się w ręce Amerykanów 3 stycznia 1990 roku i został poddany ekstradycji do Stanów Zjednoczonych.

Ofiary – Stany Zjednoczone straciły 24 żołnierzy, a 325 zostało rannych, liczba zabitych żołnierzy panamskich wynosi 205.

Liczba ofiar cywilnych spowodowana inwazją nie jest dokładnie znana. Oficjalnie opublikowane dane mówią o 314 zabitych i 537 rannych, szacuje się jednak że mogło zginąć nawet kilka tysięcy osób…

POZIOM 3

Manuel Noriega – wcześniej szef wywiadu wojskowego Panamy, od 1959 roku współpracownik CIA, pomagał w tajnych operacjach przeciwko komunistom w Ameryce Łacińskie, wspierał amerykańskie interesy w Ameryce Środkowej, w szczególności sabotowanie działań socjalistycznego rządu w Nikaragui, Sandinistów oraz rewolucjonistów FMLN w Salwadorze; był na pensji rządu USA – w latach 1971-1976 otrzymywał od Amerykanów za swoje działania ok. 100 000 USD rocznie z pieniędzy amerykańskich podatników (G.H.W. Bush, dyrektor CIA od 1976-77, zarządził, by w raportach o Panamie pomijać doniesienia o handlu narkotykami).

1989, październik – zamach stanu – CIA zaplanowało zamach stanu, w którym zamierzało usunąć z drogi Noriegę – akcja nie powiodła się

POZIOM 4…

1903 – układ Hay – Bunau-Varilla (między Amerykanami – sekreatrz stanu John Hay i Francuzami – Phillipe Bunau-Varilla francuski przedstawiciel dyplomatyczny Panamy! Panamczycy nie brali udziału w negocjacjach i nie podpisali traktatu), na podstawie którego USA gwarantowały Panamie niepodległość od Kolumbii w zamian za pas ziemi szer 10 mil oraz przesmyk „na wieczne użytkowanie” z przeznaczeniem pod budowę kanału! USA natychmiast po podpisaniu traktatu rozmieściły swoje wojska w strefie kanału.

Theodore Roosevelt w odpowiedzi na pytanie, jakim prawem wszedł w posiadanie Kanału Panamskiego: „Wziąłem go!”

Do budowy kanału sprowadzono tanią siłę roboczą, głównie z Karaibów, Indii, Azji. To zmieniło skład etniczny Panamy. USA wprowadziły w Panamie apartheid taki jak na amerykańskim Południu – czarni nie mogli mieszkać w tych samych domach pić z tych samych wodotrysków, co biali!

1963 – USA utworzyły Dowództwo Południowe  na całą Amerykę Południową – tworzyło je 14 baz wojskowych w całej Panamie, gdzie realizowano programy szkoleniowe np. szkoła walki w dżungli

1964 – zamieszki, szczyt napięć pomiędzy USA i Panamą – studenci próbowali wywiesić w strefie kanału panamską flagę! (zginęło 21 osób)

1968 – do wladzy w wyniku zamachu dochodzi płk. Omar Torrijos; reformy społeczne na rzecz Czarnych, Indian i Metysów

1977 – prezydent Panamy Omar Torrijos i USA Jimmy Carter podpisują porozumienie, anulujące traktat z 1903 r., które zakłada stopniowy proces przekazywania kontroli nad Kanałem Panamie (proponowane zakończenie 2000); USA przestają wieczyście użytkować najbardziej strategiczny kanał Nowego Świata! Amerykanom się to nie spodobało.

1979 – zwycięstwo sandinistów w Nikaragui; Noriega ułatwiał organizację szkoleń wojskowych i wspieranie contras przez administrację Reagana w działaniach przeciwko sandinistom; koordynował dostawy broni dla baz contras w północnej Kostaryce jako współpracownik CIA i Izraela; samoloty transportujące broń z Panamy do baz contras w Kostaryce przewoziły też narkotyki, które trafiały na rynek amerykański (pilotów oskarżono i odsiadują wyroki), USA przymykały na to oczy

Odpowiada nam, kiedy ustanawiamy w trzecim świecie (Honduras, Boliwia, Argentyna, Wietnam, Tajlandia, Birma) posłuszne nam dyktatury i chcemy umocnić pozycje ich przywódców, kiedy wchodzą oni w związki z najsilniejszymi w danym kraju potęgami gospodarczymi, którymi są przeważnie kartele narkotykowe /prof. Peter Dale Scott/

1981 – Omar Torrijos zginął w ‘katastrofie’ lotniczej (stała za tym CIA)

1984 – Noriega gościł w Panamie przywódców krajów latynoamerykańskich prowadząc rozmowy pokojowe, wzywające do położenia kresu ingerencji amerykańskiej w Ameryce Środkowej – nie spodobało się to administracji Reagana, ponieważ Noriega przestał być posłuszny

1984 – Kongres Amerykański przegłosował poprawkę Bolanda oznaczającą zakaz finansowania contras przez USA  – teraz USA mogły wspierać contras jedynie przez Panamę

1986 – wybucha afera Iran-contras, z Waszyngtonu odchodzą trzej najwięksi sprzymierzeńcy Noriegi – dyrektor CIA William Cassey, podpułkownik North z Krajowej Rady Bezpieczeństwa i John Poindexter, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Reagana.

1987 – Kongres amerykański wydał rezolucję 239 wzywającą rząd USA do skłonienia Noriegi do rezygnacji ze stanowiska dowódcy panamskich sił zbrojny; 30 czerwca 1987 – wybuchły antyamerykańskie zamieszki w Panamie, a rząd USA wstrzymał pomoc ekonomiczną i wojskową dla Panamy; zostały zamrożone konta Panamczyków w amerykańskich bankach!

1988 – Noriega i administracja panamska wycofują się z porozumienia Torrijos-Carter i żądają niemal natychmiastowego oddania kanału! (ma to związek z likwidacją ponad 40 baz wojskowych USA w Panamie)

1989 – kampania wyborcza w Panamie, na którą administracja Busha za pośrednictwem CIA i  Narodowej Fundacji Demokracji przekazała ponad 10 mln dolarów (z podatków Amerykanów) kandydatom opozycji! Było to pusnięcie, które w USA byłoby nielegalne!

Podczas kampanii wybuchły zamieszki, atak na kandydatów opozycji (w rzeczywistości kandydatów USA – Guillermo Endara, Guillermo Ford, Ricardo Arias Calderon) został przypisany ‘rządowym bojówkom’); media zmobilizowały przeciw Noriedze całą światową opinię publiczną

Po nieudanych wyborach panamski parlament mianował Noriegę szefem państwa

Powoli możemy wrócić do punktu wyjścia. Noriega stał się niewygodny i należało się go pozbyć nie tracąc wpływów w strefie kanału, co po ataku zostało niemal natychmiast zrealizowane rozmieszczeniem wojsk amerykańskich na terenie Panamy. W celu przywrócenia porządku, demokracji i obrony praw człowieka… Scenariusz zastosowany w Panamie był tylko testem przed rzuceniem się Amerykanów na „głębokie wody” krajów arabskich i atakiem na Irak. Udział zmanipulowanych mediów amerykańskich i blokada informacji w sposób niezparzeczalny przyczyniły się do zniszczenia Panamy. To naprawdę niesamowite, że te same frazy w przypadku Panamy i Iraku uchodzą uwadze publiczności, która daje się dmuchać kolejny, kolejny i kolejny raz.

A i tak jest to w dalszym ciągu tylko wierzchołek góry lodowej. Posługując się zdrowym rozsądkiem można przypuszczać, że doskonalenie technik manipulacji i stopniowanie poziomów gry przez systemy rządów pozwala im na budowanie współcześnie daleko bardziej skomplikowanych struktur ukrywających przed nami prawdziwe powody ich decyzji i posunięć. W każdym razie nie liczyłabym na to, że z mediów kiedykolwiek dowiemy się PRAWDY.

W jaki sposób wyglądała amerykańska ‚demokratyczna i obronna’ akcja palenia dzielnicy el Chorrillo, można zobaczyć i wysłuchać w relacjach tych, którzy przeżyli, w filmie „Inwazja na Panamę” (The Panama Deception)

——————————————————–

‘Polskie’ media

Agora SA – kapitał polski i ‘międzynarodowy’ – Gazeta Wyborcza, Metro,  TOK FM,  Złote Przeboje,  Roxy,  gazeta.pl,  wyborcza.pl,  blox.pl,  plotek.pl,  Agencja Reklamowa AMS (firma reklamy zewnętrznej; billboardy, przystanki autobusowe), 3 Tygodniki Regionalne, 14 Ogólnopolskich Magazynów, 29 Lokalnych stacji radiowych,

Ringier Axel Springer – kapitał niemiecki – Dziennik,  Fakt,  Newsweek Polska,  onet.pl,  Forbes Polska,  Przegląd Sportowy,  Sport,  Auto Świat, Komputer Świat,  Dziewczyna,  Popcorn,

Polskapresse (Verlagsgruppe Passau) – kapitał nimiecki –Dziennik Zachodni,  Głos Wielkopolski,  Gazeta Krakowska,  Dziennik Polsk,i  Dziennik Bałtycki,  Dziennik Łódzki,  Express ilustrowany,  Gazeta Wrocławska,  Polska The Times,  serwis wiadomości24.pl

Media Regionalne (Mecom) – kapitałał brytyjski – Gazeta Pomorska,

Murator – właściciel  koncern ZPR  powiązany z grupą Bonnier – kapitał szwedzki (Dawniej Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe S.A. Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe S.A. (ZPR S.A.) firma obecna w branży hazardowej od 1973 roku, jest znaną z jakości oferowanych produktów i usług w tym projektowaniu i produkcji zaawansowanych technologicznie automatów do prowadzenia gier oraz systemów dodatkowych wygranych. ZPR S.A. należy do grupy kapitałowej ZPR w skład której wchodzi kilku znanych w Polsce operatorów kasyn i salonów gier.) – se.pl,  eska.pl,  eskarock.pl, podroze.pl,  zagle.com.pl, Super Express, Eska Tv,  Polo Tv,  Wawa,

Bauer – kapitał niemiecki – Pani, Twój Styl, Życie na Gorąco, Tele Tydzień, Tina, Na żywo, Bravo, RMF MAXXX, RMF Classic, Interia,

Presspublica sp. z o.o. – 49% kapitał skarb państwa – 51% kapitał brytyjski – Rzeczpospolita,

Eurozet  właściciel fr. koncern Lagardere – kapitał francuski – Radio Zet, Chilli Zet, Planeta,  Antyradio

TP SA – kapitał francuski – wp.pl,

Polsat – właściciel Zygmuint Solorz-Żak – (Polsat Cyfrowy – siedziba: Nikozja) – kapitał cypryjski vel ‘międzynarodowy’ – Tv Polsat, Cyfrowy Polsat, Plus,

TVN  – kapitał  ‘zagraniczny’ – Wszystkie tvn, Cyfra+, Canal+,

http://www.wykop.pl/ramka/1028907/iticzylimaloznanewatkipowstaniawlascicielatvn/

UPC Polska   właściciel LGI (Liberty Global) – kapitał amerykański

%d bloggers like this: