Archive for ‘Polska’

Luty 24, 2015

Ida, czyli kuszenie dziewicy

Zanim napisałam to, co niżej, dwukrotnie obejrzałam Idę, starałam się również poznać inne opinie, jak również reżysera, wsłuchując się w wywiady. Dowiedziałam się o wspaniałym ojcu, po którym Wanda Gruz ma poczucie humoru, o tym także, że reżyser jest amatorem, że nie robił filmu historycznego, a ci którzy go krytykują to półinteligenci, i że on sam taki był, że nie lubi filmów Larsa von Triera. Polski Kościół uważa za trybalistyczny, a polski katolicyzm za zaściankowy, w krytykujących film widzach dostrzega narodowców patrzących na historię jak na mecz.

http://kultura.newsweek.pl/ida-film-pawla-pawlikowskiego-sylwetak-rezysera-newsweek-pl,artykuly,272387,1.html

http://esensja.stopklatka.pl/film/wywiady/tekst.html?id=18776&strona=2#strony

Pan Paweł Pawlikowski, reżyser filmu Ida i pani Rebecca Lenkiewicz, scenarzystka. Źródło: Internet

Pan Paweł Pawlikowski, reżyser filmu Ida i pani Rebecca Lenkiewicz, scenarzystka. Źródło: Internet

Z wywiadów wynika, że pan Pawlikowski lawiruje (to jego słowa), po tematach, dokumencie, znajomości lub nieznajomości kina i warsztatu reżysera… Zawsze ma coś do powiedzenia, zawsze ma jakieś projekty… A o Idzie powiedział między innym tak:

Niedawno ktoś zapytał mnie jak publiczność żydowska powinna odebrać ten film. Schowałem się wtedy za cytatem z Czechowa, który powiedział, ze zadaniem artysty jest stawianie problemu, nie jego rozwiązywanie (śmiech). Mnie naprawdę nie interesuje to, jaka jest lekcja wyniesiona z filmu. Na szczęście nie licząc tego typu ludzi i jakichś tam „patriotów”, większość widzów o dziwo reaguje dość dobrze.

http://esensja.stopklatka.pl/film/wywiady/tekst.html?id=18776&strona=2#strony

Ocenę wypowiedzi pana Pawlikowskiego i jego stosunku do Polski lub Polaków pozostawiam czytelnikom.

Ida, nakręcona z udziałem polskich aktorów, polskiej ekipy, w Polsce, w języku polskim, nie jest filmem polskim. O tym warto pamiętać.

Została wyprodukowana przez Opus Film Piotra Dzięcioła w koprodukcji duńsko-polskiej. Scenariusz sfinansował Eric Abraham z Portobello Pictures, jednak częściowo wycofał się z finansowania filmu i wtedy wkroczył duński producent, a PISF dołożył do budżetu Idy, wynoszącego 2 mln euro, tylko 3 miliony złotych. POWINNO SIĘ ZATEM INFORMOWAĆ, ŻE JEST TO FILM POLSKO-DUŃSKI LUB ODWROTNIE.

Pan Paweł Pawlikowski, reżyser angielski, pochodzenia żydowskiego ze strony ojca, który w wieku 14 lat wyemigrował z Polski, postanowił nakręcić film o polskiej zakonnicy z pochodzenia Żydówce, uratowanej z Holokaustu, gdyż była biała.

Film wywołał w Polsce lawinę dyskusji i podzielił naród. Jedni są za, tym bardziej, że ich opinie o wielkości dzieła poparła Akademia Filmowa, przyznając mu Oskara, inni nadali filmowi przydomek GN(Ida) i okrzyknęli film antypolskim.

Ida doczekała się również poniekąd komplementu od recenzenta Filmwebu, pana Michała Walkiewicza, który napisał, że reżyser nie ma w swoim dorobku, mimo subtelniejszych portretów kobiecej psychiki, filmu tak stylowego i schizofrenicznego. I tu, grając jak rozumiem w drużynie pana Pawlikowskiego, pan Walkiewicz, strzela samobója. Stylowość została bowiem skradziona polskiemu kinu lat 50. i 60. Klasztorna, jazzowa, zadymiona, trochę też surrealistyczna. Ładnie wyszło bo reżyser i operator Łukasz Żal, przyszli na gotowe i na najlepsze: oczywiście Matka Joanna od aniołów, Ósmy dzień tygodnia, Pociąg, Niewinni czarodzieje, Jak być kochaną, Salto, Jowita… Schizofrenii zaś w filmie sporo, głównie w pojmowaniu problemu, kto był w Polsce katem a kto ofiarą.

Kadr z filmu Ida. Źródło: Internet

Kadr z filmu Ida. Źródło: Internet

Pan Pawlikowski tworzy film o niewinnej i nieświadomej Idzie, która od urodzenia poza klasztorem świata nie widziała i właśnie poznaje swoją tożsamość, również o jej ciotce „krwawej Wandzie” (pierwowzór jak się domyślam Helena Wolińska), która będąc prokuratorem skazywała na śmierć wrogów komunizmu, i za to dostaje rozgrzeszenie, bo przecież miała powód do nienawiści klasowej i własnych przekonań.

Kadr z filmu Ida. Źródło: Internet

Kadr z filmu Ida. Źródło: Internet

„Fajna pani. Otwarta, ironiczna, ciepła. To był dla mnie szok, kiedy się dowiedziałem – wiele lat później – że Polska żąda jej ekstradycji. Myślę, że Helena (Wolińska, z którą reżyser się spotkał) była bestią polityczną, rzeczywiście wierzyła w marksizm i leninizm. Do czego człowiek jest zdolny w jednym życiu?” – zastanawiał się kilka dni temu w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” reżyser Paweł Pawlikowski.

Co za przenikliwość, szkoda że w edukacji reżysera zabrakło wiedzy na temat, kogo i dlaczego skazywała na śmierć „fajna pani – bestia polityczna”, a skazała m.in. generała Augusta Fieldorfa ps. Nil i jakie konsekwencje miała nie tylko jej wiara w marksizm i leninizm.

Ciotka jawi się w filmie jako bohaterka zrehabilitowana, której należy współczuć, bo straciła w lesie siostrę i dziecko, zamordowanych przez polskiego chciwego chłopa, aczkolwiek przedtem ukrywanych przez jego ojca, co dla mnie jest kompletnie niezrozumiałe. Chłop ów składa kuriozalne wyjaśnienie: Tadzio zginął bo był czarny, a Ida się uratowała bo była biała. Tyle reżyser widzi w skomplikowanych wzajemnych stosunkach narodów polskiego i żydowskiego od wieków żyjących na tej samej ziemi. Tylko tyle widzi jako „przenikliwy outsider” (M. Walkiewicz, Filmweb).

Mało widzi.

Fabuła sugeruje, że film wywróci widza na drugą stronę, że będzie dramat, ale dramatu próżno tu szukać. O matce Ida dowiaduje się tyle, że zrobiła witraż do obory, aby krowom było weselej, a ojciec był nielubianym prymitywem, czyżby Polakiem? Kulesza to nie Janda, w roli ciotki jest ‚oszczędna’, nie wypruwa sobie flaków, więc widziałam tylko panią, która lubi alkohol, prowadzi po pijanemu, lubi palić i bawić się, a może więcej… Pierwowzór postaci był znany z niemoralnego prowadzenia się. Namawia też Idę „do grzechu”, uznając że śluby zakonne bez „spróbowania” mogą nie być poświęceniem. Zaiste bardzo głęboka refleksja.

Kadr z filmu Ida. Źródło: Internet

Kadr z filmu Ida. Źródło: Internet

Ida jest przeciwieństwem ciotki i na początku odpycha ją, wyszarpuje jej Biblię, gdy ta mocno podchmielona szuka fragmentu o tym, jak Jezus ukochał Marię Magdalenę. Analogia aż nadto wymowna i łopatologiczna, a świadczy jedynie o kolorowaniu historii przez scenarzystkę, panią Rebekę Lenkiewicz, pochodzenia żydowskiego ze strony ojca, i reżysera wyłącznie swoimi kredkami. Widz nie ma prawa do interpretacji, bo ta jest mu wepchnięta do gardła na siłę.

Po wizycie w szpitalu u chorego Skiby, ciotka w łazience zwierza się, że zostawiła syna u siostry i poszła walczyć. To była albo w ludowej partyzantce, albo w NKWD, ale tego, z kim i o co walczyła, już się nie dowiadujemy. Ona sama ma również problem z wiedzą na ten temat. Ważne jest więc słowo walka. Ida obejmuje ciotkę. Już rozumie, co się stało i ją akceptuje. Potem w lesie, nad grobem, chłop-morderca zdejmuje czapkę w geście ukorzenia, a ciotka zdejmuje chustkę, by zawinąć czaszkę dziecka. Pełne patosu sceny mają uprzytomnić widzowi, co ma myśleć.

Cały film jest wyłożoną jak kawa na ławę niewiarygodną historią. Kiedy syn Skiby informuje, że zaprowadzi do miejsca pochówku, proponuje jednocześnie, mówiąc trywialnie, deal – pokaże, gdzie jest grób za zrzeknięcie się domu i zostawienie jego samego w spokoju. Można sobie to było darować i nie obrażać inteligencji widza. A potem jeszcze wyciąga rękę, żeby dobić targu!  Ida nie przyjmuje tej wyciągniętej ręki. Cóż, jako dobra katoliczka w ujęciu antypolskim nie wybacza.

Ta historia bardzo się w USA podobała, choć niewielu Amerykanów wie, gdzie jest Poland i często myślą że chodzi o Holland, Niemcy w Strasburgu głośno oklaskiwali film, bo wreszcie to nie oni okazali się najgorsi… w dodatku pan Pawlikowski  przekazuje w Idzie jasną informację, że Niemców w ogóle ten problem nie dotyczy, bo ich tam nie było! Nie interesuje reżysera zależność Niemiec – Polak – Żyd, która skutkowała tym, że jeśli Polak ukrywał w czasie wojny Żyda, to on i cała jego rodzina szli pod mur. Natychmiast. Bez wyjaśnień, badania sprawy, procesu, kulka w łeb. Sam cień podejrzenia o ukrywanie Żydów był powodem do mordowania przez Niemców nie tylko podejrzanego, ale i wszystkich sąsiadów z kamienicy czy podwórka. Co więc z tego dla nas wynika? Ano to, że większość w tę „elegancką” historyjkę uwierzy, bo sankcjonuje ją Oscar, a większość nie może się przecież mylić. Jednakże bardzo mylą się ci, którzy twierdzą, że to tylko film fabularny, że reżyser ma prawo do własnej wizji, w którą nie godzi się ingerować, a prawda historyczna nikogo nie interesuje, bo film jest taki subtelny i on w ogóle nie o Polakach czy Żydach tylko o ewolucji dwóch kobiet.

Kadr z filmu Ida. Źródło: Internet

Kadr z filmu Ida. Źródło: Internet

Zanim Ida złoży śluby, musi więc spotkać się z ciotką i poznać świat. Hmm, to prawie jak u Amiszów. Ale w klasztorach polskich chyba nie ma obowiązku, nakazu, czy powinności, o której mówi matka przełożona. Pokrętne to jakieś. Ida jest wycofana i broni się przed światem. Widać wyraźnie jej sprzeciw wobec postępowania ciotki, ale jako pobożna zakonnica milczy i patrzy, by potem… bez drgnienia powieki po raz pierwszy smakować życie – pić wódkę z butelki jak wodę, palić bez krztuszenia się i iść do łóżka z saksofonistą jakby była to najzwyklejsza czynność. Przepraszam, ale to brednie. Zakonnicą nie byłam, ale i tak z wyżej wymienionymi czynnościami miałam, lub miałabym poważne problemy. Czegokolwiek Ida się dowiaduje, cokolwiek się wokół niej dzieje, widz ma wrażenie, że spływa to po niej jak woda po kaczce. Tylko wtedy, kiedy ciotka grozi synowi Skiby, że może go zniszczyć, Ida wychodzi. Protestuje czy jednak odwraca się plecami? I właściwie co oznaczałoby dla syna Skiby to „zniszczyć”? Wreszcie po „zasmakowaniu” życia według ciotki i zgrzeszeniu według religii, Ida zadaje kochankowi pytanie: „I co dalej”? A kiedy słyszy żartobliwą odpowiedź o możliwości prowadzenia zwyczajnego życia, z powrotem zakłada habit. Łatwo poszło i dlatego kompletnie mnie nie przekonuje. To nie Ida, to tylko zamysł scenarzystki i reżysera. Myślę, że „prawdziwa” Ida nigdy by tak nie postąpiła. Kuszenie by jej nie uwiodło. Ale skoro Bóg wybaczył Marii Magdalenie wybaczy i Idzie.

Końcowe sceny samobójstwa i przebieranki pobrzmiewają Lokatorem Polańskiego i tego już było naprawdę za wiele. Zakończyłam seans zażenowana. Nie kupuję ani Idy ani Oskara dla filmu, nie kupuję żadnej z wyłożonych na półmisek prawd, nie kupuję sposobu myślenia, który na siłę mam przyjąć. A może na wiarę? Tylko którą? Duńską?

PODSUMOWANIE

Najlepsze podsumowanie w dyskusji o filmie jest końcówką recenzji pana Wiesława Kota i ripostą internauty o nicku Dość.

WK:

To, że „Ida” się sprawdziła poza granicami Polski, powinno nas nauczyć, jak opowiadać o polskich problemach w sposób zrozumiały za bliższą, dalszą i najdalszą granicą. To oznacza, że musimy naszą historię upraszczać, okrawać, ociosywać, przycinać, formatować na użytek zagranicznego widza. Więc wniosek jaki płynie z ,,Idy” dla naszego filmu? Ludzie, bierzmy kartkę papieru. Piszmy i kreślmy, raz, drugi, dziesiąty, pięćdziesiąty, aż ta historia uzyska taki kształt, że on jest czytelny dla widzów ulicy w Nowym Jorku. A tam mieszkają imigranci z Polski, Sri Lanki, Rosji i Wenezueli. I dla nich wszystkich ta fabuła ma być czytelna.

Ćwiczmy się w tym.

D:

Mistrzu. Upraszczać można ułamki, okrajać można materiał, ociosać można kawałek lipy, przycinać można żywopłot, a formatować można dysk. Piękno historii polega na tym iż jej już nie zmienimy. Zmieniać możemy jutro poprzez to co zrobimy dzisiaj. Zmiany w historii to kłamstwo, zamazywanie, wypaczanie faktów, zmiana czynów poprzez ich złą interpretację. Historia to historia i czy się to komuś podoba czy nie jest jaka jest i już się jej nie zmieni bo już jest … historią. Możemy ja się chlubić, możemy się jej wstydzić, możemy być z niej dumni albo możemy jej żałować, ale nie możemy jej zmieniać bo już nie będzie historią. Wtedy historia stanie się legendą, baśnią lub co gorsza wspomnieniem.

http://www.rmf24.pl/kultura/news-wieslaw-kot-ida-przegrala-bo-reflektory-calego-swiata-sa-ski,nId,1587968

Grudzień 30, 2014

Głęboka pomyłka, czyli kultowy dialog

Pewna znana mi Osoba (z wiadomych powodów nie zamierzam ujawniać płci ani innych danych) została kilka lat temu szaraczkowym urzędnikiem UE. Osoba na wejściu otrzymała służbowe, opłacane przez UE wraz z podstawowymi mediami mieszkanie w Brukseli i 1500 EUR pensyjki na miesiąc. Z wywiadu wynikało, że niestety musi płacić za kablówkę i internet, i że w Brukseli wszystko niebotycznie drogie, ale już po drugim roku pracy Osoba przekroczyła pierwszy próg podatkowy i niezmiernie wkurzona płaczliwie doniosła: „Każą mi zwracać podatek”. No to ja czegoś nie rozumiem – albo zarabiam wielkie nic i zabierają mi marne kilkanaście procent, albo ląduję w krezusach, płacę bo mam z czego, nie odzywam się i nie płaczę. Podczas pierwszego kontraktu pensyjka wzrosła, samotność dokuczała, ale o powrocie nie mogło być mowy, bo kariera jest do zrobienia. O ile wzrosła pensyjka przez kolejne cztery lata, nie mam informacji, pewnie wstyd byłoby się przyznać, że tak… dużo. Cóż, zostaje mi więc tylko podglądanie na fejsie, jak Osoba bawi się ochoczo za moją ciężko wyharowaną kasę i moje podatki. Jak lata z jednego końca świata w drugi, spija śmietankę, mieszka w ekskluzywnych hotelach i imprezuje z podobnym sobie personelem niższej kategorii jako świta wyższych rangą. Strach mi jednak myśleć, czym się Osoba zajmuje, może tym co niżej?

Jedne z emblematów Brukseli - Manneken Pis i Jeanneke Pis, rzeźby sikających dzieci, niestety niekoniecznie poprawne politycznie. Co na to UE? źródło: internet

Jedne z emblematów Brukseli – Manneken Pis i Jeanneke Pis, rzeźby sikających dzieci, niestety niekoniecznie poprawne politycznie. Co na to UE?
źródło: internet

Ochrona aligatorów, czyli buty pana Cejrowskiego

Na Florydzie w parku Everglades krokodyl amerykański jest chroniony. Z powodu chronienia po jakimś czasie jest go za dużo i z tego powodu dwa razy w roku w parku dostępne są licencjonowane odstrzały. Park żąda również, by zabrać i zutylizować zastrzelone zwierzęta. Z opcji tej skorzystał również pan Wojciech Cejrowski. Część z polowania pana Cejrowskiego poszła na mięso do restauracji, część do szewca, skąd wzięły się rzeczone buty. Pan Cejrowski wjeżdżał do UE z fakturą od szewca i fakturą z Parku Narodowego Everglades, mimo tego został zatrzymany pod groźbą 5 lat więzienia, ponieważ aligatory są chronione w UE.

Kultowy dialog

 W.C.: A gdzie aligatory występują w UE?

Celnik: Nie występują.

W.C.: A czy aligatory są na wymarciu?

Celnik: Nie wiem.

W.C.: To ja panu powiem: nie są. Dlaczego zwierzę, które nie jest na wymarciu jest pod ochroną na terytorium, na którym go nie ma?

To terytorium trzeba zmienić. Ja uważam, że to terytorium trzeba pokroić z powrotem na roztropne kawałki narodowe, a UE zlikwidować jako głęboką pomyłkę.

https://www.youtube.com/watch?v=qNLfEZDL0Bk

W latach 1957−1997 wydano na terytorium wspólnoty państw europejskich i UE (od 1993) tylko 10 tysięcy aktów prawnych. W latach 1997-2007 aż 12 tysięcy o objętości ponad 85 tys. stron.

Próby zidiocenia w UE bez chronologii

  • konieczność posiadania zaświadczenia o posiadaniu umiejętności wspinania się na drzewa
  • wymóg zlikwidowania kantów między ścianami a podłogą w szkolnych kuchniach
  • zalecenie, by od 2010 r. zmniejszyć liczbę śmiertelnych wypadków o połowę
  • regulacje, zgodnie z którymi marmoladę można wytwarzać tylko z owoców cytrusowych
  • propozycja kampanii międzynarodowej na rzecz przyłączenia Izraela do Unii Europejskiej
  • uznanie lotniska Ben Gurion International Airport pod Tel Awiwem za lotnisko europejskie
  • regulacja zakazująca gotowania dotowanego mleka
  • przepisy nakazujące niszczenie resztek żywności ze stołówek, restauracji i sklepów
  • przepisy dotyczące wymogów sanitarnych dla bacówek, w których górale robią oscypki – wyłożenie ich glazurą, zainstalowanie wc, wyposażone w umywalki z ciepłą i zimną wodą oddzielnie, zainstalowanie w oknach siatek przeciw owadom
  • propozycja komisarz Viviane Reding, by za rozmowy telefoniczne płacił nie tylko dzwoniący, ale i odbiorca połączenia
  • zakaz stosowania sformułowań Pan i Pani, ponieważ są one zbyt „seksistowskie”
  • propozycja usunięcia ze słowników słów: „policjantka” czy „stewardessa”
  • opracowanie dopuszczalnych krzywizn: ogórka – maksymalna wysokości łuku: 10 mm na każde 10 cm długości ogórka (1988) i banana – norma zakrzywienie banana wynosi poniżej 27 mm na 14 cm (1994, rezygnacja w 2009 z powodu działań Kostaryki na nie spełniające norm unijnych banany z terenu tego państwa)
  • wymogi określające wymiary tzw. powierzchni zmywalnej (lamperii lub kafelków) na ścianach szpitali, przychodni, gabinetów zabiegowych itp.) – zwyczajowo w Polsce 170–200 cm, według UE musi wynosić 205 cm
  • uznanie marchewki za owoc
  • uznanie ślimaka za rybę śródlądową
  • dyrektywa określająca dopuszczalną liczbę sęków w desce, by mogła ona trafić do obrotu (wycofana)
  • od listopada 2011 roku papierosy kupione na terenie UE powinny same gasnąć, jeśli palacz nie zaciąga się przez kilkanaście sekund
  • nakaz wymiany żarówek na „energooszczędne” i „ekologiczne” o zawartości rtęci, o czasie startu dłuższym od czasu ich użycia, co sprawia, że zużywają więcej energii
  • stworzenie instrukcji obsługi drabiny
  • stworzenie wielostronicowej instrukcji użytkowania kaloszy
  • obliczenie szczegółowych parametrów wyposażenia klatek dla kur, kształtu kurzych grzęd, montowania urządzeń np. do ścierania kurzych pazurów
  • ogłoszenie przetargu na projekt naukowy, którego celem jest zbadanie wszelkich aspektów wykorzystania insektów jako potencjalnego źródła żywności
  • stworzenie przepisów dotyczących mycia rąk – kolejności i długości pocierania dłonią o dłoń
  • stworzenie przepisów dotyczących zmywania w placówkach żywienia zbiorowego – wymagalność m.in. notowania temperatury wody, godziny mycia, a także informacji, co się zmywało i czym
  • wprowadzenie kryteriów standardowej ilości spuszczanej wody podczas prawidłowego użytkowania toalet – 5 litrów na każde spłukanie, dla pisuarów – mniej niż 1 litr
  • ogłoszenie, iż transakcje gotówkowe w wysokości ponad 500 euro zostaną wkrótce zakazane
  • stworzenie dyrektywy nakazującej zwiększenie odległości kaloryfera od ściany z 4 na 6 cm
  • stworzenie przepisów dotyczących minimalnych wymagań komunikatów werbalnych
  • wydanie 2 mln euro na monitorowanie internetu przed wyborami 2014, by śledzić dyskusję na temat UE
  • rozporządzenie nakazujące wyrzucania do morza dorsza, jeśli został złowiony poza limitem
  • regulacja wprowadzająca konieczność zdawania dwóch egzaminów na prawo jazdy – na samochody z automatyczną i manualną skrzynią biegów oddzielnie
  • marnotrawienie pieniędzy unijnych podatników związanych z utrzymaniem trzech (!) siedzib Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, a Brukseli i Luksemburgu
  • rozporządzenie ustanawiające normy handlowe, mające zastosowanie do awokado – jak je zrywać by było smaczne i dobrej jakości
  • rozporządzenie dotyczące mierzenia i ważenia krewetek, śledzi i innych ryb po złowieniu – na niektórych obszarach śledź jest śledziem od 18 cm, na innych dopiero od 20 cm, a gdy śledź ma 15 cm trafia na listę niestandardowych ryb do negocjacji
  • dyrektywa w sprawie zwalczania tarcznika niszczyciela (szkodnika niszczącego drzewa), w której w zakazuje się państwom UE posiadania ww. szkodnika
  • zakaz produkcji w UE odkurzaczy o mocy przekraczającej 1600 W
  • zakaz tradycyjnego wędzenia wędlin
  • stworzenie dyrektywy dotyczącej zabawy świń w chlewie, by się nie nudziły i nie popadały w depresję
  • zapytanie jednego z europosłów czy Komisja zamierza wydać dyrektywę, która nakazywałaby produkcję samochodów dla muzułmanów wyposażonych w system GPS wskazujący drogę do Mekki
  • opisanie flamandzko-brabanckiego winogrona stołowego, ukazujące jak ma wyglądać jego kiść
  • debata „Rola i znaczenie cyrku w Unii Europejskiej”
  • debata „Jak przybliżyć przestrzeń kosmiczną do Ziemi”

W 2004 roku liczba utajnionych komitetów roboczych UE, zajmujących się tym, co wyżej, której nie opublikowano na prośbę ówczesnego przewodniczącego KE Jose Manuela Barroso* wyniosła 3094

były to m.in.:

komitet do spraw etykietowania tekstyliów
komitety do spraw etykietowania wielu innych towarów
komitet do spraw wind
komitet do spraw dobrego samopoczucia zwierząt
komitet do spraw banana…

*były członek maoistowskiego Rewolucyjnego Ruchu Portugalskiego Proletariatu

Naprawdę trzeba więcej?

Czy aby jedynie słuszny komentarz? źródło: internet

Czy aby jedynie słuszny komentarz?
źródło: internet

Dzieuję za możliwość skorzystania z materiałów publikowanych na
http://www.fakt.pl/
http://piotrowski.org.pl/
http://www.bibula.com/
http://tergiwersacja.wordpress.com/
http://liberalis.pl/
http://www.wikipedia.org/
i google

Sierpień 29, 2013

Upadek

Reguły dobrego wychowania nie nakazują nam martwić się cudzym zmartwieniem i cieszyć się cudzym szczęściem, ale nakazują nam zachowywać się, jakby tak było (…) podczas gdy reguły moralne polecają nam kochać bliźniego, a nie wyglądać tak, jak gdybyśmy go kochali (…) *

Ludzi na dnie finansowym w Naszym Pięknym Kraju nad Wisłą jest… miliony. Co najciekawsze, znaleźli się w tej sytuacji wcale nie ze swojej winy, a obarczony tym wszystkim Światowy Kryzys Gospodarczy naprawdę nie jest winien. Winna jest bezgraniczna i bezdenna ciemnota, ignorancja i krótkowzroczność osób decydujących o minimach, maksimach i średnich. Pensjach, socjalach, zasiłkach rodzinnych, pomocach MOPS czy MOPR, sporządzających statystyczne tabele z wyliczeniem, ile powinno NAM wystarczyć od pierwszego do pierwszego. W dodatku ci wszyscy ludzie na dnie albo stąpający od rana do wieczora po ostrzu skalpela są MILCZENIEM. Są resztą wszystkich mieszkańców Naszego Pięknego Kraju nad Wisłą, o których w dobie powszechnego pędu za luksusem, zwanym glamour, mówić nie wypada.

W kraju, w którym żyję (nie będę posługiwała się jego nazwą), według jakichkolwiek statystyk, danych czy mediów nie ma biedy. Zresztą nie jestem zainteresowana przytaczaniem danych, ponieważ statystycy są skłonni topić się w jeziorach o średniej głębokości 1 cm. Nie chcę też mówić o bezdomnych, ludziach wyrzuconych na śmietnik Tego Kraju już dawno, ale o tych, którzy teoretycznie istnieją jeszcze w społeczeństwie, choć z każdym dniem jest dla nich coraz mniej miejsca.

Będzie więc o tych, którzy każdego dnia tracą pracę i potem każdego dnia nie mogą jej znaleźć, bo nie mają gdzie, a gdy już wreszcie złapią pana Boga za nogi to okazuje się, że umowa jest śmieciowa i każdego dnia siedzą na bombie, bo nie wiadomo, kiedy ich wywalą, ile im zapłacą i czy w ogóle dostaną jakąkolwiek pensję. Albo o tych, którzy mając 45-50 lat są „za starzy”, by ich przyjąć do pracy, a także o tych, którzy są zmuszeni żyć za 420 zł miesięcznie. O tych wszystkich, którzy każdego ranka wstają tylko po to, aby przetrwać. Ich przydatność społeczna, kreatywność i wydajność  w tempie Formuły 1 spadają więc do zera lub depresji, bo nieustanna koncentracja na socjalu i alpejskie kombinacje, jak pokonać kręte trasy opłacania rachunków, czynszów, rat, spłat komorniczych, odbierają nie tylko apetyt, ale i chęć do życia.

W Naszym Pięknym Kraju nad Wisłą wskaźniki samobójstw z powodów ekonomicznych rosną, a bezrobocie dzięki temu spada. Tylko NIKT nie śmie połączyć tych dwóch prostych faktów. Nie wypada, to nie jest MEGA interesujący temat na pierwsze strony, choć przecież „trup sprzedaje się najlepiej”, ale z drugiej strony uczono nas też, że „milczenie jest złotem”.

Osoby Dramatu

Jacek, po turystyce

Ma 51 lat. Od 10 lat buja się w niewygodnym hamaku niekoniecznie własnej rzeczywistości. Stracił pracę z powodu likwidacji firmy. Nie dostał nic, bo zakład ogłosił upadłość. Nie było odpraw,  porozumień i osłon. NIC. Właściciele zniknęli z majątkiem firmy i żyją gdzieś w cieple i spokoju, mając zapewnioną więcej niż godną starość. Wyrwali mu 20 lat życia, teraz zostały mu poważne problemy z kręgosłupem i depresja. W ciągu ostatnich 10 lat pracował dorywczo może przez połowę czasu, drugą połowę jest na socjalu. Pobiera 529 zł zasiłku, a musi wyasygnować 535 zł miesięcznie samych opłat. Nie ma na jedzenie, więc dużo pali, mając nadzieję, że to go wreszcie zabije, zgodnie z obietnicą na paczce papierosów. Nie chce popełniać samobójstwa z powodów religijnych, ale nieustannie o tym myśli, czy jeśli to zrobi, Bóg widząc jego gehennę, wybaczy? – Wiesz, myślę, że gdyby nie wybaczył, byłby bez serca – mówi zaciągając się głęboko.

Miał rodzinę i znajomych, ale odeszli. Mieszka z kotem Maćkiem, z którym codziennie prowadzi długie rozmowy, żeby nie zwariować. Utrzymuje siebie i Maćka z „okradania” Naszego Pięknego Kraju nad Wisłą, bo nie płaci podatków od „lewizn”. Sprząta prywatne posesje, piwnice, rozładowuje, zamiata, odśnieża, zbiera złom… Kiedy wpadnie mu tłumaczenie, wtedy ma święta Bożego Narodzenia, czasem w lipcu. Na co dzień tylko ziemniaki z maślanką i najtańszą puszkę dla kota.

Zdjęcie sprzed 10 lat pokazuje atrakcyjnego mężczyznę na górskiej wycieczce. – Nawet nadawałoby się do artykułu o realizacji marzeń – śmieje się. Dzisiaj, z brakami w uzębieniu i wychudzeniem przypomina swój cień.

Ludmiła, nauczycielka naszego pięknego języka

Samotna matka, wdowa, lat 55, wychowuje niepełnosprawną nastoletnią córkę. Stary wiele lat nie remontowany dom po rodzicach. Pensja i renta córki nie wystarczają, więc kredyt goni kredyt, a odsetki ogołacają ją ze wszelkich przyjemności. Każdy realny dzień to walka o przetrwanie i zapewnienie przyszłości córce. Żadnej rodziny i żadnej pomocy, tylko harówa od 6 rano do 2 nad ranem i… bezsilność. – Nigdy nie wiem, czy będę umiała wstać rano – mówi zmęczona. Ale każdego ranka wstaje, bo ma dla kogo. Jest Agnieszka, adoptowana córka z syndromem Aspergera. W drodze z pracy Ludmiła robi zakupy, starannie przygotowuje menu, bo Agnieszka ma specjalną dietę. Po powrocie do domu gotuje, sprząta, pierze. Po obiedzie przygotowuje córkę do szkoły na następny dzień. Razem odrabiają lekcje, wielokrotne tłumaczenie, powtarzanie, sprawdzanie, czy wszystko dopilnowane i czy plecak właściwie spakowany, trwa około 5 godzin. Wieczorem, kiedy córka się myje, czyta przed snem kilka stron z ulubionej książki, Ludmiła zajmuje się wreszcie swoją pracą. Sprawdza zeszyty, pisze programy, wypełnia tony papierów i tabel wymaganych od nauczyciela. Zanim sama się położy, zwykle płacze, to pomaga przepędzić stres i oczyszcza. – Już wcale nie umiem odpoczywać, mam kłopoty ze snem, każdego ranka budzę się coraz bardziej zmęczona. Czekam tylko na ferie, wakacje albo święta – mówi cicho. Zabiera wtedy Agnieszkę do Krakowa, w góry albo nad morze, żeby coś jej pokazać i choć przez chwilę odetchnąć za… kolejny kredyt. Nawet nie myśli o sytuacji, w której mogłaby stracić pracę, czy przestać funkcjonować z powodu mocno już nadwątlonego zdrowia. Modli się, żeby dotrwać do emerytury.

Alicja, plastyczka

Wydaje się bardzo silna i młoda, ale oczy mówią co innego. Po czterdziestce, rozwiedziona, bezdzietna. Samotna. – Nikt nie chce wiązać się z osobą, która ma problemy finansowe – mówi. Zresztą, ja też bym nie chciała – dodaje po chwili namysłu. Samotność doskwiera jej coraz bardziej, obawia się, że gdyby coś przykrego się przytrafiło, nikt jej nie pomoże. – Mam problemy z kręgosłupem, czasami się po prostu potykam, a potem upadam. Kiedyś na prostej drodze rozbiła twarz i złamała nos. Lekarze nie chcieli uwierzyć, że się nie potknęła.

Dawniej pracowała i miała partnera, żyła normalnie, ale wpadła w spiralę kredytową i… wyleciała za burtę. Od tamtej pory dryfuje, starając się przetrwać. Prawie 20 lat. Nie ma koła ratunkowego ani kapoka. Chwyta się czegokolwiek. Czasem wyciągniętej w jej kierunku pomocnej dłoni, a czasem brzytwy. – Zmarli moi bliscy, odszedł mąż, zabierając cały wspólny dorobek – mówi. To wtedy nie wydawało się tak ważne, bo myślała, że jest silna i sobie poradzi. Pracowała na dwa etaty i łatała dziurę za dziurą. – Moje dochody w ciągu 10 lat pracy zmalały o 30%, a bank wcisnął mi kartę kredytową na 10 tysięcy – wzdycha. Nie dali jej niewielkiej pożyczki, o którą prosiła, tylko tę kartę. – Byłam głupia i nie miałam pojęcia, jak to działa. Przegrałam.

Komornik przysyła listy i żąda spłat, z opieki społecznej ma obiady i zasiłek w wysokości 270 zł miesięcznie. Kiedy czasem dorabia jako opiekunka, dostaje 4,2 zł za godzinę na rękę, a i to nie zawsze, bo szefowa często traci „płynność finansową”. Alicja nie płaci więc czynszu, tylko bieżące rachunki, gaz, światło, telefon, internet. Jest już od dawna na „czarnej liście” poza systemem i zdaje sobie sprawę, że nigdy do niego nie wróci, a jej życie leży w zsypie jak worek śmieci.

Z ostatniej pracy zwolnili ją z powodu zajęcia komorniczego pensji. – Szef wstydził się mnie od tamtej pory, choć na początku byłam uważana za dobrego pracownika. Szukał pretekstu, żeby się mnie pozbyć, uznał za osobę niewiarygodną i wreszcie go znalazł – mówi z rezygnacją.

Nic jej nie cieszy, nic nie sprawia przyjemności, jedzenie smakuje jak trawa. – Każdy mój dzień to nierówna walka, w której stoję nago przed plutonem przepisów i prawem. Nie mogę ogłosić upadłości i zwyczajnie zbankrutować jak bogacze… – uśmiecha się ironicznie. – Jestem „złodziejem”, bo muszę pracować nielegalnie, żeby nie zdychać z głodu, ale ten, kto ukradł pałace, stał się ich właścicielem – dodaje.

– Wiesz, w pewnym biurze, które regularnie odwiedzam, poszukując pracy, przy czterech lśniących biurkach z czterema nowymi komputerami siedzą cztery piękne młode dziewczyny, które mają tylko jedno zadanie. Zgodnym chórem powiedzieć mi: – Nic dzisiaj dla pani nie mamy – mówi zrezygnowana.

Dlatego podjęła bardzo ważną decyzję. Popełni samobójstwo. Ona nie straszy, bo się tego bardzo boi i nie ma pojęcia, jak to zrobić, ale wie, że sposób się znajdzie, tylko nie wie, kiedy. – Czasem wydaje mi się, że każdy dzień to o jeden dzień agonii więcej, ale dopóki mam siłę, żyję. Codziennie TYLKO na jednym relanium. Nie stać mnie na więcej.

Historie prawdziwe

Historie są prawdziwe, zostały tylko zmienione i przemieszane dane, dla utrudnienia identyfikacji Osób Dramatu. Znam tych ludzi i spotykam ICH na co dzień. Znam ICH znacznie więcej niż troje, ale opisywanie kolejnych historii upadków mogłoby się ciągnąć w nieskończoność… Ci wspaniali walczący o swój status ludzie byli dla mnie inspiracją do napisania tego tekstu, a ich realne życie skłania tylko do jednego wniosku. Kiedyś budowali Ten Kraj swoją ciężką pracą, płacili podatki, wywiązywali się ze wszystkich zobowiązań, a kiedy dzisiaj potrzebują pomocy, Ten Kraj proponuje im śmieszne i nierealne antyrozwiązania, ujęte w rozdętą biurokrację. Miliardy wydawane są po to, żeby nadal zapełniać konta tych, którzy mają się świetnie i żeby bardzo wielu mogło powiedzieć tak niewielu, że nic dla nich nie ma.

Sytuacja ludzi staje się coraz bardziej tragiczna, a Mój Piękny Kraj nad Wisłą płynie nadal miodem i mlekiem TYLKO dla… UPRZYWILEJOWANYCH.

Rodzi się jednak pytanie, co może kiedyś, w najbliższej przyszłości (?) spotkać mnie, Ciebie, czytelniku tego bloga, NAS wszystkich?

Wyjaśnienie sytuacji

 – proszę uważnie wysłuchać wykładu Stanisława Michałkiewicza

Stanisław Andrzej Michalkiewicz (ur. 8 listopada 1947 w Lublinie) – polski prawnik, nauczyciel akademicki, eseista, publicysta i autor książek o tematyce społeczno-politycznej. Działacz opozycji w PRL. Współzałożyciel Unii Polityki Realnej.

Wykładowca w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. /wikipedia/

Serdecznie pozdrawiam Mój Piękny Kraj nad Wisłą

Z poważaniem, autorka

 

* M. Ossowska, Podstawy nauki o moralności, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1994, s. 299

%d blogerów lubi to: