Stary Pies i Wykształceni Weterynarze

Ogólnie *

Ogólnie należę do ludzi, którzy chcieliby życzyć wszystkim jak najlepiej. Spełnienia marzeń, najlepszych relacji z innymi ludźmi, mnóstwa pieniędzy, realizacji pasji, dużych osiągnięć na każdym polu działalności, dumy z potomstwa, pięknego domu i samochodu, może jachtu, a nawet własnych wysp.

Tak. Nie ma we mnie zazdrości i lubię, jak moja koleżanka nosi spodnie albo buty „za ile chce”, bo to jej sprawa a nie moja. Tak mnie wychowano, tak mi wpojono.

Wynika z tej krótkiej charakterystyki, że głównie interesuję się sobą (to nie jest ani snobizm ani narcyzm), mam bowiem wewnątrz mnóstwo współczucia, a nawet odczuwam empatię wobec podpalonych drzew, poharatanych trawników czy maltretowanych zwierząt, albo rozjechanych przez system ludzi.

Ale

W TYM pięknym kraju nad Wisłą nie życzę nikomu jednego.

Posiadania starego psa.

perro

Zdjęcie: internet

Nie życzę nie dlatego, żebym była jednak zazdrosna i zawistna, jak ktoś, kto nie może zasnąć, bo jego znajomi kupili właśnie bilety do SPA Resort na Bali, albo obronili doktorat lub zbudowali dom, czy że ktoś kogoś kocha… Cokolwiek…

Nie sugeruję koleżankom, które właśnie zrzuciły kilka kilogramów: – Ach, za dwa miesiące dopadnie cię jojo i znowu przytyjesz, abo tym, które są właśnie szczęśliwe z nowym partnerem: – Och, na razie mówi, że cię kocha, ale zobaczysz, wspomnisz moje słowa, na pewno cię rzuci… itepe.

Nie jest właściwe mojemu organizmowi mówić: – Życzę miłego dnia. – z wyobrażeniem, że właśnie firma znajomego płonie, a ja zacieram ręce, bo skoro mój biznes jakoś nie idzie, jemu też nie ma prawa dobrze się powodzić.

Tak mam.

Jestem inna? Nienormalna?

Możliwe, ale mam to w głębokim poważaniu. Nie interesuje mnie, że być może większość jednak innych nie cierpi, a życząc im wszystkiego najlepszego, myśli … troszkę o czymś innym.

Jeśli cokolwiek pojawia się w moim umyśle, ma się zgadzać z emocjami – tym, co mówię, a nawet z tym, co robię. Wtedy jestem naprawdę szczęśliwa.

Psycholog powiedział kiedyś, że kłamię. Ale on wie niewiele o mnie, jego testy i sresty są o tyłek potłuc. On wie TYLKO tyle, ile go nauczono.

Jaka jestem, na pewno wiem JA.

I naprawdę kocham zwierzęta, ale psa mam (po raz nie wiem który) i OSTATNI w życiu.

Stary Pies jest zwykle schorowany, potrzebuje diety, nadmiernej opieki i ciągłych wizyt u weterynarza. Jeśli jest popyt, jest też podaż i tego prawa od czasów Kaina i Abla nie udało się nikomu przetłumaczyć na język współczesnej ekonomii. Staremu Psu trzeba nieustannie pobierać krew, robić badania, które o dziwo „są dobre”, usg, rentgeny czy inne diagnostycznie specjalistyczne i dyskutować ze „ścianą płaczu”, która jest tylko ścianą i o empatii wiele do powiedzenia nie ma.

Trzeba codziennie godzinami patrzeć, jak ten Stary Pies, Przyjaciel i członek rodziny słabnie, utyka, ledwie powłóczy łapami, a jakakolwiek sugestia „co mogłoby dolegać” nie zostaje nawet wzięta pod uwagę.

Tak naprawdę bowiem drogie Wykształcone i Niewiele Wiedzące Weterynarze, to ja jestem ze swoim Starym Psem 24 godziny na dobę, ja znam jego zwyczaje i mimikę jego pyska, czuję jak bije mu serce, kiedy go dotykam, jak patrzy prosząc: „Pomóż mi” („Help me” – dla nowo wykształconych).

Określenie „niewiele wiedzące” nie jest absolutnie obraźliwe, ja wiem, że znacie budowę wewnętrzną psa, kota i konia, może nawet komara, zajęło wam to jakieś 5 lat, i może nawet doskonale wiecie, gdzie ma pęcherz i żołądek, ale o ludziach nie macie kompletnie zielonego pojęcia.

O właścicielach tych, których leczycie, nie wiecie NIC. Oni zresztą są dla was jak bankomaty bez PIN, tolerujecie ich dlatego, że „spłacają” wasze kredyty za gabinety czy ultrasonografy… To naprawdę żenujące. Czy nie macie świadomości, że Ci Ludzie o tym wiedzą. Że nie są idiotami, mimo iż nie zdobyli dyplomu w waszej dziedzinie?

Może oni są tylko… inżynierami, plastykami, szwaczkami, rolnikami albo bezrobotnymi….

Stają przed Wami bezradni, z chorobą swojego pupila i ufają Wam. To naprawdę nic nie znaczy? Patrzą na Was jak na święty obraz. To naprawdę takie zabawne? Robić w jajo albo „dymać” kogoś, kto wam ufa? Diagnozować i diagnozować w nieskończoność śmiertelne przypadki tylko po to, by jeszcze wyciągnąć kasę. Ile się da, do momentu ostatecznego rozwiązania? WSTYD!

A może wy nie nauczyliście się niczego na waszych szacownych uczelniach? Może nie umiecie… Tylko doić kasę? Kiedyś w moim mieście był lekarz weterynarii. Nie miał usg, nie robił specjalistycznych diagnostycznych badań za drogie pieniądze, a moje zwierzęta leczył? Ktoś mi powie, jak to możliwe i dlaczego tak było? Kochał zwierzęta czy ludzi? Wspominam go naprawdę ciepło, wypowiadam zawsze jego nazwisko z dumą i szacunkiem, z dużej litery „K”, pamiętam o Nim i wszystkim o nim opowiadam. Zresztą nie muszę, bo i tak WSZYSCY go pamiętają.

Drodzy Wykształceni Weterynarze, może jednak upłakana emerytka, która stoi przed wami, ze swoim jedynym przyjacielem w koszyczku, wszystko jedno czy to królik, kotek czy szczur, albo z piesek, iguana lub długowłosy chomik, to też Człowiek? Nigdy nie przyszło wam to do głowy?

Za dużo wiedzy, czy za mało człowieczeństwa?

Zastanówcie się więc, czy nie warto byłoby dla Tych Ludzi, którzy wysiadując długie godziny w waszych poczekalniach, zapewniają wam budowę waszych domów lub leasingi czy gotówkowe zakupy waszych strasznie wypasionych aut, być też Człowiekiem? Może więc potraktować ich i ich zwierzaki jak żywe istoty? Pochylić się, zrozumieć, i nie używać wobec nich sformułowań w stylu: „Mówiąc o tym, że jest Pan/Pani bezrobotny, ogranicza Pan/Pani moje możliwości diagnostyczne”.

Czy wasi profesorowie weterynarii nie nauczyli was 1% empatii?

Założę się, że jesteście zagubieni we współczesnym świecie, ale naprawdę nie musicie kupować obiadów dzieciom w Addis Abebie na wakacyjnych wojażach w Etiopii, żeby poczuć się lepiej. Wystarczy Drodzy Wykształceni Weterynarze, potraktować swojego zwierzęcego pacjenta, po ludzku. Może wtedy macie szansę. że ktoś wam za to odpłaci TYM SAMYM.

Chyba że jednak nie umiecie…

* To jest nieobraźliwy paszkwil, bo jestem w rozsypce, więc proszę się nie przejmować i olewać. Do frazy „weterynarze”, dodaję po namyśle „niektórzy”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: