Na pewno Dzieło Boga?

W artykule nie ma nic, co byłoby wyssane z mojego małego palca, informacje tutaj podane są oficjalnie dostępne, ja je tylko zebrałam, żeby cokolwiek z tego zrozumieć i spróbować uporządkować nieporządkowalne, co w ostatnim czasie stało się moją obsesją.

Źródła: internet sieć – artykuły i wikipedia, internet Youtube – filmy, m.in. „Opus Dei – utajniona krucjata”, zrealizowany przez Valparaiso Productions przy współpracy z Planéte TV5Monde (http://www.youtube.com/watch?v=XV0t8wciuHs&feature=related), audycja radiowa, Matthias Mettner, „Katolicka Mafia”, Wydawnictwo Interart 1995 .

fot. internet

O Opus Dei krążą legendy. Niezbyt pochlebnie recenzowana organizacja kościelna, przedstawiona w kiepskim świetle przez Dana Browna w „Kodzie Leonarda da Vinci”, w której, według obserwatorów, nie do końca dzieje się tak, jak powinno. Jej nazwę wymawia się szeptem, rozglądając się dookoła w obawie, żeby nie usłyszał przypadkiem ktoś niepowołany.

We współczesnym świecie istnienie podobnych stowarzyszeń wraz z pogłoskami o ich praktykach, wkłada się do jednego worka – teorii spiskowych. Nie mówi się o tym serio, traktując temat jak wyssany z palca, a wyciekające od czasu do czasu informacje o nieprawidłowościach w działalności są komentowane z przmrużeniem oka. Jeśli coś jest tajne, tym bardziej, jeśli ściśle tajne, w ogóle nie traktuje się tematu poważnie, a rozmówców odsądza od zdrowych zmysłów. Ale Opus Dei jest przecież jawne. Na oficjalnej stronie internetowej można znaleźć wszelkie potrzebne wiadomości, żeby rozwiać jakiekolwiek wątpliwości czy pogłoski rozsiewane przez sensatów, denikenów czy innych świrów, którzy wszędzie doszukują się drugiego dna.

Opus Dei jest prałaturą personalną Kościoła Katolickiego, założoną w 1928 r. przez świętego Josemarię Escrivá. Jej zadanie polega na przekazywaniu innym, że praca i zwykłe okoliczności są okazją do spotkania z Bogiem, do służenia innym i do poprawy społeczeństwa. Opus Dei współpracuje z kościołami lokalnymi, oferując środki formacji chrześcijańskiej (zajęcia, rekolekcje, opieka duchowa), z myślą o osobach, które chcą odnowić swoje życie duchowe i apostolstwo. [http://www.opusdei.pl/sec.php?s=531]

No przecież nic strasznego, powiedziałby ktoś, nie zagłębiając się w temat, otwarta rzeczowa strona z takimiż informacjami. Więc o co tyle hałasu? Problem z jasnością, rzeczowością i klarownością tematu zaczyna się wtedy, kiedy zaczniemy zadawać pytania i analizować poszczególne składniki. Okaże się wtedy, że odpowiedzi mogą być szokujące i nie do przyjęcia dla kogokolwiek przy zdrowych zmysłach i z resztkami choćby zdrowego rozsądku.

Kim był św. Josemaría Escrivá de Balaguer y Albás (1902-1975), co to jest prałatura personalna, co oznacza służenie innym, poprawa społeczeństwa i opieka duchowa i wreszcie po co zakładać i hołubić jakąś organizację skoro istnieje Kościół i zakony do wyboru.

Postaram się poszukać odpowiedzi na te pytania, aczkolwiek dość pobieżnie, postaram się też zachować w dociekaniach obiektywizm i z rozsądkiem traktować źródła, dzięki którym z czystej ciekawości, uzyskałam informacje. Nie będzie to dogłębna analiza, należałoby bowiem, uwzględniając wszystkie wątki, poświęcić tematowi co namniej naukową dysertację. Sądzę także, że nic nie uchroni mnie przed postawieniem kolejnych pytań, które z braku źródeł,  będa musiały pozostać w sferze domysłów i bez odpowiedzi.

Walka o wpływy, czyli co zrobił papież?

W książce „Byłem w Opus Dei”, autor Bruno Devos, członek Opus Dei przez 13 lat, podejmuje krytykę tej organizacji w obronie uniwersalnych i humanistycznych praw człowieka. Dlaczego? Ponieważ spotykamy w niej Opus Dei jako spadkobiercę nacjonalizmu, totalitaryzmu i kultu przemocy. Organizacja wydaje się wręcz rozsiewać herezje w obliczu nauk Kościoła, bezwzględnie prowadzi „pranie mózgów” swoich członków na wzór sekty, pozbawiając ich własnego ja, jakichkolwiek duchowych lubi emocjonalnych potrzeb, co staje się tym łatwiejsze, że rekrutacja przebiega głównie wśród młodzieży.

Należałoby więc sobie zadać pytanie, dlaczego papież Jan Paweł II kanonizował i beatyfikował jej założyciela Josemaríę Escrivá, który otwarcie głosił zasadę, iż „Kompromisowa ustępliwość oznacza niewątpliwie brak zasad”, leczył się przez 10 miesięcy w zakładzie psychiatrycznym (?) i już w latach 40. został postawiony przed Trybunałem do Ścigania Masonerii, gdzie oskarżono go właśnie o… herezję i spiskowanie przeciw Kościołowi. Ówczesny generał jezuitów Włodzimierz Ledóchowski, powiedział wówczas: „Są tam przejawy ukrytych tendencji zdobywania świata w formie chrześcijańskiej masonerii”. Prawdopodobnie tak właśnie było lub jest nadal. Josemaría Escrivá nie należy bowiem do jasnych postaci Kościoła, jawi się raczej jako diaboliczny twórca współczesnego dobrowolnego „zombielandu”.

W jednej z wypowiedzi Jana Pawła II o Opus Dei czytamy: „Kościół z wielką nadzieją kieruje swoją macierzyńską troskę i myśl na Opus Dei, które, pod wpływem natchnienia Bożego, założył w Madrycie w dniu 2 października 1928 roku Sługa Boży Josemaría Escrivá de Balaguer, aby się stało mocnym i skutecznym narzędziem zbawczego posłannictwa Kościoła dla życia świata”. /28 listopada 1982, Rzym/

Troska macierzyńska jak wiadomo jest bardziej pobłażliwa i miłująca niż ojcowska, a słowa „mocne i skuteczne narzędzie” brzmią co najmniej dwuznacznie i zbyt sugestywnie, tym bardziej że historycznie rzecz biorąc, posłannictwo Kościoła odciskało się niejednokrotnie w świecie zgoła mało boskimi sposobami.

W 1947 r. Opus Dei uzyskało status instytutu świeckiego. Wielokrotnie podkreślano po stronie OD, że ta forma nie była właściwa i traktowano ją jako przejściową, jak się wydaje z perspektywy, głównie z powodu chęci osiągnięcia większych wpływów na życie kościelne i świeckie. Wkrótce po Soborze Watykańskim II, otwartym 11 października 1962 r. przez papieża Jana XXIII, a zakończonym 8 grudnia 1965 r. przez papieża Pawła VI, na którym wprowadzono prałaturę personalną, jako nową formę organizacyjną, Opus Dei rozpoczęło starania mające na celu przyznanie jej tego statusu. Papież Paweł VI jednak odmówił, uznając, że cele, jakie wytycza sobie OD, można realizować w formie obecnej, podporządkowanej władzom diecezjalnym na szczeblach lokalnych. Papież ten wstrzymał więc rozwój OD.

Sytuacja uległa zmianie 28 listopada 1982 r., kiedy Jan Paweł II erygował Opus Dei jako prałaturę personalną w Konstytucji Ut sit. Mianował w niej księdza prałata Álvaro del Portillo prałatem Opus Dei. Obecnie, od 1994 r., funkcję tę sprawuje bp Javier Echevarria (ur. w Madrycie, 1932 r.). Od tego czasu kariera kościelna OD przybrała zawrotne tempo.

Prałatura personalna stanowi biskupstwo oparte na zasadzie personalnej, a nie terytorialnej. Jest wyjęta spod jurysdykcji lokalnej biurokracji kościelnej i podlega bezpośrednio papieżowi za pośrednictwem kongregacji ds. biskupów. Absurd polega na tym, że organizacja świecka zrzesza zarówno osoby świeckie jak i szeregowych duchownych i składa wyjaśnienia papieżowi za pośrednictwem kongregacji zajmującej się sprawami biskupów, czyli wyższych hierarchów Kościoła katolickiego.

Historycznie i strukturalnie rzecz ujmując, Opus Dei miało być organizacją skupiającą ludzi świeckich, zajmującą się duszpasterstwem, apostolstwem i uzyskiwaniem świętości w życiu codziennym poprzez pracę. Josemaría Escrivá głosił: „Praca jest nie tylko jedną z najwyższych wartości ludzkich i środkiem, dzięki któremu ludzie winni przyczyniać się do postępu społeczeństwa; ale również drogą ku świętości”. Tak się jednak nie stało. Opus Dei rozrosło się od czasów lat czterdziestych i osiągnęło status potęgi, o której tylko nieliczni mają niejakie pojęcie.

Kwintesencja „ośmiornicy”

Współcześnie Opus Dei nazywa się Nowymi Jezuitami, to duchowe „zbrojne” ramię papieża pilnujące spraw Kościoła. A więc żołnierze. Walczą z opozycją, pilnują porządku i chronią Kościół. Przed czym lub przed kim?

Opus Dei liczy obecnie 90.000 członków w 80 krajach świata z czego 21 należy do Unii Europejskiej i jest najpotężniejszym ugrupowaniem katolickich integrystów. Afryka: 1800 członków, Azja i Oceania: 4800, Ameryka: 29.400, Europa: 49. 000. [http://www.opusdei.pl/art.php?p=12315]

Posiada własne banki, ale ekonomicznie ukrywa się za gęstą siecią fundacji i  anonimowych spółek. Bardzo nie lubi być widoczne i często jego udział w jakimś przedsięwzięciu sygnalizują drobne literki na końcu dokumentu, których i tak nikt nie czyta. Unika prezentowaia swojej nazwy w nazwach prowadzonych przez siebie ośrodków. Jest właścicielem koncernu, biurowca Murray Hill Place w NY, (działka kosztowała 5,3 mln dolarów, a koszt budowy siedziby prałatury wyniósł 69,125 mln USD [http://www.miasta-usa.art.opole.pl/murray_hill_place.php], ma także własne akademiki, domy, rezydencje, ośrodki formacyjne, a nawet wyspę na Karaibach (?).

Siedziba prałatury, Murray Hill Place, NY, fot. internet

Choć Josemaría Escrivá początkowo głosił, że „nigdy nie będziemy posiadali uniwersytetów: będziemy wchodzić w istniejące, aby je przemieniać od wewnątrz”, obecnie Opus Dei posiada na całym świecie: 15 uniwersytetów (80.000 studentów), 7 szpitali (1000 lekarzy, 1500 pielęgniarek i 300.000 pacjentów), 11 szkół biznesowych, 267 szkół podstawowych, gimnazjów lub średnich (125.000 uczniów), 97 szkół zawodowych (13.000 uczniów), 166 akademików (6.000 mieszkańców). W tej statystyce brakuje liczby żłobków i przedszkoli, bo Opus Dei prowadzi ich coraz więcej. [http://www.opus-info.org/index.php?title=Ewolucja_Opus_Dei]

 Efekt bez proszku zombie, czyli Arbeit macht heilig

Najciekawszą jednak z głoszonych przez Josemaríę Escrivá tez jest nie ta o pracy i świętości, lub braku zasad, ale ta o pozostaniu w tym samym miejscu, o czym tak pisze w swojej pracy „Droga”: „Ludzie tak bardzo chcieliby zmienić miejsce. Co by się działo, gdyby każda kość, każdy mięsień w ludzkim ciele usilowały zająć inne miejsce niż to, które zostało im wyznaczone? Stąd biorą się zaburzenia na świecie. Zostań na swoim miejscu synu, a będziesz mógł dobrze pracować na rzecz Królestwa Bożego”.

Sformułowanie tej neofeudalnej i dość niefortunnej tezy jest wielce wygodne i użyteczne dla struktur Opus Dei, gdzie jedni ludzie potrzebni są do obsługi innych. Wyraźny podział na lepszych i gorszych króluje we współczesnej organizacji w świetle nauk założyciela, ale uwaga, nie dotyczy wszystkich. Nie dotyczy na przykład wybrańców, inteligentnych i odpowiednio podatnych na indoktrynację studentów, którym organizacja oferuje pomoc w kształceniu w zamian za późniejszą działalność na rzecz OD, głównie biznesową, prawną czy polityczną. Schemat znany nam doskonale z Ojca Chrzestnego. Jakież to mądre!  Członkowie dzielą się więc na numerariuszy, supernumerariuszy i przyłączonych. Numerariusze i przyłączeni (odpowiednio także numerarie i przyłączone – kobiety dołączyły do ugrupowania w roku 1930 jako posługaczki) żyją w celibacie (w tym także kapłani). Supernumerariusze i supernumerarie (ok. 70% członków) mogą założyć rodzinę. Wszyscy członkowie Opus Dei, z wyjątkiem ok. 2% księży, są osobami świeckimi. Najniższy status mają kobiety –  numerarie i przyłączone. Wywodzą się niejdnokrotnie z ubogich rodzin i pracują jako darmowa służba a zarobione pieniądze oddają organizacji.

Monica Pereira zaczęła pracować jako służąca w rezydencji supernumerariuszy w wieku 18 lat. Po ukończeniu liceum chciała się dalej uczyć, ale w domu bylo sześcioro małych dzieci i nie pozwolono jej nadal się kształcić, kazano zaczekać, aż dzieci podrosną. Dzieci rosły a Monica czekała, przypominała swoim chlebodawcom o nauce, ciągle słysząc tę samą odmowną odpowiedź. Wreszcie nadszedł wielki dzień. Zezwolono jej na naukę i wysłano do ośrodka kształcenia OD, gdzie nauczyła się… robić pyszne ciasta, torty, kochać pracę, rodzinę (tę zatrudniającą, a nie swoją własną) i Boga.

Święta Rodzina

Jeżeli masz powołanie do rodziny to nie ma kariery i odwrotnie – to realizacja zadania wyznaczonego przez Boga. Mężczyzna przygotowuje się do zrobienia kariery we współczesnym świecie, a kobieta spełnia wyłącznie funkcję podrzędną.

W wewnętrznej strukturze i ideologii Opus Dei wyraźnie mamy do czynienia z seksizmem. Seksizm — władza mężczyzn nad kobietami ze względu na płeć — przejawia się w upośledzaniu i dyskryminacji kobiet w Opus Dei. Funkcje kierownicze to „męska sprawa”. Rolę decydującą odgrywają księża. Sprzątanie, pranie i gotowanie — to najwyraźniej główne funkcje, jakie w domach Opus Dei wolno spełniać wyłącznie członkom płci żeńskiej. Opus Dei uosabia apoteozę dawnej kultowej dominacji mężczyzny. Piśmiennictwo i zbiór zasad Opus Dei pełne są dowodów męskiego szowinizmu, zwrotów z języka wojskowego i wojowniczych metafor. Nawet w architekturze siedzib Opus Dei (oddzielne klatki schodowe, zamknięte drzwi) przejawia się pewien rodzaj płciowego apartheidu, w którym psychologia społeczna upatruje mechanizmów lękowo-obronnych wobec kobiety, rozwiniętych do skrajnej postaci wśród żyjącego w celibacie duchowieństwa i członków płci męskiej. [Matthias Mettner, Katolicka Mafia, Interart 1995, s. 7]

Josemaría Escrivá mawiał, że matka osiąga świętość po urodzeniu ósmego dziecka, rozmnażanie jest obowiązkiem i krokiem do świętości, tworzenie armii Chrystusowej to zadanie odpowiedzialne, tym bardziej, że według nauk OD kobieta musi rodzić w bólach z powodu grzechu pierworodnego.

W wieku 6 lat dzieci członków zaczynają uczęszczać do placówek szkoleniowych OD, gdzie odpowiednie kierownictwo duchowe rozpoczyna musztrę boskiego żołnierza. Syn ma obowiązek kochać ojca, bo jest on przedstawicielem Boga na ziemi! Mają więc szczęście te dzieci, które urodziły się w rodzinach supernumerariuszy, inne odcięto bowiem boskim mieczem od swoich matek i ojców.

Nie do końca jest prawdą, że aby przystąpić na stałe do OD trzeba mie ukończone 23 lata. Według Codex luris Particularis Operis Dei (Kodeksu prawa partykularnego Opus Dei) — statutów udostępnionych publicznie w 1982 roku — kandydat moze mieć lat szesnaście i pół i może prosić o admissio, czyli zwykłe dopuszczenie. W innym, wewnętrznym, ale dotychczas utajnionym dokumencie, Vademecum de los Consejos Locales, czytamy: „Kto w wieku lat co najmniej czternastu i pół składa wniosek o admissio (…)”. Czy czternastolatek może już mieć taką wiedzę i tak rozróżniać swoje potrzeby, by składać wniosek o przyjęcie do OD? Nie wydaje się bardziej właściwe, żeby chodził w tym wieku po prostu do szkoły, a popołudniami sklejał modele samolotów czy żaglowców? Organizacja sama potwierdza tutaj fakt, że stosuje dość dziwne meotdy. Oczywiście najistotniejsze jest to, ze aspirant pod względem prawnym nie należy do Dzieła, więc nie ma praw i obowiązków  członków, ale nie może mieszkać z rodziną! A to już chyba jest łamanie konstytucji?

Alvaro del Portillo w słowach „Jest wyraźnym życzeniem prałatury, by jej wierni zawsze wzrastali w miłości do swoich rodziców” stwierdził, że Opus Dei to organizacja przyjazna rodzinie, ale w tym świetle i wobec poprzednich cytatów związanych z wiekiem aspirantów zupełnie niezrozumiały i wyglądający na pieśń szaleńca jest wywód Escrivy: „Narzekasz w głębi duszy, że traktują cię zbyt ostro, zwłaszcza w porównaniu ze stosunkiem do ciebie w twoim domu. Wobec tego przytaczam ci tu urywek listu pewnego lekarza wojskowego: Przy łożu chorego albo zimna i badawcza postawa uczciwego fachowca, pożyteczna dla pacjenta, albo hałaśliwy lament rodziny. I cóż by się działo w czasie bitwy, na punkcie opatrunkowym, gdy ranni napływają jeden za drugim i jest ich coraz więcej, bo nie ma sposobności na dostatecznie szybką ich ewakuację; co by się działo, gdyby przy każdych noszach znalazła się rodzina? To już chyba pozostawałoby jedno — przejść na stronę nieprzyjaciela„. [Matthias Mettner, Katolicka Mafia, Interart 1995, s. 25-26]

W swoich pismach i zbiorze zasad Opus Dei nie wspomina o prawach konstytucyjnych i prawach człowieka.

Kobieta niższej kategorii

Żenująco niski status kobiet w organizacji zgadza się z polityką Kościoła, który nadal uznaje jej rolę jedynie jako matki, sprzątaczki i posługaczki bez prawa głosu. Opus Dei posiada rozsiane na całym świecie szkoły gastronomiczne i hotelarskie, gdzie m.in. mogą kształcić się kobiety. Kształcenie dobrych pracowników i głoszenie uświęcającej wartości codziennej pracy, powtarzane w OD do znudzenia, ma przygotować do nowych obowiązków osobę pokorną, cichą i posłuszną a indoktrynacja prowadzi do pozbawienia jednostkę nawet własnego sumienia. Wykłady w jednej ze szkół dla kobiet mają na przykład taki charakter: „Dlaczego ważne jest kształtowanie sumień? Bo jeśli moje sumienie jest nieukształtowane, mogę postępować, jak chcę. I wpaść w pułapkę realtywizmu. Uznać, że wszystko jest tyle samo warte i wszystko jest dozwolone. Sumienie kształtuje się po to, żeby nie popaść w ten błąd. Jest to wiedza praktyczna, bo oparta na normie, tak więc osąd sumienia nie jest czymś autonomicznym, musi być kształtowany. Sumienie nie tworzy normy, ono ją tylko stosuje. Dla ludzi pozbawionych wiary normę może określić dowolny autorytet, ale najwyższy autorytet płynie z góry. Bo czy nam się to podoba, czy nie, nici naszego życia trzyma w ręku Bóg. Sumienie reaguje właściwie, gdy pozostaje w zgodzie z obiektywną normą moralną nadaną przez kogo? Przez Boga.” [transkrypcja z filmu]

W Warszawie Opus Dei zorganizowało seminarium na temat prawa naturalnego tylko dla mężczyzn. Zakazano wstępu studentkom i zaproponowano im w tym czasie atrakcyjne zajęcia z… szydełkowania i gotowania. Władze uczelni wyjaśniły oburzonym kobietom, że organizator seminarium, ma prawo wydać taki zakaz.

Nabór, indoktrynacja, tajemnica

Opus Dei kieruje swoją ofertę przeważnie do młodych ludzi, studentów, głównie z zamożnych rodzin lub obdarzonych wyjątkowymi uzdolnieniami. Członek OD wybiera np. z grona znajomych kogos kto go intresuje i rozpoczyna wchłanianie. Może to oznaczać miłą rozmowę badającą intelekt, potencjał danej osoby, to, co sobą reprezentuje… Takich rozmów odbywa się zazwyczaj wiele. Kandydat musi być dobrze poznany i rozpoznany. Bywają też wypady na piwo, zaproszenia na imprezy… Potem przychodzi czas na zaproszenie na rozmowę z „fajnymi ludźmi” do ośrodka, w dalszym ciągu odbywa się rozmowa ze spowiednikiem, który ocenia i akceptuje kandydata bądź nie. Ta „spowiedź” jest także formą miłej rozmowy o poglądach, lekturach, zajęciach i obowiązkach kandydata. Następuje więc wnikanie w szczegóły intymne, pojawiają się pytania o rodzinę, w jakich żyje związkach, jakie wyznaje zasady moralne, czy jest rodzeństwo. Wszystko opiera się na sympatycznej soft inwigilacji.

Następnym etapem jest „obróbka”. Na przykład kandydat, którego zaufanie zyskano, zostaje poproszony, by nie mówił o pomyśle wstąpienia do Opus Dei rodzinie i proboszczowi. Dlaczego? To rzeczywiście dziwaczne, ale przeważnie tłumaczone jest „tajemnicą”. „Nie ujawniaj zbyt łatwo osobistych szczegółów twej pracy apostolskiej. (…) Cudowny przykład dyskrecji daje nam Matka Najświętsza! Nawet św. Józefowi nie zwierzyła się z tajemnicy. Proś Panią naszą o dyskrecję, której ci brakuje” (Josemaría Escrivá, Droga, pkt 653). [Matthias Mettner, Katolicka Mafia, Interart 1995, s. 47] Informacje o procesie rekrutacji pochodzą z podręczników werbunku OD, które zostały ujawnione przez osoby opuszczające organizację. Zresztą opuszczenie wcale nie jest takie łatwe. Wydaje się, że by się dostać do tej uprzywilejowanej i elitarnej organizacji, trzeba się przecisnąć przez ucho igielne, ale bramy wyjściowe stoją otworem. Niestety, nie. Ktokolwiek ma tajemnice, nie ma ochoty, by odszczepieńcy je ujawniali.

Josemaría Escrivá powiedział: „Posłuszeństwo — oto najpewniejsza droga. Posłuszeństwo przełożonemu — to pewna droga ku świętości. Posłuszeństwo w pracy apostolskiej — to droga jedyna, bowiem gdy chodzi o dzieło Boże, duch musi albo słuchać, albo odejść.” Jakże to odejście jest wieloznaczne, skoro odejść nie można. Nic dziwnego, członkowie to inwestycja, nikt myślący regułami ekonomicznymi nie ma ochoty rezygnować z tego, w co zainwestował. Stosowana jest więc presja psychiczna i duchowa, która ma zapobiegać opuszczaniu szeregów (zwane apostazją). Wśród metod są na przykład oczernianie, areszt domowy, zastraszanie, sugerowanie niepewności ekonomicznej, ale także „wspieranie” jako forma psychomanipulacji. Członkostwo w OD to boskie powołanie na czas nieograniczony i nie ma żadnego usprawiedliwienia dla żadnego odejścia, choć zostanie numerariuszem wiąże się tak naprawdę z rzeczami, o których kandydat wcześniej nie do końca został poinformowany. Jak mówi jedna z byłych numerarii: „To jak podpisanie czeku in blanco, po wstąpieniu masz tylko pranie mózgu i posłuszeństwo, skoszarowanie i wojskowy rygor, a jeśli polemizujesz, oczywiście nie masz racji, bo OD jako Dzieło Boże jest doskonałe”. Czynnikami wspomagającymi są niewolnicze życie numerariuszy pomocniczych i koncepcja, że człowiek powinien tkwić w swoim środowisku – urodziłeś się kimś, to tym kimś zostań, bo Bóg chce cię właśnie tam widzieć.

Szkolnictwo, czyli zaproszenie do elit

Oprócz ekonomii, bankowości, biznesu, prawa, jest rzeczywiście dziedziną, w której OD może osiągnąć najwięcej. Zaczynanie od młodych ludzi, kierowanie nimi i kontrolowanie ich poczynań przygotowują odpowiednio ukształtowanych dorosłych. To zasiew pod przyszłe zbiory. W tym procesie  zostanie wyprodukowane czyste umysłowo społeczeństwo, z przydzielonymi ściśle rolami, które każdy jego członek będzie doskonale znał i nikt nie przeciwstawi się ustalonemu porządkowi.

Na początku OD działała w środowisku akademickim. Josemaría Escrivá był korepetytorem w prywatnych akademikach, którymi również zarządzał. W wersji oficjalnej OD powstało jako wynikowa objawienia (zdarzenie z dzieciństwa, gdy na śniegu dostrzegł ślady bosych stóp zakonnika i pomyślał, że i on może dla Boga coś poświęcić), a w wersji historycznej jako indoktrynowana formacja studencka pod ścisłą kontrolą o rysie wojskowym.

W 1952 w Pampelunie powołano Studium Generalne Nawary, które następnie przeistoczyło  się w Uniwersytet Nawary, kształcący elity OD. Drugim uniwersytetem tego typu jest Papieski Uniwersytet Świętego Krzyża w Rzymie. Chęć przeniesienia centralnego ośrodka do Rrzymu zaowocowała również założeniem szkoły wyższej kształcącej menagerów i głównych księgowych, prowadzącej elitarne drogie studia, m.in. również w Polsce.

Obecnie stawia się na zamożnych studentów, którzy za pokój w akademiku z wiktem i opierunkiem płacą w granicach 1000 zł miesięcznie, jak również na stuentów mniej zamożnych, dobrze rokujących stypendystów np. z bylego z ZSRR, którym w zamian za prace na rzecz OD i posłuszeństwo oferuje się wejście do elit.

Studenci zajmują się nauką własną, jak też nauczaniem i rekrutacją nowych członków, szerzeniem idei Dzieła, misją apostolstwa, modlitwą, przez 2 godziny dziennie noszą na nodze metalową kolczatkę, żeby przez umartwianie ciała dzielić cierpienia Chrystusa. Obowiązuje cenzura i dbanie o wizerunek. Studenci mają wyznaczone terytorium wewnętrzne i zewnętrzne, po których mogą się swobodnie poruszać. Nie wolno chodzić do kina, prasa jest ściśle segregowana i wydzielana jakościowo, zbyt „mocne” teksty lub zdjęcia są zwyczajnie usuwane. Cenzurowane są lektura, wydatki, przyjaciele, wyjścia. Bardzo wnikliwie badane są związki i przyjaźnie, do których raczej się nie dopuszcza, a jeśli zaczynają być zbyt zażyłe, poprzez perswazję doprowadza się do ich nautralizowania. Jose Miguel Ibanez Langlois, krytyk literacki, poeta ksiądz numerariusz z Uniwersytetu Los Andes w Santiago de Chile mówi: „…nie ma cenzury tylko środki ostrożności, jeśli chodzi o ksztalcenie wiernych (…) uważam się za powołanego do oceny co w lekturach reprezentuje ład…”

Kolczatka, fot. internet

W ładzie nie może również zabraknąć segregacji ze względu na płeć i przynależność kastową. Wewnętrzny regulamin rezydencji akademickiej stworzony przez Josemaríę Escrivá mówi, że numerariusze i studenci nie mają powodu rozmawiać z obsługą, nie znają ich nazwisk i nie stykają się z nimi, nawet z tymi, które podają do stołu.

Opus Dei inwestuje w bardzo drogie szkoły prywatne i przedszkola, gdzie czesne liczy się w tysiącach złotych, a rodziców przyjętych pociech zobowiązuje się zwykle do wykupienia udziałów w spółce wspierającej taką szkołę, co oscyluje w granicach kilkunastu tysięcy. Niemile widziani są tutaj rodzice rozwiedzeni lub w żyjący w związkach nieformalnych, ale ktoś porzucony może jednak liczyć na poparcie. Szkoły prowadzi zwykle Stowarzyszenie Kultury i Nauki należące do OD, które lubi funkcjonować pod szyldami różnych organizacji promujących kulturę.

Ekonomia i biznes

Josemaría Escriva w przyjacielskiej rozmowie ze współpracownikami Opus Dei:

– Ojcze, co możemy zrobić jako współpracownicy, aby lepiej pomagać Dziełu tak, aby nie była to tylko pomoc finansowa?

– Wy, współpracownicy czynicie coś wspaniałego, bo pomagacie z poświęceniem przy tylu rzeczach, współpracujecie, potraficie się modlić, pracować, i dać coś z waszej kieszeni, potraficie bronić Dzieła, ale kosztuje to was proszenie o pieniądze innych i kosztuje wasz odwiedzenie nawet 200 osób, jeśli trzeba pomóc w rozwoju prac apostolskich, które mają na celu prowadzenie innych do świętości, co przecież jest na korzyść waszego miasta. Pytasz mnie, jak możemy lepiej współpracować? A więc współpracujcie nie sami, ale z innymi. Jasne? Proście innych o modlitwę, pracę, siłę, pieniądze, bo mamy ręce pełne pracy a nic samo się nie utrzyma. To logiczne i zrozumiałe ekonomicznie, bo Pan nie powołał nas do robienia interesów. Czy to jasne? Moje dzieci pracują w sposób profesjonalny niczym osły i dzielą się tym z innymi. Zresztą, co ja wam będę mówił… [transkrypcja z filmu]

Ale interesy i biznes to podstawa działalności OD. Camarachilena de la Construccion to holding ponad 60 spółek, do którego należą m.in. towarzystwa uzbezpieczeniowe, kasy emerytalne, kasy chorych. Formalnie nie ma powiązań z Opus Dei, jednak zwierzchnicy i kadra kierownicza holdingu licznie przynależą do organizacji. Lojalność i wspólny interes pozwalają więc stanowić władzę i odnosić sukcesy na rynku.

W 1958 Opus Dei otworzyło IESE, pierwszą szkołę handlową dla szefów przedsiębiorstw, aby wreszcie uwolnić katolicyzm od tabu pieniądza. Rafael Ternes, jeden z jej założycieli, posunął się nawet w swoich stwierdzeniach do postawienia tezy, że kapitalizm został objawiony przez Boga. Naucza się tutaj, że podmioty ekonomiczne powinny prezentować wysoki poziom etyczny. Powód jest prosty – zaufanie. Niektórzy przedsiębiorcy z Ameryki Łacińskiej lokują swoje kapitały w Miami – nie ufają więc rodzimemu rynkowi. Jednym ze sposobów zapobiegających wypływaniu kapitału i czynnikiem sprzyjającym rozwojowi Ameryki Łacińskiej miałoby więc być podniesienie etyki jej podmiotow gospodarczych w zgodzie z ideami chrześcijaństwa.

Nie pomija się też znaczenia szkolnictwa na niższym poziomie, którego zadaniem jest przygotowanie przyszłej kadry robotniczej. Opus Dei proponuje przedsiębiorcom np. finansowanie szkół technicznych w ubogich dzielnicach Santiago. Ma to być inwestycja w przygotowanie właściwych pracowników, odpowiednio ukształtowanych, z lepszą motywacją do pracy, dobrze nastawionych do pracodawcy, przyczyniających się do harmonii społecznej. Pracodawca może więc być pewien, że taki wykształcony przez OD pracownik, znający swoje miejsce w szeregu, będzie posłuszny, pracowity, uczciwy, co pozwoli uniknąć w przyszłości jakichkolwiek konfliktów, w tym i społecznych.

Polityka i nadużycia

Szwajcarski koserwatywny teolog, kardynał Hans Urs von Balthasar, w 1988 roku zwrócił się do Opus Dei z „pokojowymi zapytaniami”, na które do dzisiaj nikt nie udzielił odpowiedzi:

„Drodzy Bracia i Przyjaciele z Opus Dei! (…) Temu, że posiadacie wielką władzę, dużo pieniędzy, liczne stanowiska w polityce i kulturze, że najwyraźniej dążycie do obejmowania stanowisk kluczowych, które pozwalają sprawować kontrolę nad wieloma sprawami dziejącymi się na świecie i w Kościele, a tym samym rządzić nimi według własnych planów, że stosujecie mądrą, dyskretną taktykę w celu osiągnięcia tych stanowisk jak najszybciej i bez rozgłosu — temu nie można nic zarzucić. Władza sama w sobie nie jest niczym złym. Najważniejsze, decydujące pytanie brzmi: Po co wam ona? Co z nią zrobicie? Jakiego ducha macie zamiar szerzyć za pomocą tych środków?”

Już samo pytanie o władzę w społeczeństwie kierownictwo Opus Dei odrzuca jako oszczercze. Z oficjalnych oświadczeń i autoprezentacji wyłania się promienny obraz organizacji wyłącznie religijnej: „Cel i środki Opus Dei [są] całkowicie i wyłącznie rodzaju nadnaturalnego, duchowego i apostolskiego”, stwierdził Josemaría Escrivá. Opus Dei dąży wyłącznie do „uświęcenia życia codziennego i pracy” wierzących katolików. Opus Dei nie ma żadnych „świeckich”, politycznych ambicji.

Niemniej Opus Dei otwarcie głosi posłuszeństwo legalnej władzy, bo wszelka władza pochodzi od Boga, ale co dziwniejsze głosi ten szacunek dla praw i zasad władzy tylko wtedy, gdy są one słuszne i szanują jednocześnie normy Kościoła. I tu pojawia się zbyt wiele nieścisłości.

UDI to chilijska Katolicka Partia Skrajnej Prawicy założona przez Haime Gusmana, szarą eminencję Pinocheta. Jej członkowie są ściśle powiązani z Opus Dei – to zaś jakby pozostaje w jawnej sprzeczności z głoszoną przez Dzieło niepolitycznością.

W czerwcu 1974 wprowadzono w Chile stan wyjątkowy. Dziewięć miesięcy wcześniej junta obaliła Salvadore Allende. Do Santiago przybył wtedy Josemaría Escrivá głosić krucjatę męstwa i czystości. Jedenastodniowe spotkanie przy drzwiach zamkniętych zakończono modlitwą o nowe władze Augusto Pinocheta!!!

Josemaría Escrivá współpracował z dyktaturą Franco, Pinocheta, Salazara, prześladował księży baskijskich, katalońskich, chilijskich, a OD czynnie uczestniczyło w sprawowaniu rządów reżimowych mając w ich gabinetach swoich ministrów. Zupełnie niepolitycznie.

Rektor Uniwersytetu Los Andes Orlando Poblete przypadkowo jest byłym sekretarzem generalnym Pinocheta, Fernando Maturana, chilijski bankier zamieszany w sprawy tajnych kont Pinocheta i pranie brudnych pieniędzy mafii, przypadkowo prowadzi na tym uniwesytecie wykłady, jak inwestować za granicą z jak największym zyskiem i bez nadmiernych podatków.

Dla ułatwienia należy tutaj przypomnieć, że wymienione nazwiska należą do czarnej historii świata i nie przystoi organizacji rozliczającej się przed papieżem, żeby choćby ich cień padł na jej godło.

Główną zasadą działania Opus Dei jest tajemnica. Nigdy nie zdradzać prawdy, zatajać fakty, zachować tajemnice, mówić tylko o zasadach. Z tego powodu pytania Hansa Ursa von Balthasara pozostaną bez odpowiedzi.

W Polsce

Instytucjonalnie w Polsce Opus Dei funkcjonuje od 1989 r., aczkolwiek złośliwi twierdzą, że zaczęło się już w latach 60. czy 70. pod kierunkiem Karola Wojtyły. Wpierw, aby umacniać stare spojrzenie na tematykę wiary w grupach intelektualistów. Szacuje się, że w Polsce działa czynnie 450-500 członków, a drugie tyle jest sympatyków. Nie jest to więc siła zbyt potężna, ale bardzo się licząca. Obecnie jako główny cel stawia sobie za zadanie zdobycie wpływów w najbardziej znaczących dziedzinach życia gospodarczego, finansowego, naukowego i politycznego. oczywiście należy również uwzględnić jej wkład w obalenie komunizmu. Opus Dei ze względu na szeroki zakres działania i dużą liczbę różnych placówek miała bardzo wygodną sytuację do nadawania myśli ówczesnego polskiego Kościoła określonego formatu (zupełnie niepolitycznego) i do prowadzenia działalności na rzecz finansowania opozycji w Polsce.

Obecnie, po kilku klęskach, które poniosła główna część polityczna OD w Polsce, związana z konserwatywym nurtem PiS, jej znaczenie nieco osłabło. Przykładem może choćby postać Kazimierza Marcinkiewicza, który przyznał, że jego kierownikiem duchowym z ramienia OD, od którego otrzymywał duchowe instrukcje, był młody, 30-, 32-letni świecki członek tej organizacji. To mogło rzeczywiście wpłynąć destrukcyjnie na premiera III RP i spowodować kryzys postaw.

Prawdopodobnie polskie ślady w Opus Dei: Marek Jurek, Kazimierz Michał Ujazdowski, Jerzy Polaczek, Jarosław Sellin, Wiesław Walendziak, Teresa Lubińska, Zbigniew Derdziuk, Roman Giertych, Artur Górski, Michał Kamiński, Adam Bielan, Radosław Sikorski (posyła dzieci do szkoły OD i jest właścicielem udziałów w spółce, która wspiera szkołę), Alicja Kornasiewicz, Hanna Gronkiewicz-Waltz… Dziennikarze: Paweł Lisicki, naczelny Rzeczyspospolitej, Bogdan Rymanowski z TVN (przyznał to w rozmowie o wychowaniu dzieci, że posyła swoje do szkoły OD pod Warszawą)…

Swoją drogą, trudno sobie wyobrazić polskie elity odcięte od światowych, prawda?

 Po pięciu latach przynależności członek OD musi sporządzić testament na rzecz organizacji.

Tagi:

2 Responses to “Na pewno Dzieło Boga?”

  1. This is a really good tip particularly to those fresh to the blogosphere.
    Short but very accurate information… Appreciate
    your sharing this one. A must read post!

Trackbacks

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: