Posts tagged ‘banki’

Wrzesień 20, 2013

Excellent English, czyli….

Nowy wspaniały świat w poetyckim ujęciu bankiera

Sierpień 29, 2013

Upadek

Reguły dobrego wychowania nie nakazują nam martwić się cudzym zmartwieniem i cieszyć się cudzym szczęściem, ale nakazują nam zachowywać się, jakby tak było (…) podczas gdy reguły moralne polecają nam kochać bliźniego, a nie wyglądać tak, jak gdybyśmy go kochali (…) *

Ludzi na dnie finansowym w Naszym Pięknym Kraju nad Wisłą jest… miliony. Co najciekawsze, znaleźli się w tej sytuacji wcale nie ze swojej winy, a obarczony tym wszystkim Światowy Kryzys Gospodarczy naprawdę nie jest winien. Winna jest bezgraniczna i bezdenna ciemnota, ignorancja i krótkowzroczność osób decydujących o minimach, maksimach i średnich. Pensjach, socjalach, zasiłkach rodzinnych, pomocach MOPS czy MOPR, sporządzających statystyczne tabele z wyliczeniem, ile powinno NAM wystarczyć od pierwszego do pierwszego. W dodatku ci wszyscy ludzie na dnie albo stąpający od rana do wieczora po ostrzu skalpela są MILCZENIEM. Są resztą wszystkich mieszkańców Naszego Pięknego Kraju nad Wisłą, o których w dobie powszechnego pędu za luksusem, zwanym glamour, mówić nie wypada.

W kraju, w którym żyję (nie będę posługiwała się jego nazwą), według jakichkolwiek statystyk, danych czy mediów nie ma biedy. Zresztą nie jestem zainteresowana przytaczaniem danych, ponieważ statystycy są skłonni topić się w jeziorach o średniej głębokości 1 cm. Nie chcę też mówić o bezdomnych, ludziach wyrzuconych na śmietnik Tego Kraju już dawno, ale o tych, którzy teoretycznie istnieją jeszcze w społeczeństwie, choć z każdym dniem jest dla nich coraz mniej miejsca.

Będzie więc o tych, którzy każdego dnia tracą pracę i potem każdego dnia nie mogą jej znaleźć, bo nie mają gdzie, a gdy już wreszcie złapią pana Boga za nogi to okazuje się, że umowa jest śmieciowa i każdego dnia siedzą na bombie, bo nie wiadomo, kiedy ich wywalą, ile im zapłacą i czy w ogóle dostaną jakąkolwiek pensję. Albo o tych, którzy mając 45-50 lat są „za starzy”, by ich przyjąć do pracy, a także o tych, którzy są zmuszeni żyć za 420 zł miesięcznie. O tych wszystkich, którzy każdego ranka wstają tylko po to, aby przetrwać. Ich przydatność społeczna, kreatywność i wydajność  w tempie Formuły 1 spadają więc do zera lub depresji, bo nieustanna koncentracja na socjalu i alpejskie kombinacje, jak pokonać kręte trasy opłacania rachunków, czynszów, rat, spłat komorniczych, odbierają nie tylko apetyt, ale i chęć do życia.

W Naszym Pięknym Kraju nad Wisłą wskaźniki samobójstw z powodów ekonomicznych rosną, a bezrobocie dzięki temu spada. Tylko NIKT nie śmie połączyć tych dwóch prostych faktów. Nie wypada, to nie jest MEGA interesujący temat na pierwsze strony, choć przecież „trup sprzedaje się najlepiej”, ale z drugiej strony uczono nas też, że „milczenie jest złotem”.

Osoby Dramatu

Jacek, po turystyce

Ma 51 lat. Od 10 lat buja się w niewygodnym hamaku niekoniecznie własnej rzeczywistości. Stracił pracę z powodu likwidacji firmy. Nie dostał nic, bo zakład ogłosił upadłość. Nie było odpraw,  porozumień i osłon. NIC. Właściciele zniknęli z majątkiem firmy i żyją gdzieś w cieple i spokoju, mając zapewnioną więcej niż godną starość. Wyrwali mu 20 lat życia, teraz zostały mu poważne problemy z kręgosłupem i depresja. W ciągu ostatnich 10 lat pracował dorywczo może przez połowę czasu, drugą połowę jest na socjalu. Pobiera 529 zł zasiłku, a musi wyasygnować 535 zł miesięcznie samych opłat. Nie ma na jedzenie, więc dużo pali, mając nadzieję, że to go wreszcie zabije, zgodnie z obietnicą na paczce papierosów. Nie chce popełniać samobójstwa z powodów religijnych, ale nieustannie o tym myśli, czy jeśli to zrobi, Bóg widząc jego gehennę, wybaczy? – Wiesz, myślę, że gdyby nie wybaczył, byłby bez serca – mówi zaciągając się głęboko.

Miał rodzinę i znajomych, ale odeszli. Mieszka z kotem Maćkiem, z którym codziennie prowadzi długie rozmowy, żeby nie zwariować. Utrzymuje siebie i Maćka z „okradania” Naszego Pięknego Kraju nad Wisłą, bo nie płaci podatków od „lewizn”. Sprząta prywatne posesje, piwnice, rozładowuje, zamiata, odśnieża, zbiera złom… Kiedy wpadnie mu tłumaczenie, wtedy ma święta Bożego Narodzenia, czasem w lipcu. Na co dzień tylko ziemniaki z maślanką i najtańszą puszkę dla kota.

Zdjęcie sprzed 10 lat pokazuje atrakcyjnego mężczyznę na górskiej wycieczce. – Nawet nadawałoby się do artykułu o realizacji marzeń – śmieje się. Dzisiaj, z brakami w uzębieniu i wychudzeniem przypomina swój cień.

Ludmiła, nauczycielka naszego pięknego języka

Samotna matka, wdowa, lat 55, wychowuje niepełnosprawną nastoletnią córkę. Stary wiele lat nie remontowany dom po rodzicach. Pensja i renta córki nie wystarczają, więc kredyt goni kredyt, a odsetki ogołacają ją ze wszelkich przyjemności. Każdy realny dzień to walka o przetrwanie i zapewnienie przyszłości córce. Żadnej rodziny i żadnej pomocy, tylko harówa od 6 rano do 2 nad ranem i… bezsilność. – Nigdy nie wiem, czy będę umiała wstać rano – mówi zmęczona. Ale każdego ranka wstaje, bo ma dla kogo. Jest Agnieszka, adoptowana córka z syndromem Aspergera. W drodze z pracy Ludmiła robi zakupy, starannie przygotowuje menu, bo Agnieszka ma specjalną dietę. Po powrocie do domu gotuje, sprząta, pierze. Po obiedzie przygotowuje córkę do szkoły na następny dzień. Razem odrabiają lekcje, wielokrotne tłumaczenie, powtarzanie, sprawdzanie, czy wszystko dopilnowane i czy plecak właściwie spakowany, trwa około 5 godzin. Wieczorem, kiedy córka się myje, czyta przed snem kilka stron z ulubionej książki, Ludmiła zajmuje się wreszcie swoją pracą. Sprawdza zeszyty, pisze programy, wypełnia tony papierów i tabel wymaganych od nauczyciela. Zanim sama się położy, zwykle płacze, to pomaga przepędzić stres i oczyszcza. – Już wcale nie umiem odpoczywać, mam kłopoty ze snem, każdego ranka budzę się coraz bardziej zmęczona. Czekam tylko na ferie, wakacje albo święta – mówi cicho. Zabiera wtedy Agnieszkę do Krakowa, w góry albo nad morze, żeby coś jej pokazać i choć przez chwilę odetchnąć za… kolejny kredyt. Nawet nie myśli o sytuacji, w której mogłaby stracić pracę, czy przestać funkcjonować z powodu mocno już nadwątlonego zdrowia. Modli się, żeby dotrwać do emerytury.

Alicja, plastyczka

Wydaje się bardzo silna i młoda, ale oczy mówią co innego. Po czterdziestce, rozwiedziona, bezdzietna. Samotna. – Nikt nie chce wiązać się z osobą, która ma problemy finansowe – mówi. Zresztą, ja też bym nie chciała – dodaje po chwili namysłu. Samotność doskwiera jej coraz bardziej, obawia się, że gdyby coś przykrego się przytrafiło, nikt jej nie pomoże. – Mam problemy z kręgosłupem, czasami się po prostu potykam, a potem upadam. Kiedyś na prostej drodze rozbiła twarz i złamała nos. Lekarze nie chcieli uwierzyć, że się nie potknęła.

Dawniej pracowała i miała partnera, żyła normalnie, ale wpadła w spiralę kredytową i… wyleciała za burtę. Od tamtej pory dryfuje, starając się przetrwać. Prawie 20 lat. Nie ma koła ratunkowego ani kapoka. Chwyta się czegokolwiek. Czasem wyciągniętej w jej kierunku pomocnej dłoni, a czasem brzytwy. – Zmarli moi bliscy, odszedł mąż, zabierając cały wspólny dorobek – mówi. To wtedy nie wydawało się tak ważne, bo myślała, że jest silna i sobie poradzi. Pracowała na dwa etaty i łatała dziurę za dziurą. – Moje dochody w ciągu 10 lat pracy zmalały o 30%, a bank wcisnął mi kartę kredytową na 10 tysięcy – wzdycha. Nie dali jej niewielkiej pożyczki, o którą prosiła, tylko tę kartę. – Byłam głupia i nie miałam pojęcia, jak to działa. Przegrałam.

Komornik przysyła listy i żąda spłat, z opieki społecznej ma obiady i zasiłek w wysokości 270 zł miesięcznie. Kiedy czasem dorabia jako opiekunka, dostaje 4,2 zł za godzinę na rękę, a i to nie zawsze, bo szefowa często traci „płynność finansową”. Alicja nie płaci więc czynszu, tylko bieżące rachunki, gaz, światło, telefon, internet. Jest już od dawna na „czarnej liście” poza systemem i zdaje sobie sprawę, że nigdy do niego nie wróci, a jej życie leży w zsypie jak worek śmieci.

Z ostatniej pracy zwolnili ją z powodu zajęcia komorniczego pensji. – Szef wstydził się mnie od tamtej pory, choć na początku byłam uważana za dobrego pracownika. Szukał pretekstu, żeby się mnie pozbyć, uznał za osobę niewiarygodną i wreszcie go znalazł – mówi z rezygnacją.

Nic jej nie cieszy, nic nie sprawia przyjemności, jedzenie smakuje jak trawa. – Każdy mój dzień to nierówna walka, w której stoję nago przed plutonem przepisów i prawem. Nie mogę ogłosić upadłości i zwyczajnie zbankrutować jak bogacze… – uśmiecha się ironicznie. – Jestem „złodziejem”, bo muszę pracować nielegalnie, żeby nie zdychać z głodu, ale ten, kto ukradł pałace, stał się ich właścicielem – dodaje.

– Wiesz, w pewnym biurze, które regularnie odwiedzam, poszukując pracy, przy czterech lśniących biurkach z czterema nowymi komputerami siedzą cztery piękne młode dziewczyny, które mają tylko jedno zadanie. Zgodnym chórem powiedzieć mi: – Nic dzisiaj dla pani nie mamy – mówi zrezygnowana.

Dlatego podjęła bardzo ważną decyzję. Popełni samobójstwo. Ona nie straszy, bo się tego bardzo boi i nie ma pojęcia, jak to zrobić, ale wie, że sposób się znajdzie, tylko nie wie, kiedy. – Czasem wydaje mi się, że każdy dzień to o jeden dzień agonii więcej, ale dopóki mam siłę, żyję. Codziennie TYLKO na jednym relanium. Nie stać mnie na więcej.

Historie prawdziwe

Historie są prawdziwe, zostały tylko zmienione i przemieszane dane, dla utrudnienia identyfikacji Osób Dramatu. Znam tych ludzi i spotykam ICH na co dzień. Znam ICH znacznie więcej niż troje, ale opisywanie kolejnych historii upadków mogłoby się ciągnąć w nieskończoność… Ci wspaniali walczący o swój status ludzie byli dla mnie inspiracją do napisania tego tekstu, a ich realne życie skłania tylko do jednego wniosku. Kiedyś budowali Ten Kraj swoją ciężką pracą, płacili podatki, wywiązywali się ze wszystkich zobowiązań, a kiedy dzisiaj potrzebują pomocy, Ten Kraj proponuje im śmieszne i nierealne antyrozwiązania, ujęte w rozdętą biurokrację. Miliardy wydawane są po to, żeby nadal zapełniać konta tych, którzy mają się świetnie i żeby bardzo wielu mogło powiedzieć tak niewielu, że nic dla nich nie ma.

Sytuacja ludzi staje się coraz bardziej tragiczna, a Mój Piękny Kraj nad Wisłą płynie nadal miodem i mlekiem TYLKO dla… UPRZYWILEJOWANYCH.

Rodzi się jednak pytanie, co może kiedyś, w najbliższej przyszłości (?) spotkać mnie, Ciebie, czytelniku tego bloga, NAS wszystkich?

Wyjaśnienie sytuacji

 – proszę uważnie wysłuchać wykładu Stanisława Michałkiewicza

Stanisław Andrzej Michalkiewicz (ur. 8 listopada 1947 w Lublinie) – polski prawnik, nauczyciel akademicki, eseista, publicysta i autor książek o tematyce społeczno-politycznej. Działacz opozycji w PRL. Współzałożyciel Unii Polityki Realnej.

Wykładowca w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. /wikipedia/

Serdecznie pozdrawiam Mój Piękny Kraj nad Wisłą

Z poważaniem, autorka

 

* M. Ossowska, Podstawy nauki o moralności, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1994, s. 299

Czerwiec 26, 2013

„Układ zamknięty”

Na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Banku Pekao SA (12.06.2013) doszło do niezwykłego incydentu – przerwano obrady na godzinę, przerwano transmisję w internecie i po raz pierwszy w historii Walnych Zgromadzeń zarząd nie udzielił odpowiedzi na pytania akcjonariuszy!

Jerzy Bielewicz, finansista, prezes Stowarzyszenia „Przejrzysty Rynek”. Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

Projekt Chopin

Przedsiębiorcę można bezkarnie zniszczyć, tak jak bohaterów „Układu zamkniętego” czy producenta makaronów Malma. Z drugiej strony przedstawiciele władzy, prokuratorzy, sędziowie i urzędnicy państwowi, mimo oczywistych win lub zaniechań, śmieją się nam w twarz. Bo oni należą do układu zamkniętego, którego nie można tykać, ba, na samo wspomnienie o ich przewinach stajesz się „ścigany z urzędu”. Zawsze też znajdą medialne rzesze, które będą ich zawzięcie bronić.

Pomnikową postacią „układu zamkniętego” od lat pozostaje Jan Krzysztof Bielecki. Były prezes Banku Pekao SA, przyjaciel Tuska i obecny szef Rady Gospodarczej przy premierze. Wiem co mówię, bo siłę sprawczą układu zamkniętego poznałem z autopsji na własnej skórze. I nie chodzi o pojedynczą firmę, a o ich tysiące, klientów, również tych indywidualnych, Banku Pekao SA. Chodzi też o potencjalne działanie na szkodę Skarbu Państwa, które należałoby skontrolować pod kątem procederu prania brudnych pieniędzy i unikania zobowiązań podatkowych na terytorium RP.

W mediach ukazało się ostatnio szereg materiałów nt. Projektu Chopin:

Projekt Chopin we Włoszech – w Tv Republika
O Projekcie Chopin: wasze ulice nasze kamienice, czyli z ziemi polskiej do włoskiej – w Radiu Wnet
Przedstawiciele Bank Pekao SA boją się kamer – również a Radiu Wnet.

W związku z tym, by rozwiać wszelkie wątpliwości poczułem się w obowiązku opisać w prosty sposób Projekt Chopin, dzieląc go zgodnie z pierwotną intencją jego protoplasty pana Alessadro Profumo, byłego prezesa Unicredit, na część jawną i tajną.

Proste fakty

Każdy z przytoczonych niżej faktów, opisany w domenie publicznej, powinien wywołać sam w sobie automatyczną reakcję organów państwa, a jednak tak się nie stało. Zestawienie wszystkich razem składa się na porażający obraz bezsilności wobec prostackiego gwałtu na polskiej gospodarce. Tym właśnie jest Projekt Chopin. Znakiem arogancji i bezkarności „układu zamkniętego”.

Proste fakty z domeny publicznej:

1. 3 kwietnia 2006 roku Bank Pekao sprzedaje 75% udziałów w swojej spółce Pekao Development za 60 milionów złotych włoskiemu deweloperowi Pirelli (to treść oficjalnego komunikatu Pekao na GPW). 60 milionów złotych to jednoroczny zysk netto Pekao Development za 2006 rok! Znakomita dynamika zysku netto Pekao Development w latach poprzedzających sprzedaż spółki prowadzi do wycen metodą dochodową od 800 milionów nawet do 1,5 miliarda złotych w zależności od założeń. W tym samym czasie spółka z Grupy Banku Pekao wprowadza na giełdę Dom Development. Uzyskuje z giełdy kapitał równoważny wskaźnikowi cena/zysk na poziomie 25 razy. Jeśliby Pekao Development zostało upublicznione na GPW, tak jak Dom Development, Bank Pekao mógł uzyskać ze sprzedaży 75% udziałów w spółce aż 1 miliard 125 milionów złotych.

2. 4 października 2006 roku Pekao i Pirelli sprzedają z Pekao Development 5 najcenniejszych projektów deweloperskich do Pirelli (sam do siebie) i Cypress Grove International (do 2004 roku Soros Real Estate) za 240 milionów złotych (60 milionów euro), a więc czterokrotnie więcej niż kosztował Pirelli pakiet kontrolny w Pekao Development!

3. 4 października 2006 roku Pirelli ogłasza na giełdzie w Mediolanie, że wraz Cypress Grove International nabył 5 projektów deweloperskich, których wartość wycenił na 1 miliard 680 milionów złotych (420 milionów euro). Należy pamiętać, że wycena przedstawiona przez Pirelli w oficjalnym komunikacie, gdyby była zawyżona, mogłaby spowodować oskarżenia wobec Pirelli o manipulacje giełdowe i chęć podbicia ceny własnych akcji na giełdzie w Mediolanie.

Fakty zatajone przed Komisją Nadzoru Finansowego, akcjonariuszami Pekao i GPW:

1. 1 czerwca 2005 roku Pirelli i Unicredit, który kontroluje Bank Pekao, wystosowują do Banku Pekao ultymatywne „Porozumienie Chopin” o następującej treści: „my niżej podpisani proponujemy Bankowi długoterminową współpracę z Pirelli. (…) Jeśli zgadzacie się na warunki proponowanej współpracy, to podpiszcie mocą zarządu niniejszy dokument”. Zarząd Pekao podpisuje i od tego czasu Bank w praktyce oddaje prawa majątkowe do swoich nieruchomości i do kredytów klientów Banku zabezpieczonych na nieruchomościach.

2. 15 lutego 2006 roku Pekao i Pirelli podpisują przedwstępną umowę sprzedaży Pekao Development. Warunkiem sfinalizowania sprzedaży jest podpisanie przez strony umowy tzw. Umowy Wspólników na okres 25 lat, w której Bank Pekao oddaje na ten okres prawo wyłączności na zakup własnych nieruchomości Banku i trudnych kredytów klientów Banku zabezpieczonych na ich nieruchomościach. Gra idzie o lwią część rynku nieruchomości w Polsce!

3. 3 kwietnia 2006 roku Bank Pekao ogłasza w oficjalnym komunikacie, że sprzedał Pekao Development, nie informuje jednak, co tak naprawdę miało miejsce tego dnia. Zataja przed KNF i rynkiem publicznym, że właśnie tego dnia podpisał z Pirelli długoterminową Umowę Wspólników, podejmując wobec Pirelli zobowiązania warte, wg konserwatywnych szacunków, co najmniej 4 miliardy złotych. Zobowiązania te pozostają nieodnotowane (zatajone) przez wszystkie te lata od 2006 roku w sprawozdaniach finansowych Banku.

4. Na tydzień przed 3 kwietnia 2006 roku Unicredit wzywa Pirelli do zapłaty zobowiązania wysokości 585 milionów złotych (komunikat amerykańskiego Securities Exchange Commission). Unicredit zataja przed KNF i rynkiem publicznym w Polsce swoje powiązania kapitałowe z Pirelli i fakt zobowiązań finansowych Pirelli w stosunku do Unicredit.

5. 4 października 2006 roku, w dniu sprzedaży przez Pekao i Pirelli 5 projektów deweloperskich do Pirelli i Cypress Grove International (poprzednia nazwa: Soros Real Estate International), Pirelli spłaca swoje zobowiązanie wobec Pirelli wysokości 585 milionów euro! W mojej ocenie, jako finansisty, jest wielce prawdopodobne, że to Cypress Grove International dostarczył środków na spłatę długu Pirelli wobec Unicredit wysokości 585 milionów euro, o czym w wywiadzie dla Tv Republika.

Pranie brudnych pieniędzy

Proceder prania brudnych pieniędzy polega w tym przypadku na tym, że Pirelli i Unicredit regulują swoje wzajemne zobowiązania we Włoszech kosztem Banku Pekao SA, zmuszając go w 2005 i 2006 roku do podpisania w Polsce wielce niekorzystnych umów z Pirelli, w ramach których Bank Pekao oddaje za bezcen swoją spółkę deweloperską i wyzbywa się za darmo praw majątkowych do swoich aktyw, a w tym przypadku do nieruchomości będących w posiadaniu Grupy Kapitałowej Banku Pekao SA oraz do nieruchomości klientów Banku będącym zabezpieczeniem udzielonych im kredytów. Opisane wyżej transakcje we Włoszech i w Polsce, każda z osobna nie ma wytłumaczenia ekonomicznego. Dopiero rozpatrywane razem znajdują logiczne uzasadnienie. Nastąpił transfer kapitału z Polski do Włoch na skalę co najmniej 6 miliardów złotych i to tylko w 2006 roku. Cześć owego transferu jest udokumentowana świetnie w treści komunikatów publicznych, część zaś pozostaje zatajona przed KNF i rynkiem publicznym.
Projekt Chopin trwa nadal. Choćby, przejęte przez Pekao aktywa Banku BPH podlegają zapisom Umowy Wspólników! Sprzedającym wtedy był Unicredit, a kupującym zależny od niego i kontrolowany przez Unicredit Bank Pekao SA. Czy też transakcje sprzedaży dwóch portfeli trudnych kredytów przez Bank Pekao o nominalnej wartości ponad 1 miliarda złotych! Bo choć Pirelli nie jest w tym przypadku nabywcą to wg Umowy Wspólników, ma prawo wyznaczać nabywcę na trudne kredyty Banku Pekao SA!

Projekt Chopin trwa w Polsce również na niezamierzony wcześniej sposób. Jego protoplasta pan Alessandro Profumo reprezentuje dziś interes rosyjskiego Sberbanku:

http://wpolityce.pl/artykuly/52368-projekt-chopin-a-uklad-zamkniety-porazajacy-obraz-bezsilnosci-wobec-prostackiego-gwaltu-na-polskiej-gospodarce

Lipiec 18, 2011

Money, money, money, money, money…

Pieniądze stwarzają pozory poważania, a ich władza stawia każdego, kto je posiada ponad prawem zwykłych śmiertelników lub w roli twórcy prawa chroniącego tylko jego interesy: Daj mi władzę do tworzenia pieniędzy, a nie dbam kto tworzy prawa. [Mayer Amschel Rothschild, 1744-1812]

W 1694 roku grupa międzynarodowych bankierów pod przewodnictwem Williama Pattersona, reprezentująca tą  kapitalistyczną opcję  „otrzymała od króla Wilhelma pozwolenie działania jako bank w zamian za udzielenie pożyczki dla skarbu (administracji królewskiej) w wysokości 1 200 000 funtów – na lichwę 8 procent .” . Jak podaje D. Manifold, pożyczka ta była jednak obwarowana jeszcze jednym  warunkiem, bowiem Patterson i jego kompani zastrzegli się, w ten sposób: „Pożyczymy ci królu, 1 200 000 funtów w złocie na 8 % pod warunkiem, że dasz nam pozwolenie na wydanie tejże sumy w banknotach i pożyczanie jej na 8 % .”  [J.A.Cervera, Pajęczyna władzy, Wrocław, 1997, s. 42] W praktyce oznaczało to wyrażenie zgody na robienie pieniędzy z niczego i pożyczanie ich na wysoki procent…

Również w roku 1694 Wilhelm stanął na czele londyńskiej gałęzi wolnomularstwa, a wspomniany wyżej syndykat nazwał się wkrótce „Bankiem Angielskim” – „Bank of England”…

I tak zaczyna się historia największego oszustwa w dziejach świata

„Bank of England był pierwszą prywatną instytucją, której zadaniem było emitowanie pieniędzy dla całego narodu. Rząd usankcjonował bank będący własnością prywatną, który mógł kreować pieniądze z niczego. To był początek pierwszego, światowego, nowoczesnego, prywatnie posiadanego banku centralnego, banku Anglii. Chociaż oszukańczo nazwano go bankiem Anglii, żeby zwyczajna ludność myślała, że jest on częścią rządu. Ale w rzeczywistości on nią nie był. Tak więc legalizacja banku Anglii była niczym innym jak tylko zalegalizowaniem fałszerstwa narodowej waluty dla prywatnej korzyści. Niestety, dzisiaj prawie każde państwo posiada prywatnie kontrolowany bank centralny wzorowany na Banku Anglii jako podstawowym modelu. Krytycy naszego obecnego systemu monetarnego uważają rok 1694 za koniec okresu władzy sprawowanej przez rządy, a początkiem epoki władzy bankierów, którzy nie są wybierani przez ogół społeczeństwa i bardzo często nie są mu zupełnie znani.” 

W. Cobbett w „A history of Protestant Reformation”:  „Zabrałem się do czytania aktu Parlamentu z 1694 r., na mocy którego powstał Bank Angielski. Jego założyciele dobrze wiedzieli czego pragną. Ich plan polegał na stopniowym obciążeniu długami całego kraju, calej ziemi, wszystkich domów i wszelkiej własności, a nawet pracy wobec tych, którzy pożyczali pieniądze państwu – plan ten, przebiegły, zręczny, głęboki plan, spowodował coś, czego Świat nie widział nigdy przedtem – głód wśród bogactwa .” 

Wydaje się, że jeśli w XVII wieku wiedziano na czym polega banksterstwo, wiedza ta do dzisiaj rozwinęła się w sposób proporcjonalny do możliwości, jakie oferuje dzisiejsza gospodarka i została udoskonalona.

W 1943 r. do  Williama Godfreya, delegata Stolicy Apostolskiej w Wielkiej Brytanii, do arcybiskupów anglikańskich Canterbury, Yorku i Walii oraz innych przedstawicieli hierarchii Kościołów Wielkiej Brytanii został rozesłany list [D. Manifold, Fatima i wielki spisek, Poznań 2000, s. 38], który podpisały 32 najwybitniejsze osoby w życiu publicznym Anglii, jedna z nich był Frederick Soddy, doktor praw, członek Towarzystwa Królewskiego, laureat nagrody Nobla w dziedzinie chemii, autor takich prac jak Wealth, Virtual Wealth and Debt (Bogactwo, wirtualne bogactwo a zadłużenie), Money versus Man (Pieniądz kontra człowiek oraz Role of Money (Rola pieniądza).

W 9 punktach listu wyjaśniano funkcjonowanie banksterskiego systemu i wyrażano obawy do czego może taki stan rzeczy doprowadzić, zwracano się do JŚ z prośbą o zbadanie sprawy.

4. W panującym obecnie na świecie systemie finansowym pieniądze, z nielicznymi wyjątkami, tworzone są poprzez pożyczanie na procent przez „bankierów”, którzy sami nie pożyczają nic, ale w efekcie tworzą przymusowe opodatkowanie narodu przez nadanie pożyczkobiorcy możliwości kupna odpowiedniej ilości dóbr na rynku, które to dobra nie należą do nich, ani do pożyczkodawców, ale do społeczeństwa. Zysk z emisji nowych pieniędzy – czy to w papierach wartościowych, czy jakiejkolwiek innej formie kredytowej – należy do narodu, w którym istnieje, lub jest przyjęty jako środek płatniczy, a nie do tego kto ów środek płatniczy emituje. Tutaj leży podstawowa wada istniejącego systemu monetarnego.

9 … Jednak emisja oraz niszczenie pieniądza przez pożyczkodawcę nie jest usługą, ale bronią, która może być i została użyta w celu utrwalenia ubóstwa wśród obfitości, przez co jednostki i narody stają się bezsilne i bezbronne, i która może zostać sprowadzona do tego, by służyć szeroko zakrojonym planom całkowitego poddania rodzaju ludzkiego tyranii, wyzyskowi i władzom zła i ciemności .”

Światłe umysły swoich czasów, zdając sobie sprawę, do czego ów system prowadzi, miały na uwadze poddanie go resocjalizacji, z czego do tej pory nic nie wynikło, doprowadzając jedynie do jeszcze większego chaosu i wzmocnienia światowej lichwy.

Powołano w tym celu instytucje będące w istocie instrumentami kontrolowania ludzkości: Bank Światowy (World Bank), Bank Eksportu i Importu (Export-Import Bank), Międzynarodowy Fundusz Walutowy (International Monetary Fund)…

Założycielem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który powstał w 1944 roku w Bretton Woods, był komunistyczny szpieg Harry Dexter White. Wraz z nim do  tej instytucji weszli także inni jego koledzy „po fachu”: Frank Coe, Laughlin Currie, William Ullman, Nathan Silvermaster i Alger. [D. Manifold,  Fatima i wielki spisek, Poznań 2000, s. 35]

Maurice Allais, laureat nagrody Nobla – nazwał w 1988 roku globalny system finansowy, który znajduje się praktycznie w rękach prywatnych – „kasynem gospodarki światowej”. To, w co graja banki jest nieznaną nam fikcją: wielkość wymiany pieniężnej wyniosła w tym roku 420 miliardów dolarów, ale jedynie 12 miliardów dolarów miało pokrycie w dobrach materialnych. Dane Banku Rozrachunków Międzynarodowych z 1992 roku pokazują, że dzienny wpływ z wymiany osiągnął 1000 miliardów dolarów, co było sumą 20-krotnie większą od rzeczywistej wymiany dóbr. [H. Pająk, Bestie końca czasu, Lublin 2000, s. 384]

Ogromna ilość „pustej” waluty jest  dzisiaj  bardzo często narzędziem szantażu ekonomicznego, politycznego czy militarnego w stosunku do innych krajów, poprzez ich „zadłużanie” ze strony bankierów międzynarodowych. Odbywa się to nadal z wykorzystaniem tego samego mechanizmu lichwy, nazywanego niewinnie „pożyczką”. W istocie owa „pożyczka” jest  tylko zapisem w kredytowych rubrykach banków, które zawłaszczają sobie procenty za swoją zgodę na kupowanie przez pożyczkobiorcę potrzebnych dóbr i usług. Ponadto banki niejednokrotnie udzielają pożyczek na sumy, których nigdy nie posiadają, bowiem gdyby nagle kilkadziesiąt procent posiadaczy wkładów w tych bankach zażądało wypłaty gotówki, okazałoby się, że są one oszustami i bankrutami.

Kraje Ameryki Południowej – pod koniec 1980 roku były „zadłużone” na 243 miliardy dolarów; mimo spłacenia przez nie w następnych pięciu latach 321 mld usd odsetek, podstawa zadłużenia wzrosła w międzyczasie z 243 do 427 mld usd.

Polska – „zadłużona” w 1980 roku na 23,4 mld usd; w latach 1980-1989 spłaciła 18,2 mld  usd odsetek, ale dług wzrósł do 43,3 mld usd….

Przykłady mozna by mnożyć, ale nie chodzi os zczegółowe dane, ale o mechanizm tego baksterskiego procesu, w którym przestepstwo sankcjonuje system prawny a obywatel staje się przestepcą, jeśli nie spłaci w terminie raty….

„Obejmująca 26 hrabstw Irlandia z początku nie była obciążona żadnymi długami. Teraz zadłużona jest na 8 miliardów i każdy, od niemowlęcia do emeryta, jest w tej czy innej formie opodatkowany dlatego, że trzeba spłacić odsetki. Ostatnio stwierdzono, że ponad 80% wszystkich podatków dochodowych idzie na spłatę odsetek z naszego długu narodowego”.

 Jeszcze raz należy podkreślić, że w chwili  obecnej, praktycznie cały system światowych finansów znajduje się w rękach prywatnych, a wszelkie spłaty narodowych długów i odsetek idą właśnie na to konto.

Sir Josiah Stamp, prezes Banku Anglii, 1940 roku: „Bankowość została poczęta i zrodzona w  grzechu (…) Bankierzy są właścicielami ziemi. Zabierzcie im ją, ale zostawcie  prawo robienia pieniędzy, a jednym pociągnięciem pióra stworzą tyle pieniędzy, że będą mogli wykupić tą ziemię z powrotem (…) Zabierzcie im to prawo, a wszystkie wielkie fortuny, takie jak moja, znikną i powinny zniknąć, ponieważ wówczas nasz świat stanie się lepszy i szczęśliwszy (…) Ale jeśli nadal chcecie być niewolnikami bankierów i płacić za własne niewolnictwo, pozwólcie, aby bankierzy nadal robili pieniądze i kontrolowali kredyty.”

Graham Towers, prezes Central Bank od Canada (1934-1954), przed Rządową Komisją ds. Handlu i Bankowości: „Za każdym razem, gdy bank udziela pożyczki (lub dokonuje zakupu papierów wartościowych) tworzony jest nowy kredyt bankowy – nowe depozyty – nowe pieniądze. (…) Popełniamy często błąd, wierząc, że banki pożyczają pieniądze swoich deponentów. Wcale tego nie robią”.

Maurice Aillais, laureat Nagrody Nobla w Dziedzinie Nauk Ekonomicznych w roku 1988, pisze w swojej książce „Les conditions monetaires d’une economie de marche” – Warunki pieniężne gospodarki rynkowej: „Zasadniczo rzecz biorąc, tworzenie w obecnych czasach pieniędzy z niczego przez system bankowy jest identyczne, nie waham się tego stwierdzić, jak w przypadku tworzenia pieniędzy przez fałszerzy, powszechnie potępianego przez nasze prawo. W zasadzie, rezultat jest taki sam. Różnica polega tylko na tym, kto czerpie zyski”.

„Depozyty bankowe to pieniądze stworzone przez banki… Szacuje się, że 90% wszystkich transakcji handlowych i finansowych przeprowadza się przy użyciu czeków” [L’Economique – Ekonomia, McConnel, Pope i Julien, wydanie drugie, s. 302]. „Licencjonowane banki mają dwie zasadnicze funkcje. Przyjmują depozyty spółek i osób prywatnych i udzielają pożyczek zwiększając w ten sposób podaż pieniądza” [op. cit. s. 307]. …(banki) tworzą pieniądze zwiększając ilość kredytów bankowych, to jest udzielając pożyczek instytucjom i osobom prywatnym… spróbujmy sobie teraz uświadomić, że ta władza zwiększania lub zmniejszania masy pieniądza czyni bank najsilniejszą instytucją finansową systemu” [op. cit. s. 308].

Źródło: Leopold Soucy, Fałszerze pieniędzy, WERS, Poznań 1999

Błędem jest przypuszczenie, że kredyt bankowy jest tworzony w istotnej części przez wkłady bankowe. Środkiem płatniczym są długi wobec banku, stanowiące pieniądz kredytowy. Stanowi on czysty przyrost ilości środków płatniczych w społeczeństwie. [Encyklopedia Britanica, wyd. 14, pod hasłem Bankowość i kredyt, tom 3, s. 48]

Profesor Soddy, fizyk z uniwersytetu Oxford: Czy w naszych czasach niewiary w cuda w świecie fizycznym, można by znaleźć większy dziwoląg od tych instytucji, które jakoby pożyczają pieniądze, lecz ich nie pożyczają, ale je tworzą? A gdy się je im zwraca – unicestwiają je? Którym udało się zrealizować tym samym niemożliwy fizyczny cud, aby nie tylko dostać coś za nic, ale ponadto otrzymywać z tego tytułu niekończące się odsetki?

Philip A. Benson, Prezes American Banker’s Association (Amerykańskie Stowarzyszenie Bankierów), w przemówieniu w Milvaukee, 8 lipca 1939 roku: Nie ma bardziej bezpośredniej drogi do zawładnięcia narodem niż poprzez jego system kredytowy.

William Jennings Bryan: Władza pieniądza potępia, jako wrogów publicznych, wszystkich, którzy kwestionują jej me­tody lub rzucają światło na jej zbrodnie

Prezy­dent USA James A. Garfield: Ktoś, kto kontroluje ilość pieniędzy w kraju jest absolutnym panem ca­łego przemysłu i handlu.

Henry Ford, producent samochodów: Jeżeli ludzie w kraju rozumieliby naszą bankowość i system monetarny, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem wybuchłaby rewo­lucja.

Lekarstwem, niekoniecznie jedynym, jest wprowadzenie Kredytu Społecznego. To system, który badał szkocki inżynier, ekonomista, major C. Douglas, który opisał w książce Od długu do dobrobytu. Rząd tworzyłby samodzielnie pieniądze na potrzeby własne oraz obywateli. W obiegu byłoby dokładnie tyle pieniędzy, ile w danej chwili wynosi wartość dóbr, pieniądz z pokryciem! Każdy obywatel (przez całe swoje życie) otrzymywałby comiesiączną dywidendę, której wysokość byłaby uzależniona od PKB, dlatego iż jest „akcjonariuszem” swojego państwa. [Globalne oszustwo i drogi wyjścia, William Jennings Bryan; Dlaczego wciąż brak nam pieniędzy, Colin Barclay-Smith]

Jak uzdrowić świat…

Dziewięć istotnych propozycji

Po dwudziestu pięciu latach poważnych badań problemów monetarnych i finansowych naszej ery, Monetarny Research Institute (Instytut Badań Monetarnych) wysuwa następujące propozycje, które mogłyby stanowić podstawę do badań dla pozapartyjnej komisji, zgodnie z propozycjami Winstona Churchilla.

1 Aby Narodowa Władza Monetarna, odpowiedzialna przed Parlamentem, została ustanowiona w celu:

A): Kontroli polityki Banku Rezerw i banków handlowych

B): Powiązania całkowitej emisji pieniądza w każdym roku z całkowitą zdolnością produkcyjną dóbr inwestycyjnych, konsumpcyjnych i usług.

2 Aby Narodowa Władza Monetarna, posługując się Bankiem Rezerw jako swym instrumentem, dostarczała Rządowi Federalnemu i Rządom Stanowym oraz władzom lokalnym, środków finansowych potrzebnych na ich przedsięwzięcia inwestycyjne BEZ OPROCENTOWANIA I ZADŁUŻENIA.

3 Aby Narodowa Władza Monetarna wprowadziła zasadę obciążania Narodowego Bilansu kosztami wszystkich narodowych przedsięwzięć inwestycyjnych, lecz zarazem kredytowania go wartością aktywów wszystkich tych przedsięwzięć.

(Obecnie ludność jest obciążana kosztami wszystkich robót publicznych poprzez zwiększenie długu narodowego. LECZ NIGDY NIE ZALICZA SIĘ JEJ NA KREDYT ODPOWIEDNICH AKTYWÓW. Przy tego rodzaju wypaczonej polityce księgowania żadne przedsiębiorstwo nie mogłoby być na dłuższą metę rentowne).

4 Aby pożyczki publiczne były UMARZANE, a nie ODNAWIANE – w dniu ich płatności; aby umorzenie było gwarantowane przez Związkowy Bank Rezerw.

5 Aby podatek dochodowy był redukowany w wymiarze jednolitej stawki 5% rocznie. Aby rezultaty tego były oceniane pod koniec każdej pięciolatki i aby redukcja ta była kontynuowana progresywnie, JEŚLI NARODOWA GOSPODARKA BĘDZIE REAGOWAŁA W SPOSÓB ZADOWALAJĄCY, aż do momentu, gdy opodatkowanie zmniejszy się o 50%.

6 Aby szczególnie uciążliwe opodatkowania – by nie nazywać je bardziej dosadnie! – takie jak podatek obrotowy i podatek od wynagrodzeń – były stopniowo redukowane w ciągu pięciu lat, a następnie zniesione całkowicie.

7 Aby żadnemu bankowi handlowemu nie było dozwolone dyskontowanie Weksli Skarbowych. Należy faktycznie zaniechać dalszego prowadzenia operacji finansowych z użyciem Weksli Skarbowych jako narzędzia oraz symbolu kontynuacji zadłużenia narodowego.

8 Aby normy przekraczania konta zostały ograniczone do kosztu obsługi długu, dając bankom normalną marżę zysku, lecz znacznie ograniczając ich władzę, szczególnie nad rządem i w ogólności nad narodem.

9 Aby polityka subwencjonowania cen z czasów wojny została ponowiona, lecz z tą istotną różnicą, ażeby te subwencje były pokrywane z narodowego konta kredytowego, a nie kosztem zwiększonych podatków.

… i dlaczego to niemożliwe?

Kluczem jest despotyzm przyzwyczajenia…

W ciągu całej historii człowiek wykazywał dziwną niechęć wobec nowych idei, niezależnie od stopnia ich wykonalności.

Gdy w Anglii konstruowano pierwszy statek ze stalowym kadłubem, opinia publiczna była przekonana, że utonie jak kamień i ośmieszała ten przemysł.

Marconi bezskutecznie proponował wynalazek telegrafu bez drutu kolejno różnym armatorom. (…)

Zanim dr Simpson odkrył chloroform, operacje i amputacje przeprowadzano bez znieczulenia, na jęczącym pacjencie, przytrzymywanym siłą, aż do błogosławionej utraty przytomności. (…) Musiało upłynąć trzydzieści lat zanim środki znieczulające zostały powszechnie przyjęte przez sfery lekarskie i opinię publiczną.

Sir William Harvey, odkrywca zasady krążenia krwi, opóźnił publikację swych wyników o 12 lat, ponieważ, jak powiedział: „Boję się nie tylko tego, że nieliczni będą mi szkodzić z zawiści, lecz drżę, abym nie naraził się całej ludzkości”.

Były to słowa prorocze, ponieważ – gdy odkrycie zostało opublikowane – „pewni autorzy obrzucili mnie zniewagami i zarzucili mi zbrodnię, że ośmieliłem się odejść od nauk i opinii wszystkich anatomów”. (…) John Aubray napisał w swej biografii Harvey’a: „Jego odkrycie zadało zdecydowany cios jego powodzeniu zawodowemu. Rozpowszechnił się pogląd, że jest niepoczytalny i miał przeciw sobie wszystkich lekarzy”.

Gdy Villemain ogłosił w 1869 r., że gruźlica jest chorobą swoistą, „potraktowano go niemal jak burzyciela medycznego porządku”.

Po odkryciu promieni rentgenowskich, powstały brygady moralności, dla przeciwstawienia się tego rodzaju zamachom na przyzwoitość i intymność. Pewna firma londyńska zrobiła niezły interes sprzedając kobietom rentgeno-odporną bieliznę!

Sir Patrick Manson, który odkrył, że przyczyną malarii – w swoim czasie jednej z chorób o największej śmiertelności – są komary, został wyśmiany przez współczesny mu światek medyczny; nadawano mu pogardliwy przydomek „Manson od Komarów”. Ludzie ci nie chcieli uwierzyć, że malaria mogłaby mieć tak proste wyjaśnienie.

(…)

Jak zauważył angielski eseista Walter Bagehot: „Nie ma większego bólu niż ten, który towarzyszy narodzinom nowej idei”.

William Jennings Bryan, Globalne oszustwo i drogi wyjścia

http://ojceimatki.republika.pl/mono/teksty/teksty_nps_8pieniadze.htm

William Jennings Bryan: Władza pieniądza grabi naród w czasach pokoju, a spiskuje przeciw niemu – gdy piętrzą się przeciwności. Jest bardziej despotyczna od monarchii, bardziej zuchwała niż dyktatura, bardziej egoistyczna niż biurokracja. Każdego, kto kwestionuje jej metody lub rzuca światło na jej zbrodnie, ogłasza jako wroga społeczeństwa. Obalić ją może tylko rozbudzona świadomość narodu.

Bliżej współczesności

2008

Były makler Societe Generale opowiada, jak oszukiwał

– Chciałem dostać roczną premię 600 tys. euro, a zaproponowano mi tylko 300 tys. euro – skarży się sprawca bankowego skandalu stulecia 31-letni makler Jerome Kerviel. Aby odegrać się na „skąpej” placówce, zaczął ją oszukiwać. Z rozbrająjącą szczerością dodaje, że jego oszustwa były bardzo łatwe do wykrycia. Kerviel obracał 50 miliardami euro. W wyniku przeprowadzonych przez niego inwestycji w ryzykowne kredyty hipoteczne, bank stracił prawie 5 miliardów euro. Oszust pochwalił się szczegółami swoich poczynań na łamach francuskiej prasy. (…)

mkg 31.01.2008 /PAP, RMF

http://www.tvn24.pl/12692,1537200,0,1,przekrety-w-banku-to-latwizna,wiadomosc.html

2009

Rewolwer dla bankiera, Danuta Walewska

Powód, dla którego bankierzy Goldmana Sachsa poczuli się zagrożeni jest prosty: w czasach, kiedy Amerykanie borykają się ze skutkami kryzysu, ich pracodawca poinformował o zamiarze wypłacenia 20 mld dolarów w formie bonusów dla pracowników. Średnio każdy z pracowników otrzyma ok 750 tys. dol., prezes banku Lloyd Blankfein otrzyma 68,5 mln dol. Akcjonariusze, którzy otrzymają odpowiednio mniejszą dywidendę są oburzeni. Ale zaszokowana jest przede wszystkim opinia publiczna, a prasa pisze o bankierach z GS, jako o „wampirach, tłustych kocurach, krwiopijcach” Goldman Sachs zmieniany jest w niektórych tekstach na Gold Sacks (worki złota). (…)

http://www.rp.pl/artykul/402066_Rewolwer_dla_bankiera.html

2010

W słonecznej Californii spotykam jesienią pewnego naukowca polskiego pochodzenia, którego latorośl (przybyła do USA w wieku około kilku lat) z ukończonym Yale, pracuje w NY na Wall Street. Oczekiwał właśnie sześciocyfrowej premii – 100 000 najmniej, a 999 999 najwięcej, by wresszcie zamknąć swoją karierę i zacząć żyć… Założyć rodzinę, kupić dom i uczestniczyć w podziale tortu. Interes, w którym partycypował, nie powiódł się jednak i premii nie otrzymał. Pojawiła się frustracja. Informacje przekazywane są jakby pokątnie i z niejakim wstydem, naukowiec mówi o tym bardzo niechętnie i nie zdradza zbyt wielu szczegółów. Duma z Yale pokrywa się mgiełką zażenowania dla kogoś, kto występuje w roki rekina pożerającego drobne nierentowne przedsiębiorstwa, a ja czuję, że oglądam Wall Street 2011. Pieniądz nie śpi. I nie mam wątpliwości co do tego, że senariusz nie jest fikcją.

%d blogerów lubi to: